niedziela, 15 września 2013 1 comments

Kocham Cię [Bert Hellinger]

Power of Love by I-Heart-Photo
Kocham Cię

Kto może coś takiego powiedzieć: „Kocham cię”?
Co się dzieje w duszy, gdy mówię to zdanie?
Co dzieje się w  duszy tego, do kogo to zdanie zostaje skierowane?

Kto wypowiada je naprawdę, temu dusza drży.
W niej zbiera się coś, co narasta jak wielka fala i porywa go.
Broni się, być może,  przeciwko niej z lęku, nie wiedząc dokąd go ona zaniesie
i na jaki brzeg wyrzuci.

Także ci, do których to zdanie jest adresowane, drżą być może.
Przeczuwają, co ono w nich zmienia, jak bardzo obarcza obowiązkami
i ich życie określa na zawsze.

Jest w tym też lęk, czy wytrzymam i zgodzę się na jego zasięg
i otworzę się na nie niezależnie, czy sam je wypowiadam,
czy ktoś je kieruje do mnie.

Jednak nie ma piękniejszego zdania,
nie ma zdania, które nas głębiej porusza i głębiej wiąże z drugim człowiekiem.

Jest to zdanie pełne pokory.
Czyni nas jednocześnie małymi i wielkimi.
Czyni nas w pełni ludźmi.
                                   [Bert Hellinger]                   
poniedziałek, 9 września 2013 0 comments

Samoakceptacja

Jak często bardziej wierzysz komuś, aniżeli samemu sobie?
Jak często myślisz o innych ludziach z brakiem szacunku?
Jak często brakuje Ci pozytywnego mniemania o sobie?
Czy zdarza Ci się, że nie jesteś w stanie korygować swojego zachowania pod wpływem innych?

Jeśli odpowiesz "często", albo "zazwyczaj", oznacza to, że cechuje Ciebie brak samoakceptacji.

Samoakceptacji uczymy się od swoich rodziców. To, jak oni siebie akceptują, jak postrzegają nas, nasze potrzeby i zachowania, uczy nas, czym jest akceptacja.
W wielu rodzinach jest to pojęcie obce, jak również nie doceniana jest akceptacja jako umiejętność, która nie pojawia sama z siebie, którą się wypracowuje.
Dwoje młodych ludzi, zakładając rodzinę, poznaje się podczas wspólnego bycia, a zwłaszcza, gdy pojawiają się trudności, różnice poglądów. A muszą się pojawić, ponieważ środowiska, w których dojrzewały i kształtowały się ich osobowości, nie były identyczne. Co za tym idzie podejście do trudności, czy problemów jest różne. Wystarczy, że w obliczu trudności, kobieta jest przekonana, że natychmiast trzeba przystąpić do działania, a mężczyzna, że trzeba wcześniej wszystko gruntownie przeanalizować i skonsultować z innymi.
Ta przykładowa sytuacja wymaga umiejętności akceptacji od obydwojga. Obie strategie mają plusy i minusy i upieranie się, że jedna jest lepsza od drugiej, może sprawić, że problem, który spór wygenerował, nie będzie mógł być w ogóle rozwiązany. Obie strony zaangażują się bardziej w spór, kto ma rację, niż w jego rozwiązanie.

Ja uczę się akceptacji odkąd dowiedziałam się, że bez niej nie osiągnę moich celów życiowych. A mam je takie, jak większość ludzi: dobry związek z kochającym partnerem, życie w dostatku, satysfakcjonująca praca. Moim aktualnym doświadczeniem jest obserwacja, że sukces jest wprost proporcjonalny do wzrostu poziomu samoakceptacji.
Pierwszym i najważniejszym moim krokiem w tym procesie było zaznajomienie się z Metodą Tippinga, znaną pod nazwą Radical Forgivenes (Radykalne Wybaczanie).
Nazwa metody jest kontrowersyjna, ale jej narzędzia to skarb. Arkusz, znajdujący się w książce Tippinga (można go również pobrać ze strony Instytutu Metody Tippinga w Warszawie), krok po kroku przeprowadza przez proces zrozumienia siebie i innych. Każe nazwać co jest trudne, potem jak bardzo nas to angażuje emocjonalnie, by następnie nakłonić do przeanalizowania uczuć. Często emocje są tak silne, że nie dociera do człowieka, że chodzi o zranione uczucia. Niełatwo się do tego przyznać, wyrazić zgodę na siebie czującego, przeżywającego i zranionego. A jedynie ta zgoda umożliwia wypracowanie przyszłej linii obrony, własnych granic, budowanie świadomości opartej na samoakceptacji.
Zazwyczaj ludzie nie zdają sobie sprawy, że nas ranią i my sami często nie wiemy, że ranimy innych.
Drugim moim krokiem było zapoznanie się z Pracą z Procesem Arnolda Mindella, a trzecim Coaching NLP. Wszystkie techniki pokazały dokładnie, gdzie we mnie jest poszukiwana moc. Na zewnątrz są jedynie wskazówki, w którą stronę należy się w danym momencie udać.
Czego nas najczęściej uczą nasi rodzice i wychowawcy? Braku akceptacji do emocji, wyciszania emocji bez ich zrozumienia, zaprzeczania powodom, dla których emocja się pojawiła. Jeśli uda się nam na tym etapie zaprzeczyć informacji, którą niesie emocja, nie pojmiemy ukrytych pod nią uczuć.
Trzeba powiedzieć prawdę, że opiekunowie, robią w tym przypadku dużo dla siebie. Być może, wygląda to, jakoby nas "wychowywali", ale w rzeczywistości, uczą nas manipulowania naszymi własnymi uczuciami. Uczą nas, jak czuć to, co powinniśmy i nie czuć tego, czego nie powinniśmy. I tak w skrócie można opisać, jak się kształtuje człowiek pozbawiony samoakceptacji. Jest ok., gdy nie przeżywa, nie targają nim wątpliwości, nie doświadcza nienawiści, zazdrości, niemocy. Jest ok, gdy jest zawsze zadowolony, uśmiechnięty i usatysfakcjonowany. Jakże często musimy takich grać!

A chodzi o to, żeby takimi być!

Ale, żeby takimi być, musimy się zgodzić na własne emocje i uczucia oraz na fakt, ze będą nas otaczać ludzi, którzy nic nie wiedzą o swoich uczuciach.
Colin Tipping jest autorem stwierdzenia, które jest dla mnie przełomowe. Sugeruje, że jako ludzie żyjemy jednocześnie na dwóch płaszczyznach - duchowej i fizycznej. Na tej duchowej wszyscy ludzie stanowią jedność i są ze sobą połączeni. Na duchowym poziomie komunikujemy się między sobą cały czas. Już wcześniej zastanawiałam się, ze często skądś wiemy, co się dzieje z naszymi bliskimi. Bez szczegółów, ale jeśli są w niebezpieczeństwie, to informacja ta jakoś dociera do nas. Gdy myślimy o kimś, to następuje połączenie na poziomie mentalnym. Jeśli uznamy to połączenie, to możemy również uznać, że na poziomie duchowym wszyscy chcą dobra dla siebie nawzajem. Na poziomie fizycznym to się nie pojawia, ponieważ panuje przekonanie, że dóbr jest za mało, więc może dla mnie zabraknąć. Na poziomie fizycznym jest walka o dobra.
Gdy popatrzymy na samoakceptację z poziomu duchowości, wtedy inni ludzie pomogą nam ją wypracować. Zgoda na koncepcję duchowości otwiera możliwość, że inny człowiek, który wzbudza moje silne emocje, nie robi czegoś przeciwko mnie. Powstaje perspektywa, w której ten człowiek robi coś dla mnie, a ja w tym czasie robię coś dla niego. Obydwoje pomagamy sobie na poziomie duchowym być razem. Mój gniew na poziomie fizycznym określa czyjeś zachowanie jako naganne, niewłaściwe, przekraczające granice, zasługujące na odrzucenie. Na poziomie duchowym jest informacją, ze tego samego zachowania nie akceptuję w sobie z dokładnie taką sama siłą i odrzucam ten aspekt siebie. Nie akceptuję go.

I to jest cała filozofia, początek drogi do zaakceptowania tego odrzuconego aspektu, uznania jego potrzeby i wykorzystania go z korzyścią dla siebie. To praca nad uzyskaniem pełni.

Na początku okazało się, że tych odrzuconych przeze mnie aspektów była multum, z czasem pojawiają się pojedyncze, które mnie raczej rozbawiają. Śmieję się i myślę: Jeszcze tu mnie nie było! Jeszcze w tym aspekcie mnie, nie znam siebie do końca. Nie można polubić kogoś, kogo się nie zna. Samoakceptacja to polubienie siebie. Wiemy wszyscy, że w atmosferze akceptacji ludzie stają się bardziej kreatywni. Poczucie wsparcia i braku krytycyzmu dodaje nam skrzydeł. Kochamy być z ludźmi, którzy mówią do nas: wierzę w ciebie, uda ci się, możesz na mnie liczyć. Będziemy kochać samych siebie, gdy będziemy tak do siebie mówić. Pojawią się wtedy inni, którzy mówią podobnie. Podobne, przyciąga podobne.

Brak samoakceptacji jest pułapką, w którą wpada wiele par. Ludzie mają świadomość, ze w jakiś aspektach nie akceptują siebie, ale liczą na to, że zostaną zaakceptowani przez partnera. Zazwyczaj przy dłuższych związkach niestety nie zdaje to egzaminu. Osoby, które nie wierzą w siebie, podejmują często błędne decyzje, przedkładając opinię innych nad własną. Jeśli liczymy na akceptację partnera, zamiast na własną, to krytyka z jego strony pogrąża nas totalnie. Często aby wyjść z tego pogrążenia, dopatrujemy się wad u naszego krytykującego partnera i zazwyczaj stwierdzamy, że "wcale nie jest lepszy". Koncepcja akceptacji z zewnątrz zamiast samoakceptacji zmienia nasz związek w piekło, we wzajemne udowadnianie sobie, ze druga strona jest gorsza od nas. Bo cóż innego może się stać, jeśli przyciągniemy do siebie partnera, który odzwierciedla nasz brak wiary w we własne możliwości. Widząc wady partnera, czy partnerki, zapominamy na ten moment o własnych, mamy poczucie, że my to "pryszcz", wobec głupoty tej drugiej strony. Często wzajemny brak oparcia w sobie tworzy współuzależniony związek, którego nie ma jak opuścić.

Wiem, co piszę, ponieważ sama byłam w takim związku 8 lat. Nie rozumiałam dlaczego nie możemy się porozumieć, nie rozumiałam dlaczego mój mąż nie konsultuje ze mną swoich decyzji. Stawiał mnie wobec faktów dokonanych, które nie były dobre ani dla mnie, ani dla naszej rodziny. Miały jego dowartościować. Miały również i mnie pokazać moje niedowartościowanie, ale wtedy jeszcze nic nie wiedziałam na ten temat.

Wchodzimy w bliskie związki, żeby się dowiedzieć, kim jesteśmy. Jeśli nas nie szanują, oznacza, że w duszy nie wierzymy, że na szacunek zasługujemy. Jeśli jesteśmy w związku nikim, znaczy, że w duszy jesteśmy nikim, można nas przestawiać z kąta w kąt, a my potrafimy tylko czekać, aż ktoś dostrzeże, że dzieje się nam krzywda, pomoże, poradzi, rozwiąże za nas dylemat, co robić?
W uwikłaniu widzimy tylko naszą krzywdę, nie widzimy uwikłania. nie widzimy, ze brak pomysłu na siebie towarzyszy od zarania dziejów. Odzyskiwanie dobrego mniemania o sobie musi sięgnąć do tego zarania, bo tam były okoliczności, w których dobre mniemanie o sobie, zamieniliśmy na złe.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
czwartek, 5 września 2013 0 comments

"Czuje się bardzo nieszczęśliwa"- zwierzenie młodej kobiety

Czuje się bardzo nieszczęśliwa. Od kiedy rano otworzyłam oczy, płaczę. Nie rozmawiam z ludźmi, chyba gniewam się na nich za to, że mówią mi prawdę. To bardzo bolesne słyszeć prawdę.
Płaczę gdy myślę o moim chłopaku i o tym, że tak łatwo mogłabym go skrzywdzić. On jest taka ciapa, ciągle mnie przeprasza. Jak będę się złościć zmuszę go do rzeczy, których nie chce. Nie będzie mu łatwo. Widzę ze wystarczy ze się nie odzywam, albo złoszczę albo wpinam igiełki i on od razu zmienia zachowanie. Robi to, co ja chcę. I najpierw jestem zadowolona, tak powinno być. Ale potem dociera do mnie, że on robi to przeciwko sobie i że jest taki słaby a ja silniejsza, że mogę mu zrobić krzywdę. Tak bardzo tego nie chcę. Czuje się koszmarnie. Podobnie jak wtedy, gdy byłam ostatnio z szefem. Przy nim ja wiedziałam, że będę robić co on chce, nawet jeśli to nie będzie zgodne z moja wolą. Czułam się słaba i bezsilna, w jego szponach, tracąca osobowość. Będę tańczyć jak mi zagra, bo się go bardzo boję.
Chcę zwolnić mojego chłopaka z obietnicy, którą na nim wymusiłam, chcę żeby już nie musiał wykonać trudnej i niewygodnej i kosztownej dla niego czynności dla mnie, tylko dlatego, że ja tego potrzebuje.
Jest mi głupio, ze tego od niego żądałam. 
Myślę o tym, co wczoraj zostało powiedziane- jedna osoba mówi do drugiej- ja wiem lepiej, co będzie dla ciebie dobre. Posłuchaj mnie i rób co ci mówię, tak ci będzie najlepiej. I ta osoba słucha. Zaczyna robić, mimo, że przedtem miała zupełnie inny plan na życie.
Ojciec mówi: "Bądź ze mną blisko, bardzo blisko". Dziecko nie planowało tego wcale. Może nawet się go bało i chciało stać daleko. Ale wierzy, ze ojciec wie, co dla niego lepsze i przełamuje się. Zaczyna żyć jak on chce, tracąc siebie, tracąc swojego ducha, tracąc energię i sympatię do siebie, gubiąc się. Już nie wie, po co żyje, jaki jest tego sens.
Tu boli mnie głowa, w jednym miejscu, jakbym oberwała tam i rósł mi guz.
Wczoraj w nocy myśląc o tym, ze musiało coś takiego mi się przydarzyć wpadłam w rozpacz. Ryczałam, krzyczałam i płakałam. Aż straciłam oddech. Aż nie mogłam już dłużej.
Ja to robię teraz, bo to mi było zrobione. I było moją ogromna krzywdą. Ale ponieważ nigdy tego nie przyznałam, nie uświadomiłam sobie, nie powiedziałam, ze tak było i że to było złe, teraz sama tak robię innym.
To budzi dziurę w moim sercu. Dziurę w duszy. Pustkę w środku.
I G.... G., który ukradł mi serce. Którego moje ciało pragnęło, który był dla mnie jak prezent od Boga i przy którym wiedziałam, że takie cudo nie może mnie chcieć. Tak właśnie było. Tak mi się podobał, że pamiętam, że myślałam: mogę dla niego prać, gotować i prasować koszule. Moja mama mówiła, że to właśnie jest miłość. No, może nie dosłownie, ale że widzi się w tej osobie taki cud, ze się jej wybacza, rozumie, nie obwinia, darowuje.
Nie mogę tylko czekać, aż on się zdecyduje być ze mną. Wiedziałam, że jest dla mnie za dobry. I on też to wiedział i odszedł.
Nie kocham mojego chłopaka. Nie jest dla mnie cudem.
I ta myśl, że mój były, ten przed G. był jedynym chłopakiem na moim poziomie. Bo był. Mieszkał niedaleko, miał odpowiedni wzrost do mojego, podobne włosy. Nie miał ojca jak ja. Był podobny. Był z podobnego szablonu. Przecież z nim byłam najdłużej. Uwielbiałam seks z nim. Ale zaczął się zachowywać jak szaleniec. I musiałam odejść.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
sobota, 17 sierpnia 2013 0 comments

"Twoje prawo do bogactwa"

krótka praca własna

1. opisz pewien idealny sposób życia, który będzie całkowitym przeciwieństwem twojego ograniczającego przekonania. Wyobraź sobie, ze byłoby idealnie, gdyby......

2. co powstrzymuje mnie przed życiem w ten idealny sposób?

3. kiedy wyobrażasz sobie ten nowy sposób życia, w tym przypadku życie, w którym oczekujesz, ze inni....., zapytaj siebie: "czego się w takim życiu boję?"

Ten strach tkwi głęboko w podświadomości i jest pewnie jedyna rzeczą, która powstrzymuje nas przed naturalnym życiem w pełnej obfitości.
Kiedy uświadomimy sobie, ten strach, zniknie on

1. To ja wyobrażam sobie, ze byłoby idealnie, gdybym była w relacji z jakimś mężczyzną, takiej relacji jak jestem z moja córka, albo choćby z przyjaciółką.
2. Nie szukam takiego mężczyzny i prawdę mówiąc i nie wierze, ze tacy są. Mam bardzo złe zdanie na temat mężczyzn. Nie można im zaufać, są pogubieni i nieobliczalni (z takimi mam zazwyczaj do czynienia).
4. Czego się w takim życiu boję?
że mnie ten "idealny" facet wykołuje i zostanę zraniona, bo mnie się będzie ta relacja tak podobała, że całkowicie na niego postawię, a on się okaże taki jak wszyscy mezczyzni - oszust i kłamca.

Chyba działa, bo moja następna myśl jest taka: "po co mam szukać innego faceta, mój własny oszust mi
 wystarczy".

Ćwiczenie zaczerpnięte z książki C. Sisson "Twoje prawo do bogactwa"


https://zrozumiecemocje.com.pl/
poniedziałek, 17 czerwca 2013 0 comments

list od Wewnętrznego Dziecka

Kolejnym zaleceniem J. Bradshaw'a jest napisanie listu w imieniu Wewnętrznego Dziecka. Należy go napisać ręką niedominującą, aby zaangażować niedominująca część mózgu i zmniejszyć udział części myślącej
logicznie i kontrolującej. Dzięki temu łatwiej wczuć się w Wewnętrzne Dziecko.

List od Mojego Wewnętrznego Dziecka (pisany lewą ręką) jest następujący:

Droga Annmarie,

proszę pobądź za mną. popatrz na mnie, uśmiechnij się i daj swój palec, bym mogla go potrzymać. Daj mi tyle czasu, abym zechciała być sama. Przychodź do mnie na chwilę, żebym wiedziała, że jesteś. Pokaż mi, że mnie lubisz i chcesz być ze mną.

Twoja Mała Annmarie
https://zrozumiecemocje.com.pl/




0 comments

list do Wewnętrznego Dziecka

J. Bradshaw w książce "Powrót do swego wewnętrznego domu" zaleca napisanie listu do swojego wewnętrznego dziecka.
Podczas porządków znalazłam ten napisany dawno temu list. Wzruszył mnie i postanowiłam go
opublikować. Oto on:

Moja malutka Annmarie,

to niesamowite, że z małego ziarenka w brzuchu swojej mamy, urosłaś na tyle, by mieć siłę przetrwania i pojawić się na świecie.
Bardzo ci współczuję, że wygląd twój zaskoczył twoją mamę i wzbudził jej poczucie winy i wstyd. Współczuję ci, że cały czas przebywając ze swoimi rodzicami miałaś do czynienia w ich wstydem, zażenowaniem i kłopotliwymi uczuciami, za które obarczali również ciebie.
Cieszę się, że jesteś dziewczynką, chociaż może chłopiec by sobie lepiej z twoją wada poradził.
Do końca życia będę ci pomagać w wykorzystaniu tej trudnej sytuacji, byś dzięki niej poczuła i wykorzystała swoją wewnętrzną moc. Dogłębnie zrozumiała, czemu ludzie krzywdzą swoje dzieci, nawet nie wiedząc o tym, że to robią. Dlaczego potem te krzywdzone dzieci, gdy stają się dorosłe, krzywdzą innych dorosłych oraz swoje l/lub cudze dzieci.
Malutka Annmarie, przykro mi, że otrzymałaś ładunek emocjonalny swoich opiekunów, gdy byłaś tak maleńka, że nie byłaś w stanie go unieść i załamałaś się pod jego ciężarem. Bardzo ci współczuję. Dodatkowo współczuję ci również z tego powodu, że twoja mama była osobą współuzależnioną i uciekała od swoich emocji w zajęcia domowe, kłótnie z bliskimi i śnienie na jawie. Przez to nie dostrzegała twoich potrzeb zależnościowych i uniemożliwiała twój prawidłowy rozwój.
Jest mi przykro, że twoja mama wymyśliła sobie, że twoja 3 lata starsza siostra, będzie się cieszyć zajmowaniem tobą  i zabawianiem ciebie. A ona się nie cieszyła i bardzo ciebie nie lubiła, przeszkadzałaś jej w zabawie i traktowała ciebie jak wroga.
Wiem, że doświadczyłaś wiele złości  wokół siebie, nawet nienawiści i spychania obowiązków, przez co czułaś się ciężarem dla innych.  
Przykro mi, że szybko po tym jak pojawiłaś się na świecie, żałowałaś że tu jesteś i myślałaś, że lepiej by było, gdybyś się nie urodziła.
Kocham cię taką, jaka byłaś i jesteś, dobrze że się urodziłaś i przetrwałaś ten trudny czas.
Życzę ci, aby te doświadczenia wygenerowały w tobie umiejętności zrozumienia siebie i innych oraz zgody na to, że ten świat jest taki, jaki jest i ludzie są tacy, jak ich ten świat ukształtował.

Twoja na zawsze Duża Annmarie
czwartek, 6 czerwca 2013 0 comments

Moje uczucia należą do mnie, nikt nie może sprawić, bym coś czuł!

radical forgiveness.com
Moje uczucia należą do mnie, mój jest pomysł, jak chcę żyć i jakie chcę mieć relacje z innymi. Inni mają tak
samo. Ich uczucia należą do nich, ich są pomysły na to, jak będą żyć i jakie będą mieć relacje. Moje to moje, a ich to ich.
Mam sąsiadów, dobrze starsze małżeństwo emerytów, dzieci poszły na swoje. Pomagam im i przyglądam się jak żyją.  Współczuję im, nie zazdroszczę, ale też rozumiem, że coś za coś. Albo się chce zrozumieć, co się wydarza i dlaczego, albo tylko "postawić na swoim". Widzę, że "postawienie na swoim" ma różne oblicza. Jednym z nich jest tzw. "dobroć i staranie" - to żona. Tak się stara, żeby mężowi i dzieciom  było dobrze, że w tym ferworze nawet nie sprawdza, jak reszta rodziny na nią patrzy. Ona nawet na chwilę nie siada. Ciągle biega, myśli, domyśla się, koryguje siebie i innych, planuje co zrobi najpierw, a co potem, ustawia i przestawia nieustannie kolejkę rzeczy, które są "do zrobienia". Nie komunikuje się z nikim, bo na to już ani czasu, ani miejsca nie ma. Dużo wie, widzi wszystko lub prawie wszystko, natychmiast reaguje, ma nad wszystkim kontrolę. Jej para to mąż-odlatywacz. Ten w głowie ma moc, potrafi wszystko, co zechce. Jeśli tego nie robi, to właśnie mu się nie chce, albo stwierdza, że inni nie zasługują na jego wysiłek. Jak odlatywacz stawia na swoim? Jak powie, że czegoś nie zrobi, to nie ma siły. Zmusza do zrobienia tego swoją małżonkę - kontrolerkę, albo dzieci. Do tej pary brak łącznika (pewnie dawniej ta rola należała do dzieci), Ratownik - łącznik najpierw słucha i patrzy, a potem ma pomóc. Ale jak ma pomóc, skoro pole manewru jest znikome. Kto ma rację? Mąż obrażony, bo żona "traktuje go jak psa", czy żona, która ma za partnera "lenia i obiboka". "Pani patrzy - ten leń znowu siedzi i nic nie robi, to się w głowie nie mieści!". Ratownik może w końcu stracić cierpliwość w bezskutecznych próbach znalezienia wspólnego języka dla obydwojga. Wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie przypomnienie sobie, że każdy człowiek ma swoją drogę życiową, swój plan i swoje metody jego realizacji. Ja mam swój, oni mają swój. Moje uczucia należą do mnie, a ich uczucia należą do nich.
I tak naprawdę, to właśnie o te uczucia chodzi i sposoby radzenia sobie z nimi. Nie przeżywanie, nie doświadczanie, nie rozumienie i nie dostrzeganie w nich wskazówek do budowania relacji ze sobą i światem. Radzenie sobie z nimi, to nic innego tylko robienie różnych rzeczy, by ich do siebie nie dopuścić. To jest duży problem, dopuścić do siebie te uczucia, które się ma teraz, w tym momencie życia, na skutek tej sytuacji, która zaistniała. Żeby je zaakceptować, trzeba by je pojąć w kontekście ciągłości. Człowiek jest istotą emocjonalną. Emocje są przejawem uczuć, a te towarzyszą od chwili przyjścia na świat. Doświadczane dzisiaj emocje zawierają uczucia, które są takie same u dziecka, jak i u dorosłego. Emocje ulegają zmianie. uczucie jest niezmienne, tylko inaczej je wyrażamy. Albo nie wyrażamy, uciekając w pracę, odlatywanie, ratowanie, nie wspominając o nałogach.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
środa, 29 maja 2013 0 comments

Trzy zdrowie kierunki ludzkiego działania

Virginia Satir określiła 3 prawidłowe kierunki ludzkiego działania.

Pierwszy związany jest z przekonaniami dotyczącymi rodzaju ludzkiego. Świadomości, że ludzie rzadko osiągają doskonałość w tym, co robią oraz, że tylko nieliczni celowo zachowują się destrukcyjnie, może ogromnie ułatwić spojrzenie na inną osobę jak na zwykłego człowieka, takiego samego, jak ty.

Drugi kierunek dotyczy pogłębiania samoświadomości, zdobywania wiedzy o sobie samym i w konsekwencji rozwijania zdolności do określenia swojego miejsca w życiu.Przyczynia się to do wzrostu pewności siebie i zaufania.

Trzeci kierunek działania wiąże się z wewnętrznym przekonaniem, że każdy człowiek musi stać na własnych nogach. Nikt nie zgoła nas w tym wyręczyć. Dotyczy to zarówno nieprzyjemnych, jak i radosnych dziedzin życia. Jeżeli jedna osoba przez dłuższy czas niesie na swoich barkach drugą, jest nieuniknione, że obie staną się kalekami.

Istnieje bardzo wiele możliwości, aby w związkach z innymi cieszyć się wzajemnie swoimi ciałami, intelektem, uczuciami i wspólnymi przedsięwzięciami.

Dopóki mamy oczy otwarte i pozostajemy w gotowości, nasze możliwości są nieograniczone.

https://zrozumiecemocje.com.pl/
wtorek, 21 maja 2013 0 comments

Wściekłoholicy

Stosując kody modlimy się o uzdrowienie wszelkich negatywnych obrazów, niezdrowych przekonań, destrukcyjnych wspomnień i problemów związanych z tym, co aktualnie odbiera spokój i radość z życia.
Moja modlitwa i kody sprawiły, że zaczęłam sobie uświadamiać, jaka właściwie była relacja moich rodziców, co było osią ich komunikacji. Pojawiło się w mojej głowie hasło "wściekłoholik". To z Bredshawa, on tak opisywał siebie, zanim rozpoczął swoje leczenie. 

Wczoraj wieczorem długo rozmawiałam z młodą kobietą. Przyznała się, że jej relacja z mężczyzna jest potencjalnie tak przerażająca, że jej unika. Stosuje rożne triki i sztuczki, ale dopiero wczoraj przyznała się do nich. To sprawiło, że zaczęłam myśleć o jej problemie w kontekście wściekłoholizmu.
Uświadomiłam sobie, że jego korzenie tkwią w niemożności nawiązania jakiejkolwiek relacji z rodzicem. To moja historia. Aktualnie nie identyfikuję się w wściekłoholizmem, ale prawdopodobnie dlatego, że jestem od rozwodu "wolnym strzelcem". Gdybym wyszła za mąż, jest wielce prawdopodobne, że proces by ruszył. Byłam zdecydowanie wściekłoholiczką, gdy wychodziłam z mąż. Podobnie jak ta kobieta, gdy sama byłam młoda, wybierałam mężczyzn słabych, nad którymi czułam, że będę miała kontrolę. I tak było, ale te związki nie dawały mi satysfakcji. Mężczyźni rzeczywiście dawali sobą kierować, ale kłamali, pili, nie umieli pracować, śnili o tym, że kiedyś będą kimś. Niemożność nawiązania z nimi kontaktu doprowadzała mnie do rozpaczy, zwłaszcza, gdy byli pijani. Teraz rozumiem, że odtwarzałam niemożność komunikacji z ojcem. Przynajmniej pijaństwo dawało mi jakieś wyjaśnienie, dlaczego nie mogę nawiązać kontaktu.
W końcu wyszłam za mąż za alkoholika (chociaż mój ojciec alkoholikiem nie był). Udało mi się sprawić, żeby mój maż przestał całkowicie pić i wtedy się okazało, że nadal nie ma możliwości kontaktu. Unikał mnie, doprowadzał do wściekłości i wtedy nazywał wariatką.
Tak było między moimi rodzicami. Ojciec unikał matki, doprowadzał ją tym do szału i wtedy odcinał się całkowicie od tego wszystkiego i ona była w rozpaczy.
Wściekłoholik najbardziej potrzebuje odczuwać rozpacz. To jest rozpacz człowieka, który nie może się "dopukać" do drugiego człowieka. Problem jest taki, że puka do kogoś, kto ma od dawna wszystkie drzwi pozamykane i to na głucho.
Teraz przyglądam się innej rodzinie, w której kobieta wzięła za męża alkoholika i jakoś przetrwała z nim do czasu, aż zostali sami, na emeryturze, dzieci "wyfrunęły". Zaczęła do niego "pukać", a tam pustka, więc się złości. Gdy obserwuję jak ona "puka", to rozumiem dlaczego nie może się dopukać. Bo ona to robi jak dziecko z adhd. Mówi o tym, co widzi, co słyszy, co myśli. najbardziej o tym, co myśli, a myśli latają jej po głowie, jedna pociąga drugą, odlatuje w tym myśleniu i dywagowaniu i pyta potem o jego zdanie. Nie rozumie, że to są jej myśli, jej dywagacje, jej "terkotka" w głowie i nie ma takiej możliwości, żeby ktoś na zewnątrz za nią nadążył, zwłaszcza, że musiałby tego chcieć.
Ja, osobiście, tego nie chcę.
Wiem, że relację nawiązuje się w inny sposób, ale pamiętam też siebie z czasów, gdy robiłam tak samo.
Tak się dzieje dlatego, że dziecka nikt nie słuchał, zostawało samo ze swoimi myślami, nie mogło ich skonfrontować z rzeczywistością. Dorosły nie pomógł tych myśli zrozumieć i przekształcić w refleksje, tak by właśnie tymi refleksjami się dzielić, a nie myślami. Wściekłoholik nie miał się z kim podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat życia i ułożyć z tego jakiejś sensownej całości. Rodzice nie mówili prawdy, nie mówili kim są i dziecko samo sobie układało w głowie, o co może chodzić. Może o to, może o tamto, pewnie o to i o to. I tak zostało do dorosłości, ciagłe myślenie, o co komuś chodzi, wtedy gdy coś robi, a zwłaszcza robi nam.
Wściekłość jest z powodu niemożności dorastania i pojmowania tego wszystkiego, co jest wokół. Zwłaszcza, że jest się świadkiem, że inni pojmują i się w tym odnajdują.
Wtedy dociera, że się jest nie z tego świata. Stara się więc stworzyć enklawę. Znaleźć kogoś, kto też jest nie z tego świata i z nim się połączyć.
Potem się zapomina, czego ta wściekłość dotyczy, bo się ją ciągle czuje. A zwłaszcza, gdy partner nie chce słuchać, nie chce pomagać zrozumieć siebie i świata, zamyka się w swojej pracy, znajomych, alkoholu i wtedy się ją czuje na niego.   Rośnie człowiek i nic nie rozumie.
Nie rozumie co się dzieje z nim, z innymi, dlaczego tak działa świat, dlaczego nie może mieć tego czego potrzebuje i więcej. Nic nie rozumie. I to doprowadza do rozpaczy i wściekłości i się wścieka. Musi się złączyć z kimś, kto też nie pojmuje. Ale wtedy jest podwójna rozpacz.

https://zrozumiecemocje.com.pl/


poniedziałek, 20 maja 2013 1 comments

Pozycje kodów uzdrawiania- z książki Alexandra Loyda i Bena Jonsona


I: Pozycja Grzbiet nosa
II. Pozycja wypoczynkowa


III. Pozycja jabłko Adama (nie posiada pozycji wypoczynkowej)

IV. Pozycja Szczęka
V. Pozycja wypoczynkowa

IV. Pozycja Skronie

VII. Pozycja wypoczynkowa

W pozycji wypoczynkowej opuszki palców powinny być skierowane w stronę centrum energetycznego.
sobota, 18 maja 2013 0 comments

Aby wartość można było nazwać wartością

W uzupełnieniu poprzedniego posta poniżej wyjaśnienie, czemu wyimaginowana przeze mnie "wyższa wartość" była przejawem dysfunkcjonalności i przez długie lata nie pozwalała mi widzieć rzeczy takimi jakie są naprawdę..
Dzięki mojej imaginacji mogłam być posłuszna i podporządkowana.
Jako dorosła osoba stwierdzam, że moi rodzice nadużywali władzy rodzicielskiej i przez to powstał mój zafałszowany pogląd, czym jest "wartość". 

Aby wartość można było nazwać wartością, musi spełniać 7 następujących kryteriów:

1. Musi być wybrana dobrowolnie.
2. Wybór musi być dokonany po rozważeniu wszystkich alternatyw.
3. Przy dokonywaniu wyboru musi istnieć pełna świadomość konsekwencji tego wyboru.
4. Wybrana wartość musi być dla podmiotu cenna i bliska.
5. Musi zostać ogłoszona publicznie.
6. Nie może być wyłącznie deklarowana, musi być realizowana.
7.Musi być realizowana systematycznie.

za Sidney, Simon i Kirschenbaum


https://zrozumiecemocje.com.pl/
piątek, 17 maja 2013 0 comments

Arkusz i Kody Uzdrawiania

Zrobiłam dzisiaj Arkusz na osobę, która przebywając ze mną, tak kieruje sprawami, by wszystko było zgodnie z jej planem, bez konsultacji ze mną. Nie mam już jej tego za złe, ale obudziły się moje uczucia, z czasu, gdy byłam w podobnie zniewalający sposób traktowana w moim domu rodzinnym. Napisałam w Arkuszu w punkcie powtarzających historii, że wtedy musiałam się podporządkowywać, chociaż nigdy mi nie tłumaczono, o co w chodzi. Ciężko mi było się podporządkowywać, gdyż nie rozumiałam sensu różnych decyzji i nakazów. Gdy pytałam dlaczego mam coś robić, odpowiadano mi: "bo ja tak chcę" (to moja mama), "bo tak trzeba", "nie pytaj, tylko rób!". Pisząc Arkusz zrozumiałam, że aby sprostać tym wymaganiom, zostałam zmuszona do uznania, że jest jakaś wyższa wartość, o której nie wiem; ale pewnie  bym jej i tak nie zrozumiała.
Stawiałam siebie w pozycji głupszej od osoby, która mi rozkazuje. Tak mają dzieci, dorosły zawsze jest postrzegany jako autorytet.  Dziecko myśli, że dorosły wie, dlaczego każe coś wykonać.
Niestety złapałam siebie na tym, że mam tak do dzisiaj. Gdy ktoś oczekuje ode mnie, że się podporządkuję, automatycznie argumentuję sobie, że stoi za tym jakieś wyższe dobro, np dobro firmy, albo dobro grupy. Nie zastanawiam się, o jakie dobro chodzi, działa stary mechanizm - nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Pisany dzisiaj Arkusz dotyczył prób zniewolenia tak ot, ponieważ osoba, która teraz narzuca mi swoją wolę tak funkcjonuje. Ona robi to nie tylko w stosunku do mnie.
Moje odkrycie "arkuszowe", że automatem potrafię się podporządkować, widząc wartości wyższe nawet tam, gdzie ich nie ma, bardzo mnie ucieszyło. Może wreszcie zrobię z tym porządek. Ale pojawiły się uczucia, trudne i ciężkie, wyraźnie dotyczące przeszłości, tych czasów, gdy wielokrotnie korzystałam z mojej metody bycia posłuszną, wbrew mojej woli.
Postanowiłam skorzystać z "Kodów uzdrawiania". Jest to technika opisana w książce pod tym tytułem, autorami są Alexander Loyd i Ben Johnson. Dwaj lekarze z naukowego punktu widzenia podeszli do uzdrawiania duchowego. Pozycja, którą powinien przeczytać każdy człowiek który chce być zdrowy.
Sam kod jest nieskomplikowany (bardziej skomplikowane jest zrozumienie jak on działa).
Oto kroki:
1) Oceń, jak dalece dany problem cię niepokoi, w skali od zera do dziesięciu, gdzi dzesięć oznacza najbardziej bolesny.

Jest to bolesne dla mnie w skali 10, bo czuję jak bardzo mnie boli serce, jakby się kurczyło, gdy o tym myślę i ból promieniuje na lewą rękę.

2) Określ, jakie uczucia i/lub jakie niezdrowe przekonania są związane z twoim problemem.

Obawiam się sprzeciwiać komuś, kto mi coś narzuca i do tego jeszcze z uśmiechem, albo dla mojego dobra. Zawsze wtedy przyjmuję to za dobrą monetę i myślę, że właściwie, czemu nie. Dopiero potem stwierdzam, że nie miałam na to ochoty. Nie chciałam się sprzeciwiać, żeby nie robić przykrości i nie zrażać sobie tej osoby. Niestety, gdy już tak zrobię, to często potem wiję się i wykręcam, bo to jakoś eskaluje. Im bardziej się zgadzam, tym na więcej mam się zgadzać. I dochodzę do takiego kresu, że muszę odejść. Jest mi wtedy przykro.

3) Wyszukiwarka wspomnień: pomyśl, czy zdarzyło ci się już kiedyś, że czułeś to samo co teraz, nawet jeśli okoliczności były inne. Szukamy "uczucia" tego samego rodzaju. Nie zagłębiaj się w to zbytnio - po prostu zastanów się przez moment, czy w twoim życiu była inna chwila, w której czułeś się jak teraz. Postaraj się dotrzeć do najwcześniejszego wspomnienia, jakie się pojawi i skup się na tym, by od niego zacząć uzdrawianie.

Moje wspomnienia dotyczą momentu, w którym decyduję się odejść. Za często ustępowałam, mam poczucie że ktoś inny kieruje moim życiem, że dłużej już tak nie mogę. Gdy była nastolatką mentalnie odeszłam od moich rodziców. Powiedziałam im, że nie będę już słuchać ich poleceń. Wiem, że z domu wyrzucić mnie nie mogą, a jeśli za karę mam już od nich nic nie dostać, to też się na to zgadzam. I nic się nie zmieniło, oprócz tego, że gdy rozkazywali to mówiłam co uważam i co w związku z tym zrobię, a co nie. Nie było miło, nie chciałam się tak przepychać. Nie chciałam, ale musiałam. Czułam się wtedy bardzo samotna, jak kloc, który się okopał, żeby bronić swojej integralności.

4) Oceń to najwcześniejsze wspomnienie na skali od zera do dziesięciu. Mogą się pojawić inne wspomnienia. Szukaj najsilniejszego i najwcześniejszego i najpierw skup się na nim. To, co teraz nam doskwiera, zazwyczaj jest uciążliwe właśnie dokładnie dlatego, że wiąże się z nieuzdrowionymi wspomnieniami lub jest przez nie aktywowane. Często, kiedy uzdrowisz wcześniejsze lub najsilniejsze wspomnienie, jednocześnie uzdrowione zostaną wszystkie inne wspomnienia "przyłączone" do tego pierwotnego wspomnienia.

To było trudne doświadczenie, skazałam się na samotność, by odzyskać siebie.
Wiele lat starałam się wychodzić na przeciw życzeniom. To była hierarchia - najwyżej ojciec, potem mama, potem starsza siostra. Ja byłam na końcu.
W moim domu awantury były na porządku dziennym. Gdy byłam mała robiły na mnie bardzo duże wrażenie. Nijak nie mogłam pojąć, o co chodzi, tłumaczenia ze strony rodziców były sprzeczne.
W bardzo młodych latach próbowałam się przeciwstawiać, kończyło się to wrzaskami rodziców, wtedy się bałam. Znalazłam sposób na podporządkowanie, ale nie był uniwersalny. Z czasem, jeśli chciałam coś zrobić wbrew nakazom i zakazom, robiłam to cichaczem i też się bałam, żeby się nie wydało.
Gdy w końcu sprzeciwiłam się moim rodzicom na całego,  to ciągle się bałam, teraz tego, że oni się ode mnie odwrócą, że nie zaakceptują mojej "samowoli".
Strach, strach, strach.

5) Odmów poniższą modlitwę o uzdrowienie. w puste miejsca wstawiając wszystkie sprawy, które odkryłeś.
Modlę się o to, aby wszystkie znane i nieznane negatywne obrazy, niezdrowe przekonania, destrukcyjne wspomnienia komórkowe oraz wszystkie problemy fizyczne związane z .........  
ze strachem przy ujawnianiu mojej woli, jeśli jest sprzeczna z wolą osoby, od której jestem zależna...zostały rozpoznane, ujawnione i uzdrowione poprzez napełnienie mnie  światłem, życiem i miłością Boga. Modlę się również o to, aby skuteczność tego uzdrawiania wzrosła stukrotne lub więcej. (To wiadomość dla organizmu, uzdrowienie stało się priorytetem).

6) Zastosuj Kod Uzdrawiania, każdą pozycję wykonując przez 30 sekund 
(pozycje kodów uzdrawiania dostępne są TU: )i wyrażając "Prawdziwą intencję", taką, która anuluje wszystkie niezdrowe przekonania lub taką, która dotyczy twojego problemu. Stosując Kod Uzdrawiania skupiasz się na tym, co pozytywne, a nie na tym, co negatywne. Zanim skończysz upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Wykonuj kolejne kroki Kodu przez co najmniej sześć minut. Zanim skończysz, upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Zawsze możesz wykonywać ćwiczenie nieco dłużej, zwłaszcza jeśli swój problem oceniłeś na pięć, sześć lub wyżej, Sugerujemy, aby ćwiczenie trwało minimum sześć minut.


Autor książki odsyła na swoją stronę, aby pobrać prawdziwą intencję. Ja staram się w duchu Radykalnego Wybaczania sama ją określić. W tym przypadku ma ona anulować moje przekonanie, że naprawdę groziło mi coś ze strony moich opiekunów, wtedy gdy chciałam być nieposłuszna. John Bradshaw szczegółowo opisuje podobne przypadki do mojego. Twierdzi, że zachowanie ludzi takich, jak moi rodzice jest spowodowane i wstydem. Ludzie agresywni w stosunku do swoich dzieci są spętani toksycznym wstydem, który otrzymali w wyniku wychowywania od swoich rodziców. Muszą oni tępić wszelkie spontaniczne zachowania potomstwa, ponieważ one budzą ten wstyd. Głęboko ukrywany wstyd nie pozwala dorosłemu, aby tłumaczył się dziecku. Władza rodzica, wynikająca z zależności dziecka, daje mu moc, która jest przez ten wstyd nadwątlona. Moja prawdziwa intencja brzmi:

Zgadzając się na bycie od kogoś zależnym, oddajemy tej osobie władzę i kontrolę nad sobą.
Odbieramy sobie sami prawo do własnych poglądów i wyrażania woli.
Decyzja o pamiętaniu o moich prawach zawsze należy do mnie.

Na podst. "Kod Uzdrawiania", Alexander Loyd, Ben Johnson

https://zrozumiecemocje.com.pl/
sobota, 27 kwietnia 2013 0 comments

Kłamstwo a poczucie krzywdy

Ludzie kłamią, by osiągnąć określoną korzyść – materialną, psychologiczną, społeczną lub polityczną, aby osiągnąć zamierzony cel (np. przedstawiciel handlowy celowo posługuje się kłamstwem, wiedząc o usterce towaru, gdyż zależy mu na jego sprzedaży), aby podnieść swoją wartość w oczach innych z powodu zaniżonego poczucia własnej wartości, aby uchronić kogoś od cierpienia. Jednak zasadniczym motywem jest interes osoby, która dopuszcza się kłamstwa.
Poczucie własnej wartości to stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny dokonanej na własny temat.(Wikipedia).
Chciałabym rozszerzyć pojęcie kłamstwa, w oparciu o moje obserwacje i wiedzę, którą pozyskuję jak trener rozwoju osobistego i coach.
W trakcie prowadzonych przeze mnie terapii wsparciowo-rozwojowej poznaję historie osobiste moich klientów, w których zazwyczaj problemami dnia dzisiejszego są przekonania na ich temat i na temat otaczającego świata. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jakie przekonania nami rządzą, nie zastanawiamy się dlaczego tak właśnie postrzegamy siebie, czy innych. Nie mamy świadomości, jakimi strategiami się posługujemy i dlaczego.
Coaching analizuje strategie i motywacje i dzięki rożnym technikom dociera często do wspomnień, jak do tego doszło, że właśnie tak klient myśli i robi.
Osobiście jestem również gorącym zwolennikiem Metody Tippinga, znanej również pod nazwą Radykalne Wybaczanie, ponieważ opiera się ona na założeniu, że człowiek funkcjonuje jednocześnie na dwóch płaszczyznach: fizycznej i duchowej.
Duchowość prowadzi nas do rozwoju. Jeśli uda się nam w trudnych życiowych sytuacjach znaleźć pożyteczną lekcję dla siebie, to wychodzimy z ich bogatsi i mądrzejsi. Jeśli dostrzegamy tylko porażkę, to zazwyczaj pogłębia się poczucie krzywdy.
W każdym z nas jest poczucie krzywdy. Dzieje się tak dlatego, że przychodzimy na świat jako "nowi", a ci którzy nas otaczają są już tu i mają za sobą dużo rożnych doświadczeń. Już są ukształtowani, niekoniecznie wiedząc kim naprawdę są.
Tak więc każde dziecko wchodzi w gotowe układy, do których musi się dopasować. To dziecko musi przyjąć zasady i reguły panujące wokół niego.
W wielu rodzinach reguły te są bardzo restrykcyjne. Np. dziecku nie wolno głośno płakać, czy zachowywać się hałaśliwie, bo opiekunowie mają swoje obowiązki, albo mają kłopot w tolerowaniu hałasów. W domu ma być spokój. Są domy, w których zachowanie porządku jest priorytetem, którego od dziecka się wymaga i egzekwuje.
Są również takie, w których żona i dziecko musi się podporządkować warunkom dyktowanym przez męża, w tym również sytuacjom będącym efektem nałogów małżonka (alkohol, hazard i t.p.). Zdarzają się rodziny, w których obydwoje z rodziców słabo sobie radzi, obwiniają siebie wzajemnie o to, że jest źle, awantury są na porządku dziennym.
Listę tego, jak bywa można ciągnąć długo. To były tylko przykłady, mające zwrócić uwagę, że o krzywdę dziecka łatwo, Zazwyczaj jest następstwem jakiejś nieprawidłowości w relacjach w jego bliskim otoczeniu. Krzywdą dla dziecka jest wszystko, co nie służy jego rozwojowi. Krzywdą może być również zachowanie rodziców wynikające z niewiedzy na temat faz rozwojowych i karanie dziecka za zachowania, które w danej fazie są prawidłowe. Niewiedza rodziców skutkuje "niezaliczeniem" poszczególnych faz. Dziecko rośnie i nikt nie ma świadomości, że w przyszłości prawdopodobnie będzie miało trudności w kontaktach z rówieśnikami, których rodzice mieli większą wiedzę i na temat faz rozwojowych i tego, jak należy reagować, alby dziecko osiągnęło prawidłowy rozwój psychofizyczny.
Dyskusja na temat, czy bicie dzieci szkodzi im, czy nie, świadczy o tym, że rodzice nie uświadamiają sobie własnych krzywd wyniesionych z domu.
Zachowania nadużywające stają się w powszechnej opinii tylko wychowawczymi. Dorośli nie pamiętają, że gdy sami byli dziećmi, ich opiekunowie nie uwzględnili stosunku zależności, w jakim znajduje się dziecko wobec rodzica. Tak jak rodzic da sobie radę bez dziecka, tak dziecko bez rodzica - nie.
Stosowanie jakiejkolwiek przemocy fizycznej, czy psychicznej wpływa na kształtującą się osobowość dziecka negatywnie poprzez przekazanie mu siły jako wartości samej w sobie. Masz siłę, to z niej korzystaj!
Dziecko wychowywane przy zastosowaniu przemocy wierzy w kłamstwo, że jest np. bite, bo na to zasługuje. Przecież nie zobaczy prawdy o odreagowywaniu frustracji, o agresji wyrastającej ze strachu rodzica. Dorosłemu trudno jest pojąć, czym jest "przeniesienie", "obiekt zastępczy", "uwikłanie", "manipulacja" i t.p. Dziecko przez długie lata nie ma możliwości umysłowych, by nawet o tym słuchać.
Przemoc zawsze wywoła w dziecku poczucie winy i odpowiedzialności za niestandardowe zachowanie opiekunów. I to jest następne kłamstwo, które dziecko mówi sobie samo. Aby wytrwać w poniżającym kontakcie bierze winę i odpowiedzialność za zachowanie przemocowe i pozbawiające go godności. Godność oddaje opiekunowi, samo zostaje bez niej.
Dziecko oskarżane o niewdzięczność i roszczeniowość, przyjmuje za prawdę, komunikat: "nic od was nie potrzebuję, dam sobie radę samo"! Oczywiście, że bardzo dużo potrzebuje. Jednak, gdy domaga się czegoś, to zamiast otrzymać, albo w szczerej rozmowie mieć wytłumaczone, że cała rodzina jest zmuszona do ograniczeń, słyszy wymówki, oskarżenia, wyrzuty lub obelgi. Dla własnego dobra powinno przestać oczekiwać i cieszyć się z tego co ma, cokolwiek by to było. To kolejne kłamstwo, w które można naprawdę uwierzyć. Można uwierzyć, że się nic od opiekunów nie potrzebuje, a tym samym, że nie są do niczego zobowiązani.
Niestety kolejne kłamstwo jest związane z poprzednim. Jeśli już przyjmie się za prawdę, że rodzice nie są zobowiązani wobec dzieci, to najczęściej okazuje się, że dzieci są zobowiązane wobec rodziców. Zdarza się, że ta "prawda" jest przemycana praktycznie od poczęcia. Początkowo ma nie zakłócać spokoju, nie przeszkadzać opiekunom, zająć się samym sobą, gdy podrasta ma wyręczać zmęczonych i spracowanych rodziców, następnie nie chcieć więcej niż mu dają, a następnie ujmować się za niedolą opiekunów. Ma tak często powtarzane, że jest mu lepiej od nich, że dbają o niego, tylko nie potrafi tego docenić, że w końcu zaczyna wierzyć, że swoim zachowaniem może wesprzeć rodzica w jego trudnym położeniu. Jak w to uwierzy, to przepadło. To kłamstwo przewraca świat dziecka i robi z niego dorosłego, a z jego opiekunów jego dzieci. Ta opcja znana jest pod nazwą: "rodzic siada dziecku na kolanach".
Być może wszystkie opisane wyżej, a może i inne nie opisane dysfunkcjonalne zachowania rodziców wobec dzieci nie wyglądają zabójczo. Przecież z dzieci będą później dorośli i mogą sobie decydować, jak będą żyć. Ale to kolejna nieprawda.
Dziecko, które niesie w sobie poczucie krzywdy oraz wszystkie kłamstwa, którymi usprawiedliwiał ową krzywdę, nie jest w stanie prowadzić uczciwego dorosłego życia.
Żeby tak się stało musi najpierw odkryć wszystkie kłamstwa, doświadczyć uczuć, które dzięki kłamstwom nie były doświadczane, zaszlochać nad swoim losem, zbuntować się przeciwko temu, co mu ten los zgotował, zagniewać się i pojąć kim się stał w "procesie wychowawczym", a kim jest naprawdę.
A tymczasem nieświadome tego, że idzie w dorosłe życie z kłamstwami na swój temat i na temat świata, nie rozumie dlaczego inni go oszukują, porzucają, wykorzystują i nadużywają wobec niego swojej władzy. Więc skarży się, płacze, narzeka, usiłuje wpłynąć na otoczenie, na rodzinę, na współpracowników, wysyłając komunikat: "Nie róbcie mi tego"! Zazwyczaj odpowiedź jest prosta - nic ci nie robimy, każdy robi swoje i ty też rób! Ale jak tu robić swoje, jak wszystkie zaprzeczone potrzeby wołają aby je zaspokoić, oddawanie czasu i energii pracodawcy poniża, inni są silni, a ja słaby i się ich boję. Miałem dać sobie radę, a nie daję.
Tak więc okazuje się, że gdyby rodzice zdawali sobie sprawę skąd bierze się ich depresja, czy frustracja i zniechęcenie do życia, roszczeniowy stosunek na przemian ze zwątpieniem. być może przed założeniem rodziny sprawdziliby, jaki bagaż doświadczeń w nią wniosą. Co mają do zaoferowania własnym dzieciom, małżonkowi czy współpracownikom. Poznali prawdę o sobie, co pozwoliłoby uniknąć problemów w przyszłości.
Niestety media, szkoła i zwyczaje społeczne propagują coś zupełnie odwrotnego. Sugerują, że najważniejsze jest ładnie wyglądać, dużo posiadać i żyć dostatnio. Sugerują, że wystarczy tylko chcieć, a to zwykłe łgarstwo.  
poniedziałek, 4 marca 2013 1 comments

Aspołeczna Ania i jeszcze raz Arkusz RW


Moja znajoma, Ania, poprosiła mnie o pomoc w napisaniu Arkusza RW. Znalazła się w sytuacji, która zaburzyła jej spokój. Miała nadzieję, że odzyska go dzięki wypełnieniu Arkusza RW
Opuściła czasowo dom rodzinny i odbywa praktyki studenckie w innym kraju.
Mieszka w tzw. Apartamencie, gdzie są 4 pokoje ze wspólną kuchnią i łazienką. Ona zajmuje jeden pokój, pozostałe pokoje zajmują 3 obce sobie młode kobiety. Dwie z nich: Maria i Teresa sympatyczne, otwarte i bezproblemowe, o trzeciej: Zofii, mówiły „trudna”. Mieszka z nimi już trzy lata, ale rzadko wychodzi z pokoju, nawet nie zna miasta. Wychodzi tylko w określonym celu i zaraz wraca. Twierdzi, ze musi się dużo uczyć, jest zmęczona i dużo śpi.
Problem się zaczął, gdy Ania, została z Zofią tylko we dwie w domu. Zofia wyszła ze swojego pokoju. Dotychczas cicha zaczęła się panoszyć. Gdzie szła Ania, tam szła Zofia. Jak Ania chciała przygotować sobie posiłek, to Zofia dokładnie wtedy chciała w kuchni zamiatać. Prośba, by zrobiła to później, wywołała focha. Próby wytłumaczenia, że przecież można zamieść za chwilę, pogorszyły jeszcze sytuację. Zofia uznała, że Ania ją krytykuje i się obraziła. Poszła do swojego pokoju i zaczęła głośno płakać. Następnie umieściła na facebooku komunikat, że jej współlokatorka źle ją traktuje.
Ania zaczęła się bać. Nic nie rozumiała. Napisała do pozostałych lokatorek prośbę o radę i wyjaśnienie. Jak tylko wróciły, to powiedziały, że zachowanie Zofii jest rzeczywiście dziwne, ale one się już przyzwyczaiły i Ania ma nie zwracać uwagi, na to co tamta robi.
Ale jak tu nie zwracać uwagi, jak ciągle się zderzają i Zofia wymusza ustępowanie.
To odebrało Ani spokój. Co robić? Pokój opłacony za cały miesiąc z góry, a tu taki kwas. Poszła pogadać z Zofią. Niestety efekt był zbliżony do poprzedniego. Zofia znowu poczuła krzywdę i dała jej głośny wyraz. Ania zaczęła mieć wątpliwości co do swoich kompetencji.

Wzięła Arkusz RW i najpierw opisała w pierwszych punktach powyższą historię. Potem przy kolejnych punktach, zaczęła się zastanawiać nad swoimi uczuciami. Niewątpliwie na pierwszym miejscu był strach, jak sobie z tym wszystkim poradzić, potem bezradność. Pojawiła się złość na Marię i Teresę, że jak się umawiała na wspólne mieszkanie, to zataiły przed nią problemy z Zofią. Ale one stwierdziły, ze nie mają z nią problemu, po prostu ją ignorują. Stąd u Ani poczucie braku kompetencji, nie była w stanie tak Zofii potraktować.
Nie wyobrażała sobie, ze można być z kimś pod jednym dachem i go ignorować, zwłaszcza, że Zofia właśnie w stosunku do Ani pozwalała sobie na zachowanie, które trudno było zignorować. To uczucie Ania określiła jako „byciem złapanym w pułapkę”.

Wiedziała, że nie krzywdzi Zofii, ale słuchając oskarżeń, zastanawiała się nad swoją winą.
Kolejny punkt arkusza RW prosi o przypomnienie sobie podobnych wydarzeń w przeszłości.
Ania przypomniała sobie podobną historię z koleżanką, była wtedy w gimnazjum i pojechała z koleżanką nad morze do jej rodziny. Źle się tam czuła i po przyjeździe koleżanka w szkole zaczęła na nią plotkować, mówiła, że Ania jest winna, że popsuła jej pobyt swoim zachowaniem, bo nie chciała z nią chodzić, ani się z nią bawić.
Ania po powrocie czuła się winna, nie spodziewała się, że się nie zaaklimatyzuje i nie sądziła, że nie podoła oczekiwaniom koleżanki, więc nie protestowała. Patrzyli na nią jak na winną, a ona czuła się winna. Koleżanka triumfowała.
Potem Ania przy pomniała sobie, jak jej ojciec mówił, że matka jest winna jego niedoli. Najpierw krzywdziła go, bo zrzędziła i ciągle od niego coś chciała, a potem zażądała rozwodu i kazała mu się pakować. Wyprowadził się i przez lata powtarzał Ani podczas niedzielnych spotkań, że został bardzo skrzywdzony. Ania wtedy mu bardzo współczuła, ale teraz uświadomiła sobie, że to poczucie krzywdy całkowicie zwolniło ojca z zobowiązań w stosunku do rodziny. Uświadomiła sobie, że wtedy było dla niej oczywiste, że ojciec miał prawo nie płacić alimentów, nie brać jej na wakacje, ani nie włączać się w jej wychowywanie, ponieważ był skrzywdzony. Dzisiaj spojrzała na to inaczej. Dotarło do niej, że poprzez wzbudzanie winy możemy osiągać korzyści.
Jakie korzyści ma Zofia? To pytanie nasunęło się samo.
Nie uczestniczy w pracach domowych, nie obowiązuje jej niepisany regulamin, który zazwyczaj ludzie przyjmują mieszkając wspólnie, zasady takie jak: nie przeszkadzamy sobie nawzajem, wszyscy mamy takie same prawa i obowiązki, jeśli czegoś chcemy, czy potrzebujemy, informujemy pozostałe osoby jasno i na czas, jesteśmy wobec siebie uczciwe i lojalne.

W kolejnym strategicznym punkcie Arkusza RW pada stwierdzenie:
Wiem, że denerwuję się tylko wtedy, gdy ktoś poruszy kwestie, które wyparłam lub stłumiłam, a potem dokonałam ich projekcji na tę osobę.
Ania zaczyna się poważnie zastanawiać, czy ta cecha, którą miał ojciec i ma Zofia jest również jej cechą. Czy i jej się zdarzało „robić sobie miejsce” nie prosząc o nie, a tylko je biorąc poprzez przedstawienie mocnego argumentu na swoje prawo do tego. Przypomina sobie sesje egzaminacyjne. Ania nie uczy się systematycznie, uczy się żeby zdać. Jest wtedy w takich nerwach, że gdyby ją wtedy o coś poprosić, to jest to dla nie afront. Wtedy jest naprawdę niegrzeczna i aspołeczna. Daje sobie do tego pełne prawo, inaczej nie ogarnęłaby materiału do egzaminów. Wprowadza się w stan odcięcia umysłu od reszty ciała.
Ania jest już gotowa zgodzić się z kolejnym punktem Arkusza RW:
Rozumiem, że to co robi Zofia nie jest ani dobre, ani złe. Przestaję osądzać.
Wraca spokój, sprawa jest jasna.

Poniżej pełen Arkusz RW dla chcących odzyskać spokój.

Data...…. .Arkusz nr ……….. Obiekt X (kto lub co ciebie denerwuje) … …
   
Pkt. 1.– Przykra dla mnie sytuacja, tak jak ją widzę w tej chwili wygląda następująco:

...............................................................
2A – Konfrontacja z X.
............................................................... 

2B – Z powodu tego, co zrobiłeś (robisz) CZUJĘ SIĘ (określ swoje prawdziwe uczucia).
.................................................................

Pkt. 3 – Znam swoje uczucia, akceptuję je z miłością i już ich nie osądzam.

Tak/nie

Pkt. 4 – Moje uczucia należą do mnie, nikt nie może sprawić, bym coś czuła. Moje uczucia odzwierciedlają, jak widzę sytuację.

Tak/nie

Pkt. 5 – Choć nie wiem dlaczego i jak, widzę że moja dusza stworzyła tę sytuację, bym się uczyła i rozwijała.

Tak/nie

Pkt. 6 – Dostrzegam wskazówki w moim życiu, np. powtarzające się wzorce, które mówią, ze miałam już wiele okazji do uzdrowienia, ale ich nie rozpoznałam, podaj przykłady.................................
                                                                                                                                                                Pkt. 7 – Jestem gotów przyjąć, że moja misja, czyli „duchowy kontrakt” zawierała takie przeżycia, nieważne dlaczego.

Tak/nie

Pkt. 8 – Moje złe samopoczucie było sygnałem, że nie dopuszczam miłości do siebie i do X, osądzam, oczekuję że X się zmieni, postrzegam go jako gorszego (wylicz sądy, oczekiwania i zachowania, które wskazują, że chciałeś by X się zmienił.)
..................................................................................... 

Pkt. 9 – Wiem, że denerwuję się tylko wtedy, gdy ktoś poruszy kwestie, które wyparłam lub stłumiłam, a potem dokonałam ich projekcji na tę osobę.

 Tak/nie

Pkt. 10 – X ukazuje, że muszę kochać i akceptować siebie samego.

Tak/nie

Pkt. 11 – X odzwierciedla mój błędny punkt widzenia. Wybaczając mu uzdrawiam siebie i odtwarzam moją rzeczywistość.

 Tak/nie                                                                                                                
                                                                                                                                                                     
Pkt. 12 – rozumiem, że to co robi X nie jest ani dobre, ani złe. Przestaję osądzać.

Tak/nie

Pkt. 13.- Wiem, że mam potrzebę oskarżania i muszę zawsze mieć rację. Jestem gotowa dostrzec doskonałość w tej sytuacji. Jeśli ją dostrzegasz – napisz w kilku słowach, na czym polega.

.............................................................. 

Pkt. 14.- Choć nie wiem dlaczego i jak, ale rozumiem że ty i ja otrzymaliśmy dokładnie to, co podświadomie wybraliśmy i wspólnie wykonaliśmy uzdrawiający taniec.
  
Tak/nie

Pkt. 15 – dziękuję ci X za to, że zechciałeś stać się częścią mojego procesu uzdrawiania i czuję się zaszczycony, że wziąłem udział w twoim uzdrawianiu 

Pkt. 16 – uwalniam swoją świadomość od wszystkich uczuć wymienionych w pkt. 2B.


Pkt. 17 – X, doceniam twoją gotowość odzwierciedlenia moich błędnych przekonań i dziękuję ci za stworzenie mi okazji do zastosowania Radykalnego Wybaczania i samoakceptacji

Tak/nie

Pkt. 18 – Wiem już, że to co przeżywałam, (moja historia ofiary) dokładnie odzwierciedlało mój błędny punkt widzenia. Rozumiem, że mogę zmienić tę „rzeczywistość” dzięki gotowości dostrzeżenia w niej doskonałości. Np.: (spróbuj zastosować Radykalne Wybaczanie. Może to być ogólne stwierdzenie, że już wiesz iż wszystko jest doskonałe lub związane z twoją sytuacją, gdyż dostrzegasz w niej dar. Uwaga, często nie potrafimy tego dostrzec).


 Pkt. 19 – Ja…. wybaczam sobie całkowicie i akceptuję siebie jako istoę kochającą, szczodrą i twórczą. Uwalniam się od wszelkich związanych z przeszłością emocji oraz poczucia braku i ograniczenia. Wycofuję swoją energię z przeszłości i usuwam wszelkie bariery odgradzające mnie od miłości i obfitości, która jest moim udziałem w tej chwili. Tworzę swoje życie i znów jestem sobą, bezwarunkowo kocham i wspieram siebie takiego jako jestem – potężny i wspaniały.

 Pkt. 20 – Poddaję się teraz sile wyższej, którą nazywam………………………………..
i ufam świadomości, ze ta sytuacja  będzie się rozwijać w doskonały sposób, zgodnie z boskimi zaleceniami i duchowym prawem. Rozumiem, że jestem jednością i czuję się całkowicie złączony ze Źródłem. Odnalazłem swoją prawdziwą naturę, czyli MIŁOŚĆ i teraz oddaję ją X. Zamykam oczy, by lepiej poczuć, jak wypełnia ona moje życie i poczuć radość, która się wraz z nią pojawia.

 Pkt. 21 – Informacja dla X. Wypełniając ten arkusz ja, ................................. wybaczam ci całkowicie, ponieważ zdaję sobie sprawę, ze nie zrobiłeś nic złego i że wszystko jest zgodnie z Boskim porządkiem. Uznaję cię, akceptuję i kocham takiego, jaki jesteś. (Uwaga, nie znaczy to, że darowujesz mu zachowanie lub nie potrafisz wytyczyć granic. To zresztą sprawa Świata Ludzkiego).

Pkt. 22 – Informacja dla mnie.
Wiem, ze jestem istotą duchową, która przezywa ludzki los. Kocham siebie i wspieram w każdym aspekcie mojego człowieczeństwa.


Arkusz Colina Tippinga Radykalne Wybaczanie
Arkusz można pobrać ze strony Instytutu Radykalnego Wybaczania - Metoda Tippinga
czwartek, 21 lutego 2013 0 comments

Systematyczna praca


Jeżeli chcemy uzdrowić toksyczny wstyd, musimy go najpierw wydobyć na światło dzienne. Dopóki będziemy go ukrywać, niczego z nim nie zrobimy. Jeżeli chcemy go zmienić, musimy się z nim skonfrontować. Jak mówią terapeuci: "Bez przejścia nie ma wyjścia".
1. Wyjść z ukrycia, czyli nawiązać kontakt z innymi ludźmi, wymienić szczerze uczucia z osobami, które dla nas coś znaczą.
2. Spojrzeć na siebie oczyma co najmniej jednego akceptującego członka naszej nowej, wspólnej rodziny (proces odzwierciedlania i odwzajemniania). Odbudować "interpersonalny pomost" (zerwany kontakt interpersonalny).
3- Przejść przed 12-stopniowy program powrotu do zdrowia.
4. Pracować nad redukcją wstydu, czyli "uprawomocnić" uraz porzucenia. Opowiedzieć o nim, opisać go (odkłamać go). Pisanie bardzo ułatwia uzewnętrznienie wstydliwych doświadczeń z przeszłości, wyrzucenie z siebie emocji, wyrażenie ich, lepsze ich zrozumienie, nawiązanie z nimi kontaktu.
5. Wydobyć z ukrycia zagubione wewnętrzne dziecko. Należy w tym celu nawiązać świadomy kontakt z wewnętrznym, podatnym na zranienia dzieckiem, który mieszka w nas.
6. Zapoznać się ze wszystkimi odszczepionymi częściami naszego Ja. Im bardziej je sobie uświadomimy (uzewnętrznimy), tym łatwiej nam będzie je ogarnąć myślą i scalić.
7. Podjąć decyzję o bezwarunkowej akceptacji każdej części siebie. Mówić sobie: "Kocham siebie za to, że...". Bardziej asertywnie wyrażać swoje potrzeby i pragnienia.
8. Wydobyć z ukrycia nieświadome wspomnienia z przeszłości i zlepki obrazów sytuacji, w których nas zawstydzano, nauczyć się różnych sposobów ich uzdrawiania.
9. Wykonywać ćwiczenia ułatwiające lepsze uświadomienie dotychczasowego obrazu siebie i zmianę tego obrazu.
10. Uświadomić sobie, co mówią głosy wewnętrzne, nakręcające w nas spiralę wstydu. Wykonywać ćwiczenia, mające na celu ich przerwanie, zastąpienie ich głosami nowymi, pozytywnymi, podtrzymującymi. Uświadomić sobie, jakie sytuacje interpersonalne najczęściej uruchamiają spiralę wstydu.
11. Wypracować konstruktywne sposoby radzenia sobie z ludźmi, którzy nas krytykują i zawstydzają - trening asertywności, stosowanie technik wykorzystujących punkty zaczepienia, służących uzewnętrznieniu wstydu.
12. Nauczyć się wyciszać za pomocą modlitwy i medytacji. Poprzez modlitwę i medytację skoncentrować się na Sile Wyższej, w niej szukać oparcia.
Wszystkie wymienione wyżej metody uzewnętrzniania wstydu zaczerpnięty z najważniejszych nurtów psychoterapii. Większość metod terapeutycznych dąży do ujawnienia i uświadomienia tego, co ukryte i nieświadome. Aby móc te techniki opanować, musimy je ćwiczyć. Musimy je systematycznie powtarzać, bo tylko wtedy będą skuteczne. Jeśli ty będziesz pracować i (metody) będą pracować.

Źródło: Internet
niedziela, 17 lutego 2013 0 comments

Współuzależnienie jako choroba


Timmon Cermak w Journal of Psychoactive Drugs (1986) dowodzi, że współuzależnienie można zdefiniować za pomocą kryteriów DSM-III7 dla osób o mieszanych zaburzeniach umysłowych. Proponuje pięć kryteriów diagnostycznych w stylu DSMIII.

Według Cermaka podstawowe cechy współuzależnienia to:  

1) ustawiczne lokowanie poczucia własnej wartości w zdolności do wpływania/kontrolowania uczuć i zachowań swoich i cudzych pomimo oczywistych dowodów, że konsekwencje są odwrotne;

2) branie odpowiedzialności za zaspokajanie cudzych potrzeb w stopniu uniemożliwiającym zaspokajanie swoich potrzeb;

3) niepokój i upośledzenie systemu granic w sytuacjach poufałego zbliżenia i osamotnienia;

4) zaplątanie się w związek z osobą posiadającą zachwianą osobowość, uzależnioną od narkotyków lub chorobliwie impulsywną;

5) doznawanie (w każdej kombinacji co najmniej trzech lub więcej) silnych emocji lub ich całkowitego braku, w tym:
- gwałtownych wybuchów,
- depresji,
- chorobliwej czujności,
- przymusowych impulsów,
- strachu,
- nadmiernej ufności wobec zaprzeczania,
- nadużywania substancji,
- powtarzających się nadużyć fizycznych i seksualnych,
- chorób o podłożu stresowym
- i/albo związek z osobą aktywnie nadużywającą substancji, trwający przynajmniej dwa lata, bez szukania pomocy na zewnątrz.


W swojej książce Diagnosing and Treating Codepen-dence (1986) pisze:
Terapeuci o tradycyjnym podejściu do zdrowia psychicznego próbują leczyć(osobno) symptomy współuzależnienia, diagnozując pacjentów jako mających zaburzenia lękowe, depresje, histeryczne zaburzenia osobowości lub zaburzenia związane z zależną osobowością, by wymienić tylko niektóre objawy.(...) Jeśli zgodzimy się, że współuzależnienie istnieje na równi z innymi zaburzeniami osobowości, takimi jak graniczne, narcystyczne czy zależne osobowości, powinno stać się
oczywiste, że zasługuje ono na to, aby je leczyć równie wypróbowanymi, klinicznymi metodami.
Ponieważ jednak ani język, ani kryteria używane dla opisania współuzależnienia nie są spójne i nie są ujęte w jakieś ogólnie przyjęte ramy przez tych, którzy próbują leczyć to zaburzenie, aż dotąd było niemożliwe przeprowadzanie odpowiednich badań, wymaganych do tego, aby uznać je oficjalnie za "chorobę". Dopóki takie badania nie zostaną przeprowadzone, zasady obowiązujące we wspólnocie psychologów nie pozwalają na uznanie współuzależnienia za chorobę.
Ci z nas, którzy zajmują się ludźmi udręczonymi przez przymusowe symptomy współuzależnienia, nie mogą jednak czekać na oficjalne zaszeregowanie tej choroby. Czymkolwiek współuzależnienie jest, z pewnością działa jak każda inna choroba. 

źródło: Internet
wtorek, 1 stycznia 2013 0 comments

"Powrót do miłości"


Naszym największym lękiem nie jest to, że jesteśmy niewystarczający.
Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy mocniejsi ponad miarę.
To nasze światło, nie nasza ciemność najbardziej nas przeraża.
Pytamy siebie, Kim jestem aby być wspaniałym, olśniewającym, utalentowanym ?
W racji samej , kim nie chcesz być ?
Jesteś dzieckiem Bożym. Twoje chowanie się w cień nie służy światu.
Nie ma nic mądrego w kurczeniu się po to, aby inni nie poczuli się niepewnie w twojej obecności.
Wszyscy mamy błyszczeć tak jak dzieci.
Urodziliśmy się, aby manifestować chwałę Bożą, która jest w nas.
Ona nie jest tylko w niektórych, jest w każdym z nas.
Gdy odsłonimy nasze wewnętrzne światło, nieświadomie pozwolimy też innym, aby uczynili to samo.
Gdy wyzwolimy się z własnego strachu, samą swoją obecnością będziemy automatycznie wyzwalać innych.

Cytat pochodzi z książki autorstwa Marianne Williamson : “Return to Love” – ” Powrót do Miłości ”

 
;