18 lipca 2012

O złości i miłości – mój list do przyjaciela


Mój Drogi,

Przeczytałam Twój list i rozumiem, że bardzo przeżywasz. Czujesz się znękany i niezrozumiany, do tego ciągle czegoś od Ciebie oczekują i wymagają. Chciałabym Ci wytłumaczyć, że dzisiejsze, trudne sytuacje mają korzenie w przeszłości i zazwyczaj wynikają z nadużyć, jakie miały miejsce w dzieciństwie.

Jeśli dorosła osoba nęka własne dziecko, to psychologia stosuje określenie "nadużycie". Dorosły nadużywa swojej siły wobec osoby słabszej i od niej zależnej, która nie może się w momencie nadużycia obronić. Właściwie dorosły nie musiałaby tej siły używać, bo przecież sama zależność wystarczy do wywierania wpływu, czy presji. Używa jej, bo nie jest świadomy tego, co robi.
Dziecko jednak nie posiada wiedzy, która pozwoliłaby ocenić tę sytuację i reaguje na swój dziecięcy sposób, czyli starając się sobie logicznie wytłumaczyć, co się dzieje.
W świecie dziecięcym nie istnieje pojęcie "nieświadome zachowania", "manipulacja", "poczucie niemocy i nieadekwatności", stąd nie jest ono w stanie pojąć, z  jakiego stanu psychicznego dorosłego, dane zachowanie wynika. Rozumuje wprost: skoro mądrzejsza ode mnie osoba mówi, że coś robię nie tak, albo, że coś należy do moich obowiązków, albo oczekuje pewnych reakcji, to znaczy że tak na świecie jest. Ma prawo, bo jest starsza i wie więcej ode mnie.
W tym momencie osoba taka staje się nauczycielem, a dziecko uczniem. Uczy się tego, że młodszy i głupszy nie kwestionuje, nie pyta, tylko słucha i dzięki temu jest ład i porządek. Takie podejście dziecka umożliwia w miarę harmonijną współpracę między nim, a opiekunem, ale też utrwala specyficzne reakcje wobec specyficznych zachowań.
Na użytek pozostawania pod władzą rodzicielską jest to niewątpliwie metoda dobra, ale jeśli jest przenoszona na grunt zależności zawodowych, ukazuje wszelkie swoje mankamenty.
Tak więc, przy wcześniejszym jej stosowaniu, dziecko musiało jakoś sobie z tymi mankamentami metody radzić, jakoś musiało sobie te mankamenty zracjonalizować.
W pracach terapeutycznych chodzi głównie o zrozumienie własnych racjonalizacji. Stąd nie jest to łatwa sprawa.
Taka racjonalizacja jest własną mądrością dziecka i to mądrością, która umożliwiła mu długotrwałą współegzystencję w warunkach uwłaczających jego godności.
Początkowa akceptacja i wyjście naprzeciw wobec nadużywających zachowań, w miarę upływu czasu i braku pozytywnych efektów, zazwyczaj budzi złość i poczucie bezradności, a następnie potrzebę odsunięcia się i ukarania dręczyciela, co ma miejsce, gdy dziecko staje się samodzielne i opuszcza dom rodzinny.
Dzieje się jednak zazwyczaj tak, że opuszcza dom, by nadal spotykać "dręczycieli" i najpierw stosować wobec nich wyuczone reakcje, by potem czuć gniew, złość, potrzebę ukarania i odejścia.
Nasze życie toczy się jednocześnie na 2 płaszczyznach: fizycznej i duchowej. Ta duchowa sprawia, że każdy człowiek ma w sobie potrzebę rozwoju i głębszego pojmowania swojego życia, a głownie zrozumienia jego sensu. Ciężko jest medytować nad sensem życia, gdy trzeba się bronić przed "dręczycielami". Tak więc akceptacja tego, co nas spotyka, jest niezbędna na drodze do rozwoju.
Radykalne Wybaczanie jest metodą, która umożliwia zrozumienie, dlaczego właśnie tacy ludzie nas otaczają i dlaczego takie uczucia się budzą na skutek ich działań, ponieważ otwiera na głębsze podłoże dzisiejszych sytuacji.
Pokazuje, że będąc uczniem "dręczyciela" sam się nim staję i nie jestem tego świadomy. Taki wgląd pozwala na zwiększenie dystansu wobec dzisiejszych zdarzeń i uświadomienie sobie, że dlatego mają miejsce, że analogiczne miały miejsce poprzednio wobec osób bardzo ważnych, które obdarzało się miłością, doznało zawodu i zmieniło miłość w złość.
Powrót do źródeł, to powrót do miłości, która była i której nie ma, bo zamiast niej jest teraz złość. 
Jedynie poprzez pracę nad złością możemy powrócić do dawniejszej umiejętności kochania, czego Ci życzę jak najprędzej,
bo jesteś na bardzo dobrej drodze.
Pozdrawiam
A.