wtorek, 31 maja 2011 0 comments

Miłość neurotyczna

Motto neurotyka brzmi: „jesli mnie kochasz, nie skrzywdzisz mnie”.
Zapewnienie miłości ma go uchronić przed uwewnętrznionym lękiem, poczuciem zagrożenia ze świata zewnętrznego. 
A więc miłość nie ma zaspokoić pragnienia przyjemności czy szczęścia, ale ma dać poczucie bezpieczeństwa.
Rożnym siłom napędowym odpowiadają różne uczucia i zachowania. Jeśli kieruje nami bezpośrednie pragnienie uzyskania satysfakcji, nasza postawa będzie spontaniczna. Jeśli natomiast kieruje nami lęk, uczucia i działania będą przymusowe i niezróżnicowane. 
Dla kogoś odczuwającego bezsilność wobec niezmiennie zagrażającego i wrogiego świata, poszukiwanie miłości wydaje się najbardziej logicznym i bezpośrednim sposobem szukania życzliwości, pomocy czy uznania.
Gdyby właściwości psychiczne neurotyka były takie, za jakie on sam je uważa, to zdobycie miłości nie powinno mu sprawiać trudności. Według niego, chce przecież tak niewiele, tego tylko żeby ludzie byli dla niego życzliwi, udzielali mu porad, brali pod uwagę to, że jest biedną, nieszkodliwą, osamotnioną istotą, która chce wszystkim robić przyjemność, a w żadnym przypadku nie chciałaby nikomu, nigdy sprawić przykrości.
Nie zauważa natomiast tego, jak bardzo jego czule punkty, takie jak ukryta wrogość czy drobiazgowe wymagania zakłócają jego związki z innymi ludźmi. Nie potrafi także ocenić prawidłowo wrażenia, jakie wywiera na innych, ani ich reakcji wobec niego.
Wskutek tego nie może zrozumieć, dlaczego jego przyjaźnie, małżeństwo, sprawy sercowe, kontakty zawodowe, są tak często niezadawalajace. Dochodzi zwykle do wniosku, ze inni są temu winni, że są nieuprzejmi, nielojalni, obelżywi, albo że z jakiegoś nieznanego bliżej powodu jest nielubiany i niedoceniany. Wciąż więc ugania się nadaremnie za ułudą miłości.
Nie wiedząc o tym neurotyk staje wobec dylematu – sam nie będąc zdolnym do miłości, jednocześnie ogromnie pragnie, by inni go kochali.
Choć bardzo trudno ściśle sprecyzować, co to jest miłość, to z całą pewnością można powiedzieć, co miłością nie jest, czy też jakie elementy są jej obce. Można kogoś szczerze lubić, ale mimo to złościć się na niego, odmawiać spełnienia niektórych jego życzeń, czy mieć ochotę, by pozostawił nas w spokoju. Istnieje jednak różnica między takimi określonymi reakcjami gniewu czy wycofania się, a reakcją neurotyka, który bez przerwy ma się na baczności przed innymi, czuje, że każdy przejaw ich zainteresowania osobami trzecimi jest oznaką zaniedbania jego własnej osoby  i interpretuje każde żądanie jako próbę zdominowania go lub każdą krytykę jako poniżenie. To nie jest miłość.
Za sprzeczne z przyjętymi powszechnie pojęciem miłości traktujemy również takie zachowanie,  w którym człowiek wykorzystuje czyjeś uczucia wyłącznie po to, aby osiągnąć swój cel, czy przywiązuje się do kogoś po to, aby w ten sposób zaspokoić swoje potrzeby. Tak się niewątpliwie dzieje, gdy druga osoba potrzebna jest jedynie dla zaspokojenia potrzeb seksualnych,czy, jak na przykład często dzieje się w małżeństwie, dla uzyskania prestiżu
Brak autentycznej miłości ujawnia się w postaci natychmiastowej zmiany stosunku do drugiej osoby w wypadku, gdy nie zaspakaja ona jakiś potrzeb. Brakuje wtedy jednego z niezbędnych czynników miłości – rzetelności i stałości uczuć.
Niezdolność do kochania przejawia się również w lekceważeniu potrzeb i pragnień drugiego człowieka, a także niemożności pogodzenia się z jego wadami czy nietypowością.
Neurotyk, którego mechanizmem obronnym jest dążenie do miłości, prawie nigdy nie zdaje sobie sprawy z tego, że sam nie potrafi kochać. Sądzi mylnie, że skoro potrzebuje innych, to znaczy, że ich kocha. 
Każdy przejaw miłości może pozornie uspokoić neurotyka, czy dać mu nawet poczucie szczęścia, ale w rzeczywistości wywołuje u niego niedowierzanie i nieufność, a nawet strach. Nie wierzy w miłość, bo jest głęboko przekonany, że nikt nie mógłby go pokochać.
Ktoś, kto potrafi autentycznie lubić innych, nie będzie miał wątpliwości co do tego,  że inni mogą go darzyć sympatią.    
sobota, 28 maja 2011 0 comments

Miłość

Nawet jeśli osiągnie się już wszystko w takich dziedzinach jak: kariera zawodowa, majątek czy zdrowie, zazwyczaj odczuwamy pustkę, jeśli brak w życiu ważnych związków emocjonalnych z innymi ludźmi. Potrzeba miłości jest siłą, która w znaczący sposób wpływa na nasze zachowania. Często u podłoża walki o pozycję zawodową, dostatek, zdrowie i majątek leży potrzeba miłości i bliskości. Istnieje wiele różnych relacji, ale najważniejsze są te, dotyczące miłości i małżeństwa.
Nasza kultura traktuje romantyczną miłość jako konieczny, wstępny warunek małżeństwa. Romantyczna miłość stała się się celem niemal dla wszystkich ludzi w społeczeństwach zachodnich i to w odniesieniu do wszystkich grup wiekowych.  Obecność (lub brak) miłości jest traktowana jako test decydujący o tym, czy dwoje ludzi powinno się pobrać. Jednym z widocznych skutków tego rodzaju testu jest wysoki wskaźnik rozwodów. Większość ludzi powyżej osiemnastego roku życia wie zapewne, że trwały związek jest sprawą znacznie trudniejszą i bardziej skomplikowaną niż rytm i uściski miłości.
Brak edukacji w sprawach miłości i związków małżeńskich zdaje się wynikać z panującego w naszej kulturze założenia, że wszyscy powinni wiedzieć, jak osiągać satysfakcjonujące związki międzyludzkie.
Niestety w praktyce wiemy na ten temat niewiele.
W jaki sposób ludzie zakochują się w sobie? Jak się odkochują? Jak to się dzieje, że „pozostają” zakochani? Co sprawia, że małżeństwo jest radosnym związkiem? Dzięki czemu związki małżeńskie mogą trwać? Tajemnica odpowiedzi na te pytania tkwi w fakcie, że na każdym etapie rozwoju związku pojawiają się inne potrzeby i oczekiwania.
- na początku pojawia się oczarowanie, kiedy odkrywa się że druga osoba budzi i spełnia oczekiwane tęsknoty,
- potem następuje okres zachwytu, osoba ta staje się głównym obiektem zainteresowania i uczuć i nie widzi się w niej żadnych wad,
- jeśli doświadczenia są zadowalające, pojawia się pragnienie dłuższego związku, poczucie bezpieczeństwa stwarza wizję pełnej obietnic wspólnej przyszłości,
- po wkroczeniu w etap wspólnej przyszłości, rozpoczyna się czas oczekiwań, kiedy słabości i błędy, dotychczas ignorowane lub tolerowane, stają się irytujące i nie do zniesienia. Nadchodzi konieczność skonfrontowania się z rzeczywistością,
- gdy obie strony są gotowe do współpracy, opartej na akceptacji realiów - jest ok. Jeśli jednak spełnienie nadziei i obietnic, na których jak na końskich grzbietach wjechało się w związek, nie jest możliwe (a często nie jest), wtedy rozczarowania zaczynają się spiętrzać,
- w momencie, gdy rozczarowanie osiąga najwyższy poziom, rozpoczyna się ostania faza związku: punkt krytyczny. Po przekroczeniu tego punktu okazuje się, że nie ma już powrotu do intensywnych uczuć i do związku, który istniał wcześniej. Nie tylko partnerzy wydają się sobie beznadziejni, ale także wspólna historia staje się skażona, nie ma w niej nic oprócz gorzkich wspomnień i wstydu z powodu zmarnowanego czasu i uczucia.
Oczywiście związek nie musi się tak kończyć i warto mieć świadomość, na którym etapie się znajduje.
Oczarowanie pojawia się wtedy, gdy druga osoba spełnia wizualne standardy atrakcyjności. Niestety ciągłe zachwycanie się sobą nie tworzy bazy dla rozwoju przyjaźni, szacunku, poznawania i akceptowania siebie nawzajem.  Gdy oczarowanie oparte jest na wyobrażaniu sobie przyszłości bez uwzględniania bieżących doświadczeń, nie patrzy się na to, kim ta osoba jest, ale na to, kim mogłaby być. Na etapie zachwytu szukamy przykładów na to, że druga osoba spełnia nasze kryteria, a my spełniamy oczekiwania partnera. Zachwyt może trwać godzinę, dwie, może nawet całe życie, pod warunkiem,że nie traci się kontaktu z rzeczywistością.
Kiedy teraźniejszość staje się wystarczająco dobra, ludzie zaczynają wybiegać w przyszłość. Zastanawiając się, co ich tam czeka, zaczynają pragnąć tego, co sobie wyobrażają. Dochodzi do zetknięcia rozważań dotyczących przyszłości bliskiej i odległej oraz czas na stwierdzenie, czego w niej nie ma i nie będzie. Na tym etapie wiele związków się rozpada. Istniejące poczucie bezpieczeństwa, pozwala podjąć decyzję o kontynuowaniu związku. Często zdarza się, że pary wpadają w pułapkę przyzwyczajenia. Wszystko, co wydawało się wspaniałe w fazie zachwytu, teraz staje się tak normalne, że zaczyna się te rzeczy traktować jak oczywiste. Wtedy też ludzie odkrywają, ze nie podzielają swoich zainteresowań. Pojawiają się rozbieżności pomiędzy tym, co jest, a tym co było oczekiwane. Powoli zbliżają się do punktu krytycznego, którego granicą jest próg tolerancji. Ciekawe jest, że po jego przekroczeniu również przeszłość wygląda inaczej. Po przekroczeniu punktu krytycznego niewielka jest szansa na powrót do dawnego stanu rzeczy. Nie tylko dawne i obecne zachowania partnera są traktowane jako absolutnie niezadowalające, ale również przyszłość jest postrzegana w taki sam sposób. Osiągnięcie punktu krytycznego może zostać przyspieszone, jeśli przykłady niewłaściwych zachowań powtarzają się często lub są niezwykle znaczące.
Na szczęści istnieje sposób przechodzenia przez punkt krytyczny
Podstawą miłości i związków małżeńskich jest dopasowanie się. Większość sprzeczności, z powodu których ludzie walczą ze sobą, ranią się lub rozstają, nie jest nie do pogodzenia. Częściej różnice te wynikają z niewiedzy lub błędnych poglądów na temat potrzeb i pragnień partnera. W większości przypadków można dojść do porozumienia, pod warunkiem, że zwraca się uwagę na to, co się przeżywa samemu i co przeżywa partner i gdy zależy nam na związku na tyle, żeby zmienić swoje zachowanie.   

https://zrozumiecemocje.com.pl/
piątek, 20 maja 2011 0 comments

Co warto wiedzieć o analizie strukturalnej

Analiza strukturalna służy udzieleniu odpowiedzi na pytanie: KIM JESTEM, DLACZEGO ZACHOWUJĘ SIĘ WŁAŚNIE TAK, JAK STAŁEM SIĘ TYM, KIM JESTEM. Jest to metoda analizowania myśli w oparciu o koncepcjię stanów „Ja". 
Eric Berne opisuje stany "Ja" jako:
 ”spójny zbiór uczuć i doświadczeń  bezpośrednio powiązanych z odpowiadającym im spójnym zbiorem zachowań”.

Każda osoba przejawia trzy stany „Ja”, będące źródłem indywidualnych i zróżnicowanych zachowań: stan Ja Rodzic, stan Ja Dorosły i stan Ja Dziecko. Nie są to pojęcia abstrakcyjne, ale realność psychologiczna. „Rodzic, Dorosły i Dziecko reprezentują rzeczywiste postacie istniejące teraz, lub w przeszlości, posiadające konkretne nazwisko i stan cywilny”.
- Stan ja Rodzic – zawiera postawy i zachowania pochodzące ze źródeł zewnętrznych, zazwyczaj od rodziców. W relacjach z innymi przejawiają się one często w formie przesądów, zachowań krytycznych i ochraniających. Wewnętrznie funkcjonuje on poprzez przekazy Rodzicielskie, które stale oddziałują na Dziecko.
- Stan Ja Dorosły  - nie ma związku z wiekiem osoby. Jego dzialanie ukierunkowuje się na realną teraźniejszość  i obiektywne zbieranie informacji. Jest on zorganizowany, elastyczny, inteligentny, a jego sposób funkcjonowania polega na analizowaniu rzeczywistości, szacowaniu prawdopodobieństwa i na bezstronnym opracowaniu danych.
- Stan Ja Dziecko – obejmue wszystkie popędy naturalne, charakterystyczne dla małego dziecka. Zawiera też zapisy doświadczeń z okresu bardzo wczesnego dzieciństwa, dziecięce reakcje i „pozycje życiowe”* przyjęte wobec siebie i innych. Ekspresja oparta jest na starych zachowaniach, typowych dla okresu wczesnego dzieciństwa.
Kiedy ludzie odtwarzają gesty, myśli i uczucia obserwowane u swoich rodziców, sa w stanie Ja Rodzic. Kiedy radzą sobie z sytuacją aktualną, zbierając dane i racjonalnie je opracowując, są w stanie Ja Dorosły. Gdy odtwarzają działania lub uczucia z dzieciństwa, są w stanie Ja Dziecko.
Jak i kiedy kształtują się stany „Ja”? Świadomośc noworodka skierowana jest na własne potrzeby i komfort.  Niemowlę unika wszystkiego, co bolesne, reaguje doznaniami i uczuciami. Stan Ja Dziecko manifestuje się więc bardzo wcześnie. Potem rozwija się Ja Rodzic. Jego pierwsze przejawy można zaobserwować, gdy dziecko „bawi się w rodziców”, naśladując ich zachowanie. Rodzice widząc siebie odgrywanych przez własne dziecko, są czasem bardzo poruszeni, czasem zażenowani, a czasem dumni i zadowoleni. 
Stan Ja Dorosły powstaje wówczas, kiedy dziecko usiłuje zrozumieć świat i odkrywa, że istnieją środki nacisku na innych, które i ono może zastosować.
Rozwój osobisty w dużej mierze polega na uświadamianiu sobie istnienia i wagi dialogu pomiędzy trzema stanami „Ja”. Ćwiczenia (np. wypelnianie arkuszy, albo sluchanie innych naprowadzających pytań) umożliwiają dostrzeżenie sytuacji, w której następuje przekraczania granicy między stanami, co w życiu codziennym może być bardzo kłopotliwe. Zwłaszcza daje się odczuć w sytuacjach, gdy następuje „porwanie emocjonalne” i w stan Ja Dorosły wdziera się np. roszczeniowe lub zranione Ja Dziecko, względnie nazbyt krytyczny Ja Dorosły.  
W miarę upływu lat stajemy się coraz starsi, ale nie oznacza to, że w pełni możemy korzystać ze stanu Ja Dorosły wtedy, gdy nasz status spłeczny tego wymaga. Często dla rodziców otrzymanie przez dzecko dowodu osobistego jest momentem, w którym mówią do swoich dzieci: „jesteś dorosły, więc zachowuj sie jak dorosły”. Może to być trudne do wykoanania nie wskutek złej woli, ale np. z powodu zbyt słabych granic między stanami „Ja”, względnie w wyniku kontaminacji, czyli zdominowania osobowości przez stan Ja Rodzic lub stan Ja Dziecko.
Posiadamy wewnątrz siebie umiejętności samouzdrawiania, ale często nie dysponujemy wiedzą dotyczącą zdiagnozowania naszego konkretnego przypadku. Ponieważ każdy człowiek jest odmienną indywidualnością, jedyną osobą która potrafi naprawdę dotrzeć do wnętrza osobowości, jest kazdy z nas sam dla siebie. Wspieranie się pomocą z zewnatrz jest przy tym nieodzowne. 

 *Pozycja życiowa lub pozycja egzystencjalna.  Przed ukończeniem ósmego roku życia dziecko wytwarza  w sobie przekonanie na temat własnej wartości i wartości innych. Istnieją cztery możliwe pozycje zyciowe, na które składają się rożne warianty poczucia wartości:
„Ja jestem OK – ty jesteś OK” (akceptuję siebie i akceptuję innych)
„Ja jestem OK – ty nie jesteś OK” (akceptuję siebie, lecz odrzucam innych)
„Ja nie jestem OK – ty jesteś OK” (odrzucam siebie, lecz akceptuję innych)
„Ja nie jestem OK – ty nie jesteś OK” (ja nie jestem nic wart i świat też nie).

piątek, 13 maja 2011 0 comments

Granice "ja"

Człowiek doświadcza swego „ja” zależnie od wolnej energii, która w nim się w danym momencie lokalizuje.
Gdy realne „ja” doświadczane jest w jednym ze stanów, pozostałe są nie aktywne.
Są jednak obecne i potencjalnie zdolne do aktywizacji.
Dobrze jest pamiętać, że każdy posiada granice. Można je porównać do przepuszczalnej materii, przez którą energia krąży przenikając z jednego stanu „ja” do innego. Przepuszczalne granice umożliwiają spontaniczne przemieszczanie się energii i jej niezakłócony przepływ, zależnie od istniejącej sytuacji.
U niektórych osób, szczególnie efektywnych, przepływ ten może być bardzo szybki, u innych wolniejszy. Osoba zdolna do szybkiego przemieszczania wolnej energii jest zazwyczaj interesująca w kontakcie, lecz inni mogą mieć trudności w nadążaniu za jej rytmem. Bardzo powolny przepływ energii utrudnia proces uruchamiania i przerywania aktywności oraz reagowania i myślenia. Niecierpliwi to czasem innych, pomimo że reakcje takiej osoby mogą mieć obiektywną wartość.
Fizjologia stanów „ja” nie jest do końca wyjaśniona. Hipoteza odnośnie stanów ich istnienia opiera się na obserwacjach zaburzeń zachowania.
Są osoby, które działają zawsze w nieprzewidywalny, zaskakujący sposób. Niektórzy zachowują się we wprost do przewidzenia sposób, aż wydaje się to wręcz monotonne;  jeszcze inni wybuchają gniewem lub płaczem nawet przy najmniejszej prowokacji. Są też osoby, których myślenie zniekształcone jest przesądami i złudzeniami.
Zakłócenia te wynikają z faktu, że granice stanów „ja” są bądź zbyt słabe, bądź sztywne, czy też zawierają luki lub nakładają się na siebie. 

Osoby o uszkodzonych granicach „ja” przejawiają nie kontrolowane zachowania wówczas, gdy dotknie się jakiegoś czułego punktu. Ich psychika została poważnie okaleczona wskutek urazu lub serii nieprzyjemnych przeżyć w dzieciństwie. Gdy taki wrażliwy obszar zostanie w jakiś sposób naruszony, „rana” otwiera się pod naporem gwałtownych i często irracjonalnych emocji.
Z uszkodzeniem granic mamy do czynienia, gdy ktoś np. mdleje na widok myszy, dostaje ataku nerwowego na odgłos grzmotu, poddaje się panice na myśl o publicznym występie, itd.  Są osoby, które zalewają się łzami lub wpadają w depresję przy najmniejszej krytyce. Uszkodzenie manifestuje się wyolbrzymioną reakcją emocjonalną na bodźce. Jeśli jet to tak dotkliwe, że zagraża psychicznej równowadze osoby, powinna ona zasięgnąć porady specjalisty. 

https://zrozumiecemocje.com.pl/
wtorek, 10 maja 2011 0 comments

O magii

Każde dziecko rodzi się z odziedziczonymi cechami oraz w określonym środowisku społecznym, ekonomicznym i uczuciowym. Potem wychowywane jest przez rodziców. Każde dziecko przeżywa ważne wydarzenia, jak np: śmierć w rodzinie, choroba, cierpienie, wypadki, wstrząsy geologiczne i kryzysy ekonomiczne. Wszystko to sprawia, że dzieciństwo każdego człowieka staje się jedyne, niepowtarzalne. Nie ma dwóch osób, nawet braci czy sióstr, które miałyby identyczne dzieciństwo.
Każdy z nas nosi w sobie (w swoim umyśle i układzie nerwowym) zapisy sposobu, w jaki zbieraliśmy nasze dziecięce doświadczenia i w jaki przeżywaliśmy świat, jak poznawaliśmy go i jak się do niego przystosowywaliśmy.
Wszystkie dzieci bez szkoły aktorskiej, od najmłodszych lat odkrywają, w jaki sposób możliwie najskuteczniej wykorzystywać ludzi i rzeczy. Praktycznie wszystkie niemowlęta muszą zrozumieć, jak sprowadzić do siebie kogoś z dorosłych. Często na chybił trafił dziecko uczy się, że jego przerażenie lub choroba skutecznie przywołują matkę. Jeśli pierwsze próby „manipulacji” okażą się skuteczne, dziecko ma tendencję do przypisywania tego sukcesu siłom magicznym. Zamykając oczy, dziecko może sprawić, ze świat znika.
Małe dzieci przypisują czarodziejską moc również rodzicom i czasem obawiają się, że rodzice mogą je zamienić w brzydkie kaczątko lub nawet spowodować ich zniknięcie. W gruncie rzeczy prawdą jest, że rodzice są panami życia i śmierci własnych dzieci. Nie jest więc dziwne, ze dzieci mają tendencję do postrzegania rodziców jako potężnych olbrzymów lub czarownice, a samych siebie jako bezbronne ofiary.
Niektórzy ludzie, sprawujący władzę nad dziećmi nadużywają tej wiary w magię, dając dzieciom do zrozumienia, ze nic się nie ukryje, bo oni, dorośli zawsze wszystko widzą i wiedzą.
Dzieci wierzą często w magiczną siłę przedmiotów i zdarzeń. Są przesądne, wierzą w pieniążek przynoszący szczęście, czterolistną koniczynę, czarnego kota, ząb pod poduszką, cień na księżycu, stłuczone lustro, życzenia wypowiedziane na widok spadającej gwiazdy, kreski na płytach chodnika i drabiny, pod którą nie należy chodzić. Są osoby, które mimo dorosłego wieku nie są w stanie odróżnić magicznego myślenia od rzeczywistych informacji. Osoby te mylą często marzenia z rzeczywistością. Zachowują się tak, jakby były wszechmocne lub całkowicie pozbawione wpływu. Czasem zadawalają się biernym oczekiwaniem i bezczynnością.
Osoby o poczuciu wszechmocy „manipulują” innymi z pozycji „pana”. Próbują kierować życiem innych, łudząc się że mają w rękach szczególną władzę i zawsze mają rację.
Osoby funkcjonujące z poczuciem słabości i niemocy „manipulują” innymi z pozycji „niewolnika”. Odmawiają przejmowania odpowiedzialnosci za własny brak zdolności i mają trudności z podejmowaniem decyzji.
Wiele osób żyje w dziecięcym przekonaniu, że pragnienia i rzeczywistość to to samo. Pragną one i oczekują na magiczne zdarzenia, które zmienią ich życie. Czas jednak mija i osoby te nie osiągają żadnego pozytywnego rezultatu.
Talent manipulacyjny jest często niezbędny   do przetrwania, lecz jeśli mu się poddamy, skazujemy się na życie powierzchowne, składające się z gier i dawnych schematów.   

https://zrozumiecemocje.com.pl/
poniedziałek, 9 maja 2011 0 comments

Terapia Naikan (japońska metoda samoobserwacji)

Jeśli znasz Zen lub inne metody medytacji, możesz spróbować japońskiej metody samoobserwacji zwanej terapią Naikan. „Jest to procedura, dzięki której podmiot bada swoje przeszłe doświadczenia, czyniąc z nich przedmiot refleksji i dzięki tej refleksji dokonuje własnej przemiany”.
W Japonii Naikan trwa tydzień. Osoba siedzi na piętach w małym pomieszczeniu, medytuje od godz. 5-tej rano do 9-tej wieczorem. Mistrz (Sensei) od czasu do czasu wchodzi do pomieszczenia i prosi, aby medytacja dotyczyła wyłącznie osób mających w życiu klienta szczególne znaczenie w formowaniu jego osobowości, począwszy od matki. Poleca mu się, by się skoncentrował na tym, co zrobił lub co powiedział do matki w przywołanej sytuacji, a nie tylko na tym co ona czyniła lub mówiła. Nacisk kładzie się bardziej na samoobserwację niż na obserwację drugiej osoby.
Oto przykład wykorzystania terapii Naikan:
·         udaj się na jakiś czas do miejsca, gdzie nie będziesz rozpraszany,
·         wyobraź sobie, że patrząc do swojego wnętrza, widzisz pusty ekran telewizyjny,
·         przywołaj na ten ekran swoją matkę. Kiedy pojawią się obrazy zdarzeń, które przeżyłeś ze swoją matką, zadaj sobie pytanie: „co ja zrobiłem lub powiedziałem w tym momencie?” Skup się wyłącznie na tym, co zrobiłeś, czego nie udało ci się zrobić lub czego nie miałeś zamiaru zrobić,
·         powtórz to ćwiczenie z innymi postaciami, pełniącymi w twoim życiu rolę rodziców i opiekunów,
·         Czego dowiedziałeś się o sobie?   
          
https://zrozumiecemocje.com.pl/





sobota, 7 maja 2011 0 comments

"Autotortura"

Frederic Perls nazwał grę, którą prowadzi się samemu ze sobą, jako „Autotorturę” – znęcanie się nad sobą.  Napisał:
Jestem przekonany, że dobrze znacie tę grę. Jedna część mówi do drugiej: „mógłbyś to zrobić lepiej, nie powinieneś tego robić w ten sposób, nie powinieneś być taki, powinieneś być kimś innym, niż jesteś”.
Generatorem takich napięć i zamieszania jest pojawianie się w wewnętrznym świecie nacisków zewnętrznych autorytetów.  
Tak opisuje to Bary Stevens:
Na początku było moje ja i to ja było dobre. Później przyszło inne ja. Autorytet z zewnątrz. Wtedy tamto ja poczuło się zaburzone, bo naciski z zewnątrz były takie liczne i takie inne: Siedź porządnie, Wyjdź z pokoju i wytrzyj nos. Nie rób tego, to głupie. Spuszczaj wodę w nocy, bo potem trudno wyczyścić muszlę, NIE SPUSZCZAJ WODY W NOCY – bo budzisz innych! Bądź zawsze miła i uprzejma dla innych. Nawet jeśli ich nie kochasz, nie należy ich ranić. Bądź szczera i uczciwa. Tchórzostwem jest nie mówić ludziom tego, co się o nich myśli. Mów poprawnie. Kipling jest wspaniały! No wiesz, Kipling?
W życiu najważniejsze jest mieć dobry zawód. Ważne jest, by założyć rodzinę. Do diabla z tym wszystkim! Bądź zawsze dla wszystkich miła. Seks jest w życiu ważny. Najważniejsze, by mieć konto w banku. Ważne, byś była zawsze dobrze ubrana. Ważne, by wyczuwać sytuację, mówić co trzeba i nie dać innym odgadnąć, co naprawdę czujesz. Dobrze jest być pierwszym. Ważne jest, by mieć futro z czarnych fok, ładne naczynia i srebro. Ważne jest być czystym. Ważne jest, by zawsze oddawać długi. Ważne jest, by nie dać się złapać. Należy kochać rodziców. Najważniejsze jest, by mieć pracę. Trzeba być niezależnym. Trzeba znać biegle angielski. Trzeba szanować męża. Ważne jest, by być pewnym, że dzieci zachowują się poprawnie. Są sztuki teatralne, które trzeba zobaczyć i książki, które trzeba przeczytać. Trzeba robić to, co każą. A inni to właśnie każą robić.
Osoby posiadające w głowie zapis od kilku postaci, które pełniły rolę autorytetów, zazwyczaj zamęczają się wysłuchiwaniem sporów między nimi. No bo jak pogodzić życzenie matki, by spuszczać wodę w nocy i ojca, który na to nie pozwala. Efektem sprzecznych przekazów jest stałe poczucie wahania oraz naprzemienne postępowanie zgodnie z życzeniem jednego autorytetu, potem drugiego. Towarzyszy temu poczucie, że zawsze coś robi się źle. Do tego dochodzi stałe poczucie winy. Decyzji o robieniu jednego, stale towarzyszą myśli, że lepiej byłoby robić coś innego.
Osobami, które najtrudniej jest nam poznać, są nasi rodzice. Dziecko ze względu na swoją pozycję zależności wobec rodziców nie jest w stanie być obiektywne. Nawet już jako dorośli zachowujemy czasem iluzję wszechmocy naszych rodziców i przypisujemy im nadprzyrodzone role, nie dostrzegając ich slabości i ograniczeń. Gdy człowiek uświadamia sobie, kim sa w rzeczywistości  jego rodzice, staje się czasem wobec nich bardzo krytyczny, osądza ich, a nawet nienawidzi przez jakiś czas. Może jednak nauczyć się rozumienia ich, zaakceptowania i przebaczenia.
Metoda Radykalnego Wybaczania jest jedną z metod umożliwiających odtwarzanie przekazów rodzicielskich. Poprzez uzyskanie pełniejszej świadomości treści posiadanych zapisów, ujawniają się wewnętrzne konflikty. Ich przepracowanie umożliwia dokonywanie lepszych wyborów i działań.
https://zrozumiecemocje.com.pl/

piątek, 6 maja 2011 0 comments

"Tyrania powinności"

Dzieci nie rodzą się wyposażone w wewnętrznego cenzora. Wszystkie potrzebują słowa „nie” dla ochrony i uspołecznienia. Niektóre jednak przytłaczane są zakazami nadmiernie ograniczającymi, hamującymi wyrażanie miłości, wrażliwości i twórczości.
To dziecko, któremu udało się przystosować się do sztywnego rodzicielskiego programu ulega zazwyczaj tak opisanej przez Karen Horney  „tyranii powinności”.

Powinno być doskonale uczciwe, hojne, uprzejme, sprawiedliwe, godne, odważne, bezinteresowne. Powinno być doskonałym kochankiem, mężem, profesorem. Powinno być zdolne wszystko wytrzymać, powinno wszystkich kochać. Kochać rodziców, żonę, kraj. Nie powinno się przywiązywać, wszystko winno mu być obojętne, nie powinno czuć się zranione, powinno zawsze być pogodne i zrównoważone. Powinno zawsze cieszyć się życiem i nie zabiegać o przyjemności. Powinno być spontaniczne, powinno zawsze kontrolować swoje emocje. Powinno wszystko wiedzieć, wszystko rozumieć, wszystko przewidzieć. Powinno być zdolne do rozwiązania wszystkich problemów i problemów innych ludzi. Powinno poradzić sobie z każdą trudnością, kiedy tylko się pojawi. Nigdy nie powinno być zmęczone ani chore. Powinno zawsze umieć znaleźć sobie pracę. Powinno być zdolne w godzinę wykonać to, co wymaga dwóch lub trzech godzin.

Rodzice tworzą klimat uczuciowy,  który podobnie jak atmosferyczny może być: ciepły, zimny, ostry, łagodny, sprzyjający lub niekorzystny dla rozwoju. Rodzice troszczą się o dzieci, czasem jednak wzbudzają w nich poczucie mniejszej wartości, upokarzają prowadząc w kierunku skryptu destrukcyjnego lub nieproduktywnego.
Optymalne byłoby, aby każdy człowiek, a w szczególności młody, który zamierza zostać rodzicem, poznał własny skrypt i zdecydował, czy jest on wart wspierania własnym życiem i przekazania następnemu pokoleniu.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
czwartek, 5 maja 2011 0 comments

Trójkąt Dramatyczny Stephana B. Karpmana


Trójkąt dramatyczny polega na nieświadomym, naprzemiennym wchodzeniu w relacje, w których gra się rolę Ofiary, Wybawcy/Opiekuna/Ratownika i Prześladowcy. Osoby w rolach są współuzależnione od siebie. Rola wybawcy-opiekuna-ratownika, przekształca się z czasem w prześladowcę, aby w końcowej fazie stać się ofiarą.
Gdy jesteśmy wybawcami i naprawiaczami nie tylko zaspokajamy potrzeby innych, ale je odgadujemy i uprzedzamy. Naprawiamy,  staramy się rozwiązywać ich problemy. Jesteśmy "idealnymi" opiekunami. Wybawiamy innych od ich odpowiedzialności za siebie. Przejmujemy ich obowiązki, a potem złościmy się na nich, czujemy się wykorzystywani i użalamy się nad sobą. Wybawiamy innych za każdym razem, kiedy my przejmujemy odpowiedzialność za innego człowieka –za jego myśli, uczucia, decyzje, zachowania, rozwój, powodzenie, problemy czy – ogólnie biorąc –za jego los. 
Na wybawianie czy zajmowanie się inną osobą składają się następujące zachowania:
- Robienie czegoś, czego w rzeczywistości nie chcemy robić.
- Mówienie „tak”, kiedy myślimy „nie”.
- Robienie czegoś dla kogoś czy za kogoś, kto sam może i powinien to zrobić.
- Zaspokajanie potrzeb kogoś, kto nas o to nie prosił.
- Robienie więcej niż należy w sytuacji, gdy ktoś poprosi nas o pomoc.
- Przejmowanie (zamartwianie) się uczuciami innych.
- Myślenie za innych.
- Mówienie za innych.
- Ponoszenie za innych konsekwencji ich czynów.
- Rozwiązywanie problemów za innych.
- Wkładanie we wspólną pracę większego wysiłku niż druga osoba.
- Niezajmowanie się tym, czego chcemy, potrzebujemy i pragniemy.
Kiedy to robimy, możemy czuć:  skrępowanie i zakłopotanie dylematami innej osoby, potrzebę zrobienia czegoś, litość, niepokój, niezwykłą odpowiedzialność za tę osobę czy rozwiązanie problemu; lęk, lekką lub silną niechęć do zrobienia czegoś, irytację, a czasami złość i oburzenie, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji. Możemy też odczuwać wyrzuty sumienia i mieć poczucie winy, a z drugiej strony odczucie, że zmusza się nas do zrobienia czegoś. Możemy uważać, że jesteśmy w danej sprawie bardziej kompetentni niż ten, komu pomagamy. Możemy, na koniec, uważać, że osoba, którą się opiekujemy, jest bezradna i niezdolna do zrobienia tego, co wykonujemy za nią. Czujemy się potrzebni, przynajmniej na pewien czas. 
Zajmowanie się i opiekowanie innymi wydaje się o wiele bardziej przyjazną postawą, niż jest istocie. Zakłada ono bowiem nieudolność osoby będącej przedmiotem opieki. 
Wybawiamy „ofiary”, ludzi, którzy – w naszym mniemaniu – nie są w stanie sami się o siebie zatroszczyć.
Kiedy już wybawimy taką ofiarę z niedoli, musimy się nieuchronnie znaleźć w „drugim kącie”, którym jest prześladowanie.
Czujemy niechęć i złość wobec osoby, której tak wielkodusznie „pomagaliśmy”. Zrobiliśmy bowiem coś, czego nie chcieliśmy robić, coś, co nie było naszym obowiązkiem, a zaniedbaliśmy nasze własne potrzeby i chęci. Co gorsza, ofiara, „ta biedna istota”, którą wybawiliśmy z  opresji, wcale nie okazuje nam wdzięczności. Nie docenia naszego poświęcenia. Nie zachowuje się tak, jak powinna.Nie słucha nawet naszych rad, których tak chętnie jej udzielamy. Coś jest nie tak, jak powinno być. Chowamy więc naszą aureolę i pokazujemy rogi. 
Osoby, które wybawiamy, najczęściej od razu wyczuwają zmianę naszego nastroju. Dostrzegają bowiem zwiastujące go objawy, które stają się pretekstem, by zwrócić się przeciwko nam. Teraz nadchodzi ich kolej – z prześladowanych stają się prześladowcami. Zazwyczaj jest to reakcja na przejmowanie przez nas odpowiedzialności za nich, bowiem nasze zachowanie świadczy, pośrednio lub bezpośrednio, o tym, że uważamy ich za  nieudolnych. Nienawidzą nas, ponieważ wybuchając na nich gniewem po wcześniejszym wytknięciu im nieodpowiedzialności, dodajemy do krzywdy obrazę. Nadchodzi wówczas czas na ostatni ruch. Zasłużyliśmy sobie na nasze ulubione miejsce – „kąt ofiary” na spodzie trójkąta. 
Jest to łatwy do przewidzenia i nieuchronny rezultat wybawiania. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku i wstydu. Czujemy się zranieni i upokorzeni i litujemy się nad sobą. Znowu nas wykorzystano. Znowu nas nie doceniono. Tak bardzo staramy się pomagać ludziom, być dla nich dobrzy. Zaczynamy użalać się i jęczeć: „Dlaczego zawsze mi się to przydarza? Czy zawsze będę ofiarą?”.
Jeśli nie przestaniesz bawić się w wybawcę i opiekuna – prawdopodobnie tak. 
Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości. Trójkąt Dramatyczny jest trójkątem nienawiści. Podsyca on i podtrzymuje nasza nienawiść do samego siebie i przeszkadza w nawiązaniu zdrowych związków uczuciowych z innymi. Trójkąt ten i zmieniające się role wybawcy, prześladowcy i ofiary unaoczniają nam proces, który przechodzimy. Zmiany ról i zmiany emocjonalne są nieuchronne, jesteśmy aktorami trzymającymi się ściśle scenariusza. 
Wielu z nas jest przekonanych, że wybawianie i ratowanie innych z różnorakich opresji jest dobrym uczynkiem. Uważamy, że milcząca zgoda na to, by ktoś musiał walczyć z nieprzyjemnym, ale całkowicie w danej sytuacji zrozumiałym uczuciem, ponosić konsekwencje swoich czynów, odczuwać zawód usłyszawszy „nie”, odpowiadać za siebie, swoje zachowania i postępki jest czymś okrutnym i bezlitosnym. 
Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon – poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały. 
Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak pomaganie i ratowanie sprawia, że na moment zapominamy o bólu, którym przepełnia nas świadomość tego, jak mało jesteśmy warci. 
Jesteśmy przekonani, że nie można nas pokochać ani polubić, więc chcemy być przynajmniej potrzebni. Ratujemy, wybawiamy z kłopotów i pomagamy również dlatego, że nie mamy dobrego mniemania o innych. Stwierdzamy, że inni po prostu nie mogą odpowiadać za swoje czyny i zachowania. 
Jeśli dana osoba nie jest upośledzona umysłowo lub fizycznie (i to w poważnym stopniu) jeśli nie jest małym dzieckiem, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co robi. Przestańmy wybawiać innych. Przestańmy pozwalać innym, aby nas wybawiali. Bierzmy odpowiedzialność za samych siebie i pozwólmy na to samo innym. Bez względu na to, czy zmienimy nasze postawy, zachowania, otoczenie czy sposób myślenia, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić, jest odrzucenie roli ofiary.

Wg. Melody Beattie „Koniec współuzależnienia”.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
środa, 4 maja 2011 0 comments

skrypt psychologiczny

Każdy człowiek posiada psychologiczny skrypt i żyje w kulturze o określonym skrypcie.
Prawie wszystkie ludzkie działania są inspirowane i programowane zgodnie ze scenariuszem sięgającym okresu wczesnego dzieciństwa. Poczucie niezależności jest więc prawie zawsze złudzeniem – iluzją będącą przekleństwem gatunku ludzkiego. Pozostawia wiedzę, mądrość, uczciwość, twórczość i intymność nielicznym uprzywilejowanym. Znacznie częściej człowiek pozostaje jedynie obiektem manipulacji. Trzeba go przyciągać, przekonywać, „kupować”, zmuszać do grania ról wzmacniających pozycje protagonistów i realizację skryptu. Realizacja takiej roli pochłania tak wiele energii, że niestarcza już sił na funkcjonowanie w realnym świecie i wykorzystywanie własnych możliwości (Eric Berne).
Skrypt indywidualny opiera się zawsze na trzech pytaniach dotyczących tożsamości i przeznaczenia:
- kim jestem
- co robię na tej ziemi
- kim są moim zdaniem inni
Na początku skrypt przekazywany jest niewerbalnie. Niemowlęta poprzez odbiór akceptacji i uwagi otoczenia lub jej braku, zbierają informacje na temat siebie samych i własnej wartości. Pierwsze odczucia dziecka wobec samego siebie pozostają najpotężniejszą silą w jego drodze życiowej. Decydują o pozycji psychologicznej , którą przejmie i rolach, które będzie grało. W toku pierwszych lat życia dzieci zaczynają rozumieć przekazy skryptowe podawane przez rodziców za pomocą słów. Przekazy te stanowią rodzaj instrukcji, którym dziecko jej zazwyczaj posłuszne.
Przekazy należące do skryptu dotyczą wielu dziedzin życia.   
Jest wiele prawdy w powiedzeniu: „nie jest ważne co się mówi, lecz jak się to mówi”. Zdarza się, że rodzice modelują skrypt swoich dzieci mówiąc coś, przy czym niewerbalnie wyrażają coś innego. Niezależnie od zdań wygaszanych przez rodziców dzieci reagują na oba przekazy.
Jakkolwiek wszystkie przekazy rodzicielskie są w rożnym stopniu konstruktywne, destruktywne lub nieproduktywne, niektórzy rodzice wskutek własnych patologicznych cech wysyłają swoim dzieciom przekazy w pełni destruktywne. Mogą one potem zostać na długo zakotwiczone w osobowości, na wzór elektrody, która zaktywizowana zmusza osobę do poddania się wpojonym treściom..
W miarę otrzymywania przekazów, dziecko przyjmuje postawy psychologiczne  i tworzy role niezbędne do rozwinięcia skryptowej akcji. Gdy tylko role zostaną określone, jest gotowe do wyboru osób i manipulowania nimi tak, by dołączyły do scenariusza (protagonistów).
Ludzie wchodzą w różnego rodzaju związki ze względu na dopełniające się przekonania skryptowe.  
W codziennym życiu odgrywamy role i nakładamy różnego rodzaju maski. Jeśli wówczas uświadomimy sobie własne gry, ułatwi to rezygnację z nich i odrzucenie ich w imię własnego autentyzmu i spontaniczności.
Osoby świadome umieją same określać własny życiowy plan i przeredagować swoją historią zgodnie z rzeczywistymi cechami osobowościowymi. Potrafią uświadomić sobie swoje możliwości i odrzucić to, co zmusza je do życia w ściśle określonych ramach, Nie jest to łatwe, w gruncie rzeczy wymaga pracy i bywa bolesne.  

https://zrozumiecemocje.com.pl/
wtorek, 3 maja 2011 0 comments

Potrzeba strukturalizacji czasu

W celu uniknięcia cierpień i nudy, każdy z nas poszukuje sposobów na wypełnienia życia. 
Zazwyczaj spędzamy czas na sześć sposobów:

1)        Wycofywanie i zamykanie się w sobie
2)        Kontakty rytualne
3)        Zabijanie czasu
4)        Granie w gry psychologiczne
5)        Praca (zaangażowanie w aktywność)
6)        Od czasu do czasu spędzają ze sobą chwile intymności

Wycofywanie następuje poprzez fizyczne odejście, bądź poprzez wyłączenie się psychologiczne i pozostawanie z własnymi myślami.  Może być to decyzja podjęta z potrzeby samotności, zebrania myśli, czy czerpania z potencjału własnej osobowości. Czasem ucieczka w fantazję jest lepsza niż słuchanie nudnego sprawozdania. Zdarza się, że wycofujemy się na z góry zaplanowane pozycje, przeczuwając awanturę lub zbliżającą się konfrontację, albo odsuwamy się w celu uniknięcia cierpienia lub konfliktu. Psychologiczne wycofanie przebiega najczęściej w dziedzinie fantazji. Np. wyobrażamy sobie własne błyskotliwe repliki albo doznawanie przyjemności bez ograniczeń. Może być również w stronę wyobraźni twórczej, bądź też wyuczonych obaw lub oczekiwania katastrof.

Kontakty rytualne to codzienne zwroty, których celem jest nadanie sygnału rozpoznania drugiej osoby.  Pozwalają one na dobre funkcjonowanie towarzyskie, dostarczają środków rozpoczęcia relacji, pozwalają zyskać na czasie, gdy trzeba rozwiązać problemy związane z etykietą. Niektóre kultury, ugrupowania religijne, partie polityczne, stowarzyszenia czy kluby doskonale strukturalizują swój czas dzięki bardzo złożonym rytualnym zachowaniom. Dla wielu ludzi rytuał staje się sposobem na życie, pozwala na przetrwanie z zachowaniem minimum kontaktu.

Zabijanie czasu to powierzchowne pogawędki o samochodach, pogodzie, sporcie, przepisach kulinarnych, modzie czy wystroju wnętrz. Zabijane czasu podobnie jak rytuały przebiega bez większego zaangażowania. Pozwala na poznawanie siebie nawzajem, wymienianie opinii bez zwracania uwagi na realne fakty, umożliwia wybór tematu rozmowy zapewniający poczucie bezpieczeństwa.

Gry psychologiczne zgodnie z definicją Berna są „powtarzającym się zbiorem transakcji, pozornie racjonalnych, zawierających ukrytą motywację, lub prościej jest to seria transakcji zawierających jakiś chwyt”. Grę utrudniają uczciwe, intymne stosunki między partnerami. Gramy dla zwrócenia na siebie uwagi, wzmocnienia przekonań na swój temat, względnie potwierdzenia wiary w przeznaczenie. Gry się powtarzają. Zaskakują nas te same słowa, taki sam sposób reagowania. Zmienia się tylko czas i miejsce.

Aktywność ma największy związek z realną rzeczywistością. Jej najbardziej typowym przykładem jest praca, to co ludzie mają do wypełnienia lub co chcą realizować sami albo we współdziałaniu. Kiedy któraś z aktywności, równie ważna jak inne, dobiega końca, wykonawca zaczyna odczuwać pustkę, niepokój lub ma poczucie bezużyteczności. Problem staje się szczególnie wyraźny, gdy aktywność stanowiąca główną formę strukturalizacji czasu, np. praca, wychowanie dzieci,czy studia, kończy się nagle. W czasie trwania jednej aktywności pojawiają się nieraz różne formy strukturalizacji czasu: rytuały, zabijanie czasu, a nawet intymność.

Intymność wyklucza gry. Powstaje na ogół w rzadkich chwilach relacji z drugim człowiekiem, kiedy budzi się empatia, czułość i poczucie bliskości, zakłada rzeczywiste zainteresowanie drugim człowiekiem. Dwie osoby mogą pracować razem, mieszkać przez całe lata, nie zauważając się nawzajem i nie słuchając. A jednak zdarzają się chwile, gdy człowiek dostrzega drugiego po raz pierwszy – widzi jego istotę, sposób wyrazu, ruchy, różne jego aspekty. Poczucie intymności może się wydarzyć w tłumie lub w trwałym przyjacielskim związku. Moment intymności pojawia się gdy na ułamek sekundy jesteśmy świadomi więzi z drugim człowiekiem. Często powstaje ona w efekcie wykonywania tej samej czynności jak praca w ogródku, czy słuchanie koncertu. Przebywanie dłużej w intymności niesie ryzyko. W intymnej relacji jesteśmy bardziej podatni na zranienie i bardziej przeżywamy możliwość odrzucenia.

Czas jest strukturalizowany w procesie przejawiającym się w dawania, brania lub unikania kontaktu ze światem.
Wycofanie jest sposobem unikania, rytuały i zabijanie czasu dostarczają minimalnego, powierzchownego kontaktu. Gry pozwalają na jego utrzymanie, często z negatywnym skutkiem. 
Jedynie aktywność i intymność umożliwiają zbudowanie prawdziwej i pozytywnej relacji.

Na podst. „Narodzić się, by wygrać” M. James, D. Jongeward

https://zrozumiecemocje.com.pl/

 
;