W uzupełnieniu poprzedniego posta poniżej wyjaśnienie, czemu wyimaginowana przeze mnie "wyższa wartość" była przejawem dysfunkcjonalności i przez długie lata nie pozwalała mi widzieć rzeczy takimi jakie są naprawdę..
Dzięki mojej imaginacji mogłam być posłuszna i podporządkowana.
Jako dorosła osoba stwierdzam, że moi rodzice nadużywali władzy rodzicielskiej i przez to powstał mój zafałszowany pogląd, czym jest "wartość".
Aby wartość można było nazwać wartością, musi spełniać 7 następujących kryteriów:
1. Musi być wybrana dobrowolnie.
2. Wybór musi być dokonany po rozważeniu wszystkich alternatyw.
3. Przy dokonywaniu wyboru musi istnieć pełna świadomość konsekwencji tego wyboru.
4. Wybrana wartość musi być dla podmiotu cenna i bliska.
5. Musi zostać ogłoszona publicznie.
6. Nie może być wyłącznie deklarowana, musi być realizowana.
7.Musi być realizowana systematycznie.
za Sidney, Simon i Kirschenbaum
https://zrozumiecemocje.com.pl/
18 maja 2013
17 maja 2013
Arkusz i Kody Uzdrawiania
Zrobiłam dzisiaj Arkusz na osobę, która przebywając ze mną, tak kieruje sprawami, by wszystko było zgodnie z jej planem, bez konsultacji ze mną. Nie mam już jej tego za złe, ale obudziły się moje uczucia, z czasu, gdy byłam w podobnie zniewalający sposób traktowana w moim domu rodzinnym. Napisałam w Arkuszu w punkcie powtarzających historii, że wtedy musiałam się podporządkowywać, chociaż nigdy mi nie tłumaczono, o co w chodzi. Ciężko mi było się podporządkowywać, gdyż nie rozumiałam sensu różnych decyzji i nakazów. Gdy pytałam dlaczego mam coś robić, odpowiadano mi: "bo ja tak chcę" (to moja mama), "bo tak trzeba", "nie pytaj, tylko rób!". Pisząc Arkusz zrozumiałam, że aby sprostać tym wymaganiom, zostałam zmuszona do uznania, że jest jakaś wyższa wartość, o której nie wiem; ale pewnie bym jej i tak nie zrozumiała.
Stawiałam siebie w pozycji głupszej od osoby, która mi rozkazuje. Tak mają dzieci, dorosły zawsze jest postrzegany jako autorytet. Dziecko myśli, że dorosły wie, dlaczego każe coś wykonać.
Niestety złapałam siebie na tym, że mam tak do dzisiaj. Gdy ktoś oczekuje ode mnie, że się podporządkuję, automatycznie argumentuję sobie, że stoi za tym jakieś wyższe dobro, np dobro firmy, albo dobro grupy. Nie zastanawiam się, o jakie dobro chodzi, działa stary mechanizm - nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Pisany dzisiaj Arkusz dotyczył prób zniewolenia tak ot, ponieważ osoba, która teraz narzuca mi swoją wolę tak funkcjonuje. Ona robi to nie tylko w stosunku do mnie.
Moje odkrycie "arkuszowe", że automatem potrafię się podporządkować, widząc wartości wyższe nawet tam, gdzie ich nie ma, bardzo mnie ucieszyło. Może wreszcie zrobię z tym porządek. Ale pojawiły się uczucia, trudne i ciężkie, wyraźnie dotyczące przeszłości, tych czasów, gdy wielokrotnie korzystałam z mojej metody bycia posłuszną, wbrew mojej woli.
Postanowiłam skorzystać z "Kodów uzdrawiania". Jest to technika opisana w książce pod tym tytułem, autorami są Alexander Loyd i Ben Johnson. Dwaj lekarze z naukowego punktu widzenia podeszli do uzdrawiania duchowego. Pozycja, którą powinien przeczytać każdy człowiek który chce być zdrowy.
Sam kod jest nieskomplikowany (bardziej skomplikowane jest zrozumienie jak on działa).
Oto kroki:
1) Oceń, jak dalece dany problem cię niepokoi, w skali od zera do dziesięciu, gdzi dzesięć oznacza najbardziej bolesny.
Jest to bolesne dla mnie w skali 10, bo czuję jak bardzo mnie boli serce, jakby się kurczyło, gdy o tym myślę i ból promieniuje na lewą rękę.
2) Określ, jakie uczucia i/lub jakie niezdrowe przekonania są związane z twoim problemem.
Obawiam się sprzeciwiać komuś, kto mi coś narzuca i do tego jeszcze z uśmiechem, albo dla mojego dobra. Zawsze wtedy przyjmuję to za dobrą monetę i myślę, że właściwie, czemu nie. Dopiero potem stwierdzam, że nie miałam na to ochoty. Nie chciałam się sprzeciwiać, żeby nie robić przykrości i nie zrażać sobie tej osoby. Niestety, gdy już tak zrobię, to często potem wiję się i wykręcam, bo to jakoś eskaluje. Im bardziej się zgadzam, tym na więcej mam się zgadzać. I dochodzę do takiego kresu, że muszę odejść. Jest mi wtedy przykro.
3) Wyszukiwarka wspomnień: pomyśl, czy zdarzyło ci się już kiedyś, że czułeś to samo co teraz, nawet jeśli okoliczności były inne. Szukamy "uczucia" tego samego rodzaju. Nie zagłębiaj się w to zbytnio - po prostu zastanów się przez moment, czy w twoim życiu była inna chwila, w której czułeś się jak teraz. Postaraj się dotrzeć do najwcześniejszego wspomnienia, jakie się pojawi i skup się na tym, by od niego zacząć uzdrawianie.
Moje wspomnienia dotyczą momentu, w którym decyduję się odejść. Za często ustępowałam, mam poczucie że ktoś inny kieruje moim życiem, że dłużej już tak nie mogę. Gdy była nastolatką mentalnie odeszłam od moich rodziców. Powiedziałam im, że nie będę już słuchać ich poleceń. Wiem, że z domu wyrzucić mnie nie mogą, a jeśli za karę mam już od nich nic nie dostać, to też się na to zgadzam. I nic się nie zmieniło, oprócz tego, że gdy rozkazywali to mówiłam co uważam i co w związku z tym zrobię, a co nie. Nie było miło, nie chciałam się tak przepychać. Nie chciałam, ale musiałam. Czułam się wtedy bardzo samotna, jak kloc, który się okopał, żeby bronić swojej integralności.
4) Oceń to najwcześniejsze wspomnienie na skali od zera do dziesięciu. Mogą się pojawić inne wspomnienia. Szukaj najsilniejszego i najwcześniejszego i najpierw skup się na nim. To, co teraz nam doskwiera, zazwyczaj jest uciążliwe właśnie dokładnie dlatego, że wiąże się z nieuzdrowionymi wspomnieniami lub jest przez nie aktywowane. Często, kiedy uzdrowisz wcześniejsze lub najsilniejsze wspomnienie, jednocześnie uzdrowione zostaną wszystkie inne wspomnienia "przyłączone" do tego pierwotnego wspomnienia.
To było trudne doświadczenie, skazałam się na samotność, by odzyskać siebie.
Wiele lat starałam się wychodzić na przeciw życzeniom. To była hierarchia - najwyżej ojciec, potem mama, potem starsza siostra. Ja byłam na końcu.
W moim domu awantury były na porządku dziennym. Gdy byłam mała robiły na mnie bardzo duże wrażenie. Nijak nie mogłam pojąć, o co chodzi, tłumaczenia ze strony rodziców były sprzeczne.
W bardzo młodych latach próbowałam się przeciwstawiać, kończyło się to wrzaskami rodziców, wtedy się bałam. Znalazłam sposób na podporządkowanie, ale nie był uniwersalny. Z czasem, jeśli chciałam coś zrobić wbrew nakazom i zakazom, robiłam to cichaczem i też się bałam, żeby się nie wydało.
Gdy w końcu sprzeciwiłam się moim rodzicom na całego, to ciągle się bałam, teraz tego, że oni się ode mnie odwrócą, że nie zaakceptują mojej "samowoli".
Strach, strach, strach.
5) Odmów poniższą modlitwę o uzdrowienie. w puste miejsca wstawiając wszystkie sprawy, które odkryłeś.
Modlę się o to, aby wszystkie znane i nieznane negatywne obrazy, niezdrowe przekonania, destrukcyjne wspomnienia komórkowe oraz wszystkie problemy fizyczne związane z ......... ze strachem przy ujawnianiu mojej woli, jeśli jest sprzeczna z wolą osoby, od której jestem zależna...zostały rozpoznane, ujawnione i uzdrowione poprzez napełnienie mnie światłem, życiem i miłością Boga. Modlę się również o to, aby skuteczność tego uzdrawiania wzrosła stukrotne lub więcej. (To wiadomość dla organizmu, uzdrowienie stało się priorytetem).
6) Zastosuj Kod Uzdrawiania, każdą pozycję wykonując przez 30 sekund (pozycje kodów uzdrawiania dostępne są TU: )i wyrażając "Prawdziwą intencję", taką, która anuluje wszystkie niezdrowe przekonania lub taką, która dotyczy twojego problemu. Stosując Kod Uzdrawiania skupiasz się na tym, co pozytywne, a nie na tym, co negatywne. Zanim skończysz upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Wykonuj kolejne kroki Kodu przez co najmniej sześć minut. Zanim skończysz, upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Zawsze możesz wykonywać ćwiczenie nieco dłużej, zwłaszcza jeśli swój problem oceniłeś na pięć, sześć lub wyżej, Sugerujemy, aby ćwiczenie trwało minimum sześć minut.
Autor książki odsyła na swoją stronę, aby pobrać prawdziwą intencję. Ja staram się w duchu Radykalnego Wybaczania sama ją określić. W tym przypadku ma ona anulować moje przekonanie, że naprawdę groziło mi coś ze strony moich opiekunów, wtedy gdy chciałam być nieposłuszna. John Bradshaw szczegółowo opisuje podobne przypadki do mojego. Twierdzi, że zachowanie ludzi takich, jak moi rodzice jest spowodowane i wstydem. Ludzie agresywni w stosunku do swoich dzieci są spętani toksycznym wstydem, który otrzymali w wyniku wychowywania od swoich rodziców. Muszą oni tępić wszelkie spontaniczne zachowania potomstwa, ponieważ one budzą ten wstyd. Głęboko ukrywany wstyd nie pozwala dorosłemu, aby tłumaczył się dziecku. Władza rodzica, wynikająca z zależności dziecka, daje mu moc, która jest przez ten wstyd nadwątlona. Moja prawdziwa intencja brzmi:
Zgadzając się na bycie od kogoś zależnym, oddajemy tej osobie władzę i kontrolę nad sobą.
Odbieramy sobie sami prawo do własnych poglądów i wyrażania woli.
Decyzja o pamiętaniu o moich prawach zawsze należy do mnie.
Na podst. "Kod Uzdrawiania", Alexander Loyd, Ben Johnson
https://zrozumiecemocje.com.pl/
Stawiałam siebie w pozycji głupszej od osoby, która mi rozkazuje. Tak mają dzieci, dorosły zawsze jest postrzegany jako autorytet. Dziecko myśli, że dorosły wie, dlaczego każe coś wykonać.
Niestety złapałam siebie na tym, że mam tak do dzisiaj. Gdy ktoś oczekuje ode mnie, że się podporządkuję, automatycznie argumentuję sobie, że stoi za tym jakieś wyższe dobro, np dobro firmy, albo dobro grupy. Nie zastanawiam się, o jakie dobro chodzi, działa stary mechanizm - nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Pisany dzisiaj Arkusz dotyczył prób zniewolenia tak ot, ponieważ osoba, która teraz narzuca mi swoją wolę tak funkcjonuje. Ona robi to nie tylko w stosunku do mnie.
Moje odkrycie "arkuszowe", że automatem potrafię się podporządkować, widząc wartości wyższe nawet tam, gdzie ich nie ma, bardzo mnie ucieszyło. Może wreszcie zrobię z tym porządek. Ale pojawiły się uczucia, trudne i ciężkie, wyraźnie dotyczące przeszłości, tych czasów, gdy wielokrotnie korzystałam z mojej metody bycia posłuszną, wbrew mojej woli.
Postanowiłam skorzystać z "Kodów uzdrawiania". Jest to technika opisana w książce pod tym tytułem, autorami są Alexander Loyd i Ben Johnson. Dwaj lekarze z naukowego punktu widzenia podeszli do uzdrawiania duchowego. Pozycja, którą powinien przeczytać każdy człowiek który chce być zdrowy.
Sam kod jest nieskomplikowany (bardziej skomplikowane jest zrozumienie jak on działa).
Oto kroki:
1) Oceń, jak dalece dany problem cię niepokoi, w skali od zera do dziesięciu, gdzi dzesięć oznacza najbardziej bolesny.
Jest to bolesne dla mnie w skali 10, bo czuję jak bardzo mnie boli serce, jakby się kurczyło, gdy o tym myślę i ból promieniuje na lewą rękę.
2) Określ, jakie uczucia i/lub jakie niezdrowe przekonania są związane z twoim problemem.
Obawiam się sprzeciwiać komuś, kto mi coś narzuca i do tego jeszcze z uśmiechem, albo dla mojego dobra. Zawsze wtedy przyjmuję to za dobrą monetę i myślę, że właściwie, czemu nie. Dopiero potem stwierdzam, że nie miałam na to ochoty. Nie chciałam się sprzeciwiać, żeby nie robić przykrości i nie zrażać sobie tej osoby. Niestety, gdy już tak zrobię, to często potem wiję się i wykręcam, bo to jakoś eskaluje. Im bardziej się zgadzam, tym na więcej mam się zgadzać. I dochodzę do takiego kresu, że muszę odejść. Jest mi wtedy przykro.
3) Wyszukiwarka wspomnień: pomyśl, czy zdarzyło ci się już kiedyś, że czułeś to samo co teraz, nawet jeśli okoliczności były inne. Szukamy "uczucia" tego samego rodzaju. Nie zagłębiaj się w to zbytnio - po prostu zastanów się przez moment, czy w twoim życiu była inna chwila, w której czułeś się jak teraz. Postaraj się dotrzeć do najwcześniejszego wspomnienia, jakie się pojawi i skup się na tym, by od niego zacząć uzdrawianie.
Moje wspomnienia dotyczą momentu, w którym decyduję się odejść. Za często ustępowałam, mam poczucie że ktoś inny kieruje moim życiem, że dłużej już tak nie mogę. Gdy była nastolatką mentalnie odeszłam od moich rodziców. Powiedziałam im, że nie będę już słuchać ich poleceń. Wiem, że z domu wyrzucić mnie nie mogą, a jeśli za karę mam już od nich nic nie dostać, to też się na to zgadzam. I nic się nie zmieniło, oprócz tego, że gdy rozkazywali to mówiłam co uważam i co w związku z tym zrobię, a co nie. Nie było miło, nie chciałam się tak przepychać. Nie chciałam, ale musiałam. Czułam się wtedy bardzo samotna, jak kloc, który się okopał, żeby bronić swojej integralności.
4) Oceń to najwcześniejsze wspomnienie na skali od zera do dziesięciu. Mogą się pojawić inne wspomnienia. Szukaj najsilniejszego i najwcześniejszego i najpierw skup się na nim. To, co teraz nam doskwiera, zazwyczaj jest uciążliwe właśnie dokładnie dlatego, że wiąże się z nieuzdrowionymi wspomnieniami lub jest przez nie aktywowane. Często, kiedy uzdrowisz wcześniejsze lub najsilniejsze wspomnienie, jednocześnie uzdrowione zostaną wszystkie inne wspomnienia "przyłączone" do tego pierwotnego wspomnienia.
To było trudne doświadczenie, skazałam się na samotność, by odzyskać siebie.
Wiele lat starałam się wychodzić na przeciw życzeniom. To była hierarchia - najwyżej ojciec, potem mama, potem starsza siostra. Ja byłam na końcu.
W moim domu awantury były na porządku dziennym. Gdy byłam mała robiły na mnie bardzo duże wrażenie. Nijak nie mogłam pojąć, o co chodzi, tłumaczenia ze strony rodziców były sprzeczne.
W bardzo młodych latach próbowałam się przeciwstawiać, kończyło się to wrzaskami rodziców, wtedy się bałam. Znalazłam sposób na podporządkowanie, ale nie był uniwersalny. Z czasem, jeśli chciałam coś zrobić wbrew nakazom i zakazom, robiłam to cichaczem i też się bałam, żeby się nie wydało.
Gdy w końcu sprzeciwiłam się moim rodzicom na całego, to ciągle się bałam, teraz tego, że oni się ode mnie odwrócą, że nie zaakceptują mojej "samowoli".
Strach, strach, strach.
5) Odmów poniższą modlitwę o uzdrowienie. w puste miejsca wstawiając wszystkie sprawy, które odkryłeś.
Modlę się o to, aby wszystkie znane i nieznane negatywne obrazy, niezdrowe przekonania, destrukcyjne wspomnienia komórkowe oraz wszystkie problemy fizyczne związane z ......... ze strachem przy ujawnianiu mojej woli, jeśli jest sprzeczna z wolą osoby, od której jestem zależna...zostały rozpoznane, ujawnione i uzdrowione poprzez napełnienie mnie światłem, życiem i miłością Boga. Modlę się również o to, aby skuteczność tego uzdrawiania wzrosła stukrotne lub więcej. (To wiadomość dla organizmu, uzdrowienie stało się priorytetem).
6) Zastosuj Kod Uzdrawiania, każdą pozycję wykonując przez 30 sekund (pozycje kodów uzdrawiania dostępne są TU: )i wyrażając "Prawdziwą intencję", taką, która anuluje wszystkie niezdrowe przekonania lub taką, która dotyczy twojego problemu. Stosując Kod Uzdrawiania skupiasz się na tym, co pozytywne, a nie na tym, co negatywne. Zanim skończysz upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Wykonuj kolejne kroki Kodu przez co najmniej sześć minut. Zanim skończysz, upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Zawsze możesz wykonywać ćwiczenie nieco dłużej, zwłaszcza jeśli swój problem oceniłeś na pięć, sześć lub wyżej, Sugerujemy, aby ćwiczenie trwało minimum sześć minut.
Autor książki odsyła na swoją stronę, aby pobrać prawdziwą intencję. Ja staram się w duchu Radykalnego Wybaczania sama ją określić. W tym przypadku ma ona anulować moje przekonanie, że naprawdę groziło mi coś ze strony moich opiekunów, wtedy gdy chciałam być nieposłuszna. John Bradshaw szczegółowo opisuje podobne przypadki do mojego. Twierdzi, że zachowanie ludzi takich, jak moi rodzice jest spowodowane i wstydem. Ludzie agresywni w stosunku do swoich dzieci są spętani toksycznym wstydem, który otrzymali w wyniku wychowywania od swoich rodziców. Muszą oni tępić wszelkie spontaniczne zachowania potomstwa, ponieważ one budzą ten wstyd. Głęboko ukrywany wstyd nie pozwala dorosłemu, aby tłumaczył się dziecku. Władza rodzica, wynikająca z zależności dziecka, daje mu moc, która jest przez ten wstyd nadwątlona. Moja prawdziwa intencja brzmi:
Zgadzając się na bycie od kogoś zależnym, oddajemy tej osobie władzę i kontrolę nad sobą.
Odbieramy sobie sami prawo do własnych poglądów i wyrażania woli.
Decyzja o pamiętaniu o moich prawach zawsze należy do mnie.
Na podst. "Kod Uzdrawiania", Alexander Loyd, Ben Johnson
https://zrozumiecemocje.com.pl/
27 kwietnia 2013
Kłamstwo a poczucie krzywdy
Ludzie kłamią, by osiągnąć określoną korzyść – materialną, psychologiczną, społeczną lub polityczną, aby osiągnąć zamierzony cel (np. przedstawiciel handlowy celowo posługuje się kłamstwem, wiedząc o usterce towaru, gdyż zależy mu na jego sprzedaży), aby podnieść swoją wartość w oczach innych z powodu zaniżonego poczucia własnej wartości, aby uchronić kogoś od cierpienia. Jednak zasadniczym motywem jest interes osoby, która dopuszcza się kłamstwa.
Poczucie własnej wartości to stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny dokonanej na własny temat.(Wikipedia).
Chciałabym rozszerzyć pojęcie kłamstwa, w oparciu o moje obserwacje i wiedzę, którą pozyskuję jak trener rozwoju osobistego i coach.
W trakcie prowadzonych przeze mnie terapii wsparciowo-rozwojowej poznaję historie osobiste moich klientów, w których zazwyczaj problemami dnia dzisiejszego są przekonania na ich temat i na temat otaczającego świata. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jakie przekonania nami rządzą, nie zastanawiamy się dlaczego tak właśnie postrzegamy siebie, czy innych. Nie mamy świadomości, jakimi strategiami się posługujemy i dlaczego.
Coaching analizuje strategie i motywacje i dzięki rożnym technikom dociera często do wspomnień, jak do tego doszło, że właśnie tak klient myśli i robi.
Osobiście jestem również gorącym zwolennikiem Metody Tippinga, znanej również pod nazwą Radykalne Wybaczanie, ponieważ opiera się ona na założeniu, że człowiek funkcjonuje jednocześnie na dwóch płaszczyznach: fizycznej i duchowej.
Duchowość prowadzi nas do rozwoju. Jeśli uda się nam w trudnych życiowych sytuacjach znaleźć pożyteczną lekcję dla siebie, to wychodzimy z ich bogatsi i mądrzejsi. Jeśli dostrzegamy tylko porażkę, to zazwyczaj pogłębia się poczucie krzywdy.
W każdym z nas jest poczucie krzywdy. Dzieje się tak dlatego, że przychodzimy na świat jako "nowi", a ci którzy nas otaczają są już tu i mają za sobą dużo rożnych doświadczeń. Już są ukształtowani, niekoniecznie wiedząc kim naprawdę są.
Tak więc każde dziecko wchodzi w gotowe układy, do których musi się dopasować. To dziecko musi przyjąć zasady i reguły panujące wokół niego.
W wielu rodzinach reguły te są bardzo restrykcyjne. Np. dziecku nie wolno głośno płakać, czy zachowywać się hałaśliwie, bo opiekunowie mają swoje obowiązki, albo mają kłopot w tolerowaniu hałasów. W domu ma być spokój. Są domy, w których zachowanie porządku jest priorytetem, którego od dziecka się wymaga i egzekwuje.
Są również takie, w których żona i dziecko musi się podporządkować warunkom dyktowanym przez męża, w tym również sytuacjom będącym efektem nałogów małżonka (alkohol, hazard i t.p.). Zdarzają się rodziny, w których obydwoje z rodziców słabo sobie radzi, obwiniają siebie wzajemnie o to, że jest źle, awantury są na porządku dziennym.
Listę tego, jak bywa można ciągnąć długo. To były tylko przykłady, mające zwrócić uwagę, że o krzywdę dziecka łatwo, Zazwyczaj jest następstwem jakiejś nieprawidłowości w relacjach w jego bliskim otoczeniu. Krzywdą dla dziecka jest wszystko, co nie służy jego rozwojowi. Krzywdą może być również zachowanie rodziców wynikające z niewiedzy na temat faz rozwojowych i karanie dziecka za zachowania, które w danej fazie są prawidłowe. Niewiedza rodziców skutkuje "niezaliczeniem" poszczególnych faz. Dziecko rośnie i nikt nie ma świadomości, że w przyszłości prawdopodobnie będzie miało trudności w kontaktach z rówieśnikami, których rodzice mieli większą wiedzę i na temat faz rozwojowych i tego, jak należy reagować, alby dziecko osiągnęło prawidłowy rozwój psychofizyczny.
Dyskusja na temat, czy bicie dzieci szkodzi im, czy nie, świadczy o tym, że rodzice nie uświadamiają sobie własnych krzywd wyniesionych z domu.
Zachowania nadużywające stają się w powszechnej opinii tylko wychowawczymi. Dorośli nie pamiętają, że gdy sami byli dziećmi, ich opiekunowie nie uwzględnili stosunku zależności, w jakim znajduje się dziecko wobec rodzica. Tak jak rodzic da sobie radę bez dziecka, tak dziecko bez rodzica - nie.
Stosowanie jakiejkolwiek przemocy fizycznej, czy psychicznej wpływa na kształtującą się osobowość dziecka negatywnie poprzez przekazanie mu siły jako wartości samej w sobie. Masz siłę, to z niej korzystaj!
Dziecko wychowywane przy zastosowaniu przemocy wierzy w kłamstwo, że jest np. bite, bo na to zasługuje. Przecież nie zobaczy prawdy o odreagowywaniu frustracji, o agresji wyrastającej ze strachu rodzica. Dorosłemu trudno jest pojąć, czym jest "przeniesienie", "obiekt zastępczy", "uwikłanie", "manipulacja" i t.p. Dziecko przez długie lata nie ma możliwości umysłowych, by nawet o tym słuchać.
Przemoc zawsze wywoła w dziecku poczucie winy i odpowiedzialności za niestandardowe zachowanie opiekunów. I to jest następne kłamstwo, które dziecko mówi sobie samo. Aby wytrwać w poniżającym kontakcie bierze winę i odpowiedzialność za zachowanie przemocowe i pozbawiające go godności. Godność oddaje opiekunowi, samo zostaje bez niej.
Dziecko oskarżane o niewdzięczność i roszczeniowość, przyjmuje za prawdę, komunikat: "nic od was nie potrzebuję, dam sobie radę samo"! Oczywiście, że bardzo dużo potrzebuje. Jednak, gdy domaga się czegoś, to zamiast otrzymać, albo w szczerej rozmowie mieć wytłumaczone, że cała rodzina jest zmuszona do ograniczeń, słyszy wymówki, oskarżenia, wyrzuty lub obelgi. Dla własnego dobra powinno przestać oczekiwać i cieszyć się z tego co ma, cokolwiek by to było. To kolejne kłamstwo, w które można naprawdę uwierzyć. Można uwierzyć, że się nic od opiekunów nie potrzebuje, a tym samym, że nie są do niczego zobowiązani.
Niestety kolejne kłamstwo jest związane z poprzednim. Jeśli już przyjmie się za prawdę, że rodzice nie są zobowiązani wobec dzieci, to najczęściej okazuje się, że dzieci są zobowiązane wobec rodziców. Zdarza się, że ta "prawda" jest przemycana praktycznie od poczęcia. Początkowo ma nie zakłócać spokoju, nie przeszkadzać opiekunom, zająć się samym sobą, gdy podrasta ma wyręczać zmęczonych i spracowanych rodziców, następnie nie chcieć więcej niż mu dają, a następnie ujmować się za niedolą opiekunów. Ma tak często powtarzane, że jest mu lepiej od nich, że dbają o niego, tylko nie potrafi tego docenić, że w końcu zaczyna wierzyć, że swoim zachowaniem może wesprzeć rodzica w jego trudnym położeniu. Jak w to uwierzy, to przepadło. To kłamstwo przewraca świat dziecka i robi z niego dorosłego, a z jego opiekunów jego dzieci. Ta opcja znana jest pod nazwą: "rodzic siada dziecku na kolanach".
Być może wszystkie opisane wyżej, a może i inne nie opisane dysfunkcjonalne zachowania rodziców wobec dzieci nie wyglądają zabójczo. Przecież z dzieci będą później dorośli i mogą sobie decydować, jak będą żyć. Ale to kolejna nieprawda.
Dziecko, które niesie w sobie poczucie krzywdy oraz wszystkie kłamstwa, którymi usprawiedliwiał ową krzywdę, nie jest w stanie prowadzić uczciwego dorosłego życia.
Żeby tak się stało musi najpierw odkryć wszystkie kłamstwa, doświadczyć uczuć, które dzięki kłamstwom nie były doświadczane, zaszlochać nad swoim losem, zbuntować się przeciwko temu, co mu ten los zgotował, zagniewać się i pojąć kim się stał w "procesie wychowawczym", a kim jest naprawdę.
A tymczasem nieświadome tego, że idzie w dorosłe życie z kłamstwami na swój temat i na temat świata, nie rozumie dlaczego inni go oszukują, porzucają, wykorzystują i nadużywają wobec niego swojej władzy. Więc skarży się, płacze, narzeka, usiłuje wpłynąć na otoczenie, na rodzinę, na współpracowników, wysyłając komunikat: "Nie róbcie mi tego"! Zazwyczaj odpowiedź jest prosta - nic ci nie robimy, każdy robi swoje i ty też rób! Ale jak tu robić swoje, jak wszystkie zaprzeczone potrzeby wołają aby je zaspokoić, oddawanie czasu i energii pracodawcy poniża, inni są silni, a ja słaby i się ich boję. Miałem dać sobie radę, a nie daję.
Tak więc okazuje się, że gdyby rodzice zdawali sobie sprawę skąd bierze się ich depresja, czy frustracja i zniechęcenie do życia, roszczeniowy stosunek na przemian ze zwątpieniem. być może przed założeniem rodziny sprawdziliby, jaki bagaż doświadczeń w nią wniosą. Co mają do zaoferowania własnym dzieciom, małżonkowi czy współpracownikom. Poznali prawdę o sobie, co pozwoliłoby uniknąć problemów w przyszłości.
Niestety media, szkoła i zwyczaje społeczne propagują coś zupełnie odwrotnego. Sugerują, że najważniejsze jest ładnie wyglądać, dużo posiadać i żyć dostatnio. Sugerują, że wystarczy tylko chcieć, a to zwykłe łgarstwo.
Poczucie własnej wartości to stan psychiczny powstały na skutek elementarnej, uogólnionej oceny dokonanej na własny temat.(Wikipedia).
Chciałabym rozszerzyć pojęcie kłamstwa, w oparciu o moje obserwacje i wiedzę, którą pozyskuję jak trener rozwoju osobistego i coach.
W trakcie prowadzonych przeze mnie terapii wsparciowo-rozwojowej poznaję historie osobiste moich klientów, w których zazwyczaj problemami dnia dzisiejszego są przekonania na ich temat i na temat otaczającego świata. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jakie przekonania nami rządzą, nie zastanawiamy się dlaczego tak właśnie postrzegamy siebie, czy innych. Nie mamy świadomości, jakimi strategiami się posługujemy i dlaczego.
Coaching analizuje strategie i motywacje i dzięki rożnym technikom dociera często do wspomnień, jak do tego doszło, że właśnie tak klient myśli i robi.
Osobiście jestem również gorącym zwolennikiem Metody Tippinga, znanej również pod nazwą Radykalne Wybaczanie, ponieważ opiera się ona na założeniu, że człowiek funkcjonuje jednocześnie na dwóch płaszczyznach: fizycznej i duchowej.
Duchowość prowadzi nas do rozwoju. Jeśli uda się nam w trudnych życiowych sytuacjach znaleźć pożyteczną lekcję dla siebie, to wychodzimy z ich bogatsi i mądrzejsi. Jeśli dostrzegamy tylko porażkę, to zazwyczaj pogłębia się poczucie krzywdy.
W każdym z nas jest poczucie krzywdy. Dzieje się tak dlatego, że przychodzimy na świat jako "nowi", a ci którzy nas otaczają są już tu i mają za sobą dużo rożnych doświadczeń. Już są ukształtowani, niekoniecznie wiedząc kim naprawdę są.
Tak więc każde dziecko wchodzi w gotowe układy, do których musi się dopasować. To dziecko musi przyjąć zasady i reguły panujące wokół niego.
W wielu rodzinach reguły te są bardzo restrykcyjne. Np. dziecku nie wolno głośno płakać, czy zachowywać się hałaśliwie, bo opiekunowie mają swoje obowiązki, albo mają kłopot w tolerowaniu hałasów. W domu ma być spokój. Są domy, w których zachowanie porządku jest priorytetem, którego od dziecka się wymaga i egzekwuje.
Są również takie, w których żona i dziecko musi się podporządkować warunkom dyktowanym przez męża, w tym również sytuacjom będącym efektem nałogów małżonka (alkohol, hazard i t.p.). Zdarzają się rodziny, w których obydwoje z rodziców słabo sobie radzi, obwiniają siebie wzajemnie o to, że jest źle, awantury są na porządku dziennym.
Listę tego, jak bywa można ciągnąć długo. To były tylko przykłady, mające zwrócić uwagę, że o krzywdę dziecka łatwo, Zazwyczaj jest następstwem jakiejś nieprawidłowości w relacjach w jego bliskim otoczeniu. Krzywdą dla dziecka jest wszystko, co nie służy jego rozwojowi. Krzywdą może być również zachowanie rodziców wynikające z niewiedzy na temat faz rozwojowych i karanie dziecka za zachowania, które w danej fazie są prawidłowe. Niewiedza rodziców skutkuje "niezaliczeniem" poszczególnych faz. Dziecko rośnie i nikt nie ma świadomości, że w przyszłości prawdopodobnie będzie miało trudności w kontaktach z rówieśnikami, których rodzice mieli większą wiedzę i na temat faz rozwojowych i tego, jak należy reagować, alby dziecko osiągnęło prawidłowy rozwój psychofizyczny.
Dyskusja na temat, czy bicie dzieci szkodzi im, czy nie, świadczy o tym, że rodzice nie uświadamiają sobie własnych krzywd wyniesionych z domu.
Zachowania nadużywające stają się w powszechnej opinii tylko wychowawczymi. Dorośli nie pamiętają, że gdy sami byli dziećmi, ich opiekunowie nie uwzględnili stosunku zależności, w jakim znajduje się dziecko wobec rodzica. Tak jak rodzic da sobie radę bez dziecka, tak dziecko bez rodzica - nie.
Stosowanie jakiejkolwiek przemocy fizycznej, czy psychicznej wpływa na kształtującą się osobowość dziecka negatywnie poprzez przekazanie mu siły jako wartości samej w sobie. Masz siłę, to z niej korzystaj!
Dziecko wychowywane przy zastosowaniu przemocy wierzy w kłamstwo, że jest np. bite, bo na to zasługuje. Przecież nie zobaczy prawdy o odreagowywaniu frustracji, o agresji wyrastającej ze strachu rodzica. Dorosłemu trudno jest pojąć, czym jest "przeniesienie", "obiekt zastępczy", "uwikłanie", "manipulacja" i t.p. Dziecko przez długie lata nie ma możliwości umysłowych, by nawet o tym słuchać.
Przemoc zawsze wywoła w dziecku poczucie winy i odpowiedzialności za niestandardowe zachowanie opiekunów. I to jest następne kłamstwo, które dziecko mówi sobie samo. Aby wytrwać w poniżającym kontakcie bierze winę i odpowiedzialność za zachowanie przemocowe i pozbawiające go godności. Godność oddaje opiekunowi, samo zostaje bez niej.
Dziecko oskarżane o niewdzięczność i roszczeniowość, przyjmuje za prawdę, komunikat: "nic od was nie potrzebuję, dam sobie radę samo"! Oczywiście, że bardzo dużo potrzebuje. Jednak, gdy domaga się czegoś, to zamiast otrzymać, albo w szczerej rozmowie mieć wytłumaczone, że cała rodzina jest zmuszona do ograniczeń, słyszy wymówki, oskarżenia, wyrzuty lub obelgi. Dla własnego dobra powinno przestać oczekiwać i cieszyć się z tego co ma, cokolwiek by to było. To kolejne kłamstwo, w które można naprawdę uwierzyć. Można uwierzyć, że się nic od opiekunów nie potrzebuje, a tym samym, że nie są do niczego zobowiązani.
Niestety kolejne kłamstwo jest związane z poprzednim. Jeśli już przyjmie się za prawdę, że rodzice nie są zobowiązani wobec dzieci, to najczęściej okazuje się, że dzieci są zobowiązane wobec rodziców. Zdarza się, że ta "prawda" jest przemycana praktycznie od poczęcia. Początkowo ma nie zakłócać spokoju, nie przeszkadzać opiekunom, zająć się samym sobą, gdy podrasta ma wyręczać zmęczonych i spracowanych rodziców, następnie nie chcieć więcej niż mu dają, a następnie ujmować się za niedolą opiekunów. Ma tak często powtarzane, że jest mu lepiej od nich, że dbają o niego, tylko nie potrafi tego docenić, że w końcu zaczyna wierzyć, że swoim zachowaniem może wesprzeć rodzica w jego trudnym położeniu. Jak w to uwierzy, to przepadło. To kłamstwo przewraca świat dziecka i robi z niego dorosłego, a z jego opiekunów jego dzieci. Ta opcja znana jest pod nazwą: "rodzic siada dziecku na kolanach".
Być może wszystkie opisane wyżej, a może i inne nie opisane dysfunkcjonalne zachowania rodziców wobec dzieci nie wyglądają zabójczo. Przecież z dzieci będą później dorośli i mogą sobie decydować, jak będą żyć. Ale to kolejna nieprawda.
Dziecko, które niesie w sobie poczucie krzywdy oraz wszystkie kłamstwa, którymi usprawiedliwiał ową krzywdę, nie jest w stanie prowadzić uczciwego dorosłego życia.
Żeby tak się stało musi najpierw odkryć wszystkie kłamstwa, doświadczyć uczuć, które dzięki kłamstwom nie były doświadczane, zaszlochać nad swoim losem, zbuntować się przeciwko temu, co mu ten los zgotował, zagniewać się i pojąć kim się stał w "procesie wychowawczym", a kim jest naprawdę.
A tymczasem nieświadome tego, że idzie w dorosłe życie z kłamstwami na swój temat i na temat świata, nie rozumie dlaczego inni go oszukują, porzucają, wykorzystują i nadużywają wobec niego swojej władzy. Więc skarży się, płacze, narzeka, usiłuje wpłynąć na otoczenie, na rodzinę, na współpracowników, wysyłając komunikat: "Nie róbcie mi tego"! Zazwyczaj odpowiedź jest prosta - nic ci nie robimy, każdy robi swoje i ty też rób! Ale jak tu robić swoje, jak wszystkie zaprzeczone potrzeby wołają aby je zaspokoić, oddawanie czasu i energii pracodawcy poniża, inni są silni, a ja słaby i się ich boję. Miałem dać sobie radę, a nie daję.
Tak więc okazuje się, że gdyby rodzice zdawali sobie sprawę skąd bierze się ich depresja, czy frustracja i zniechęcenie do życia, roszczeniowy stosunek na przemian ze zwątpieniem. być może przed założeniem rodziny sprawdziliby, jaki bagaż doświadczeń w nią wniosą. Co mają do zaoferowania własnym dzieciom, małżonkowi czy współpracownikom. Poznali prawdę o sobie, co pozwoliłoby uniknąć problemów w przyszłości.
Niestety media, szkoła i zwyczaje społeczne propagują coś zupełnie odwrotnego. Sugerują, że najważniejsze jest ładnie wyglądać, dużo posiadać i żyć dostatnio. Sugerują, że wystarczy tylko chcieć, a to zwykłe łgarstwo.
4 marca 2013
Aspołeczna Ania i jeszcze raz Arkusz RW
Moja znajoma, Ania, poprosiła mnie o pomoc w napisaniu
Arkusza RW. Znalazła się w sytuacji, która zaburzyła jej spokój. Miała nadzieję,
że odzyska go dzięki wypełnieniu Arkusza RW
Opuściła czasowo dom rodzinny i odbywa praktyki studenckie w
innym kraju.
Mieszka w tzw. Apartamencie, gdzie są 4 pokoje ze wspólną
kuchnią i łazienką. Ona zajmuje jeden pokój, pozostałe pokoje zajmują 3 obce
sobie młode kobiety. Dwie z nich: Maria i Teresa sympatyczne, otwarte i bezproblemowe,
o trzeciej: Zofii, mówiły „trudna”. Mieszka z nimi już trzy lata, ale rzadko wychodzi
z pokoju, nawet nie zna miasta. Wychodzi tylko w określonym celu i zaraz wraca.
Twierdzi, ze musi się dużo uczyć, jest zmęczona i dużo śpi.
Problem się zaczął, gdy Ania, została z Zofią tylko we dwie
w domu. Zofia wyszła ze swojego pokoju. Dotychczas cicha zaczęła się panoszyć. Gdzie
szła Ania, tam szła Zofia. Jak Ania chciała przygotować sobie posiłek, to Zofia
dokładnie wtedy chciała w kuchni zamiatać. Prośba, by zrobiła to później,
wywołała focha. Próby wytłumaczenia, że przecież można zamieść za chwilę, pogorszyły
jeszcze sytuację. Zofia uznała, że Ania ją krytykuje i się obraziła. Poszła do
swojego pokoju i zaczęła głośno płakać. Następnie umieściła na facebooku
komunikat, że jej współlokatorka źle ją traktuje.
Ania zaczęła się bać. Nic nie rozumiała. Napisała do
pozostałych lokatorek prośbę o radę i wyjaśnienie. Jak tylko wróciły, to
powiedziały, że zachowanie Zofii jest rzeczywiście dziwne, ale one się już przyzwyczaiły
i Ania ma nie zwracać uwagi, na to co tamta robi.
Ale jak tu nie zwracać uwagi, jak ciągle się zderzają i
Zofia wymusza ustępowanie.
To odebrało Ani spokój. Co robić? Pokój opłacony za cały
miesiąc z góry, a tu taki kwas. Poszła pogadać z Zofią. Niestety efekt był zbliżony
do poprzedniego. Zofia znowu poczuła krzywdę i dała jej głośny wyraz. Ania
zaczęła mieć wątpliwości co do swoich kompetencji.
Wzięła Arkusz RW i najpierw opisała w pierwszych punktach
powyższą historię. Potem przy kolejnych punktach, zaczęła się zastanawiać nad
swoimi uczuciami. Niewątpliwie na pierwszym miejscu był strach, jak sobie z tym
wszystkim poradzić, potem bezradność. Pojawiła się złość na Marię i Teresę, że
jak się umawiała na wspólne mieszkanie, to zataiły przed nią problemy z Zofią. Ale
one stwierdziły, ze nie mają z nią problemu, po prostu ją ignorują. Stąd u Ani
poczucie braku kompetencji, nie była w stanie tak Zofii potraktować.
Nie wyobrażała sobie, ze można być z kimś pod jednym dachem
i go ignorować, zwłaszcza, że Zofia właśnie w stosunku do Ani pozwalała sobie
na zachowanie, które trudno było zignorować. To uczucie Ania określiła jako „byciem
złapanym w pułapkę”.
Wiedziała, że nie krzywdzi Zofii, ale słuchając oskarżeń,
zastanawiała się nad swoją winą.
Kolejny punkt arkusza RW prosi o przypomnienie sobie
podobnych wydarzeń w przeszłości.
Ania przypomniała sobie podobną historię z koleżanką, była
wtedy w gimnazjum i pojechała z koleżanką nad morze do jej rodziny. Źle się tam
czuła i po przyjeździe koleżanka w szkole zaczęła na nią plotkować, mówiła, że
Ania jest winna, że popsuła jej pobyt swoim zachowaniem, bo nie chciała z nią
chodzić, ani się z nią bawić.
Ania po powrocie czuła się winna, nie spodziewała się, że
się nie zaaklimatyzuje i nie sądziła, że nie podoła oczekiwaniom koleżanki,
więc nie protestowała. Patrzyli na nią jak na winną, a ona czuła się winna. Koleżanka
triumfowała.
Potem Ania przy pomniała sobie, jak jej ojciec mówił, że
matka jest winna jego niedoli. Najpierw krzywdziła go, bo zrzędziła i ciągle od
niego coś chciała, a potem zażądała rozwodu i kazała mu się pakować. Wyprowadził
się i przez lata powtarzał Ani podczas niedzielnych spotkań, że został bardzo
skrzywdzony. Ania wtedy mu bardzo współczuła, ale teraz uświadomiła sobie, że
to poczucie krzywdy całkowicie zwolniło ojca z zobowiązań w stosunku do
rodziny. Uświadomiła sobie, że wtedy było dla niej oczywiste, że ojciec miał
prawo nie płacić alimentów, nie brać jej na wakacje, ani nie włączać się w jej
wychowywanie, ponieważ był skrzywdzony. Dzisiaj spojrzała na to inaczej. Dotarło
do niej, że poprzez wzbudzanie winy możemy osiągać korzyści.
Jakie korzyści ma Zofia? To pytanie nasunęło się samo.
Nie uczestniczy w pracach domowych, nie obowiązuje jej
niepisany regulamin, który zazwyczaj ludzie przyjmują mieszkając wspólnie, zasady
takie jak: nie przeszkadzamy sobie nawzajem, wszyscy mamy takie same prawa i obowiązki,
jeśli czegoś chcemy, czy potrzebujemy, informujemy pozostałe osoby jasno i na
czas, jesteśmy wobec siebie uczciwe i lojalne.
W kolejnym strategicznym punkcie Arkusza RW pada stwierdzenie:
Wiem, że denerwuję się
tylko wtedy, gdy ktoś poruszy kwestie, które wyparłam lub stłumiłam, a potem
dokonałam ich projekcji na tę osobę.
Ania zaczyna się poważnie zastanawiać, czy ta cecha, którą
miał ojciec i ma Zofia jest również jej cechą. Czy i jej się zdarzało „robić
sobie miejsce” nie prosząc o nie, a tylko je biorąc poprzez przedstawienie
mocnego argumentu na swoje prawo do tego. Przypomina sobie sesje egzaminacyjne.
Ania nie uczy się systematycznie, uczy się żeby zdać. Jest wtedy w takich
nerwach, że gdyby ją wtedy o coś poprosić, to jest to dla nie afront. Wtedy
jest naprawdę niegrzeczna i aspołeczna. Daje sobie do tego pełne prawo, inaczej
nie ogarnęłaby materiału do egzaminów. Wprowadza się w stan odcięcia umysłu od
reszty ciała.
Ania jest już gotowa zgodzić się z kolejnym punktem Arkusza RW:
Rozumiem, że to co
robi Zofia nie jest ani dobre, ani złe. Przestaję osądzać.
Wraca spokój, sprawa jest jasna.
Poniżej pełen Arkusz RW dla chcących odzyskać spokój.
Data...….
.Arkusz nr ……….. Obiekt X (kto lub co ciebie denerwuje) … …
Pkt. 1.– Przykra dla mnie sytuacja, tak jak ją widzę w tej chwili wygląda
następująco:
...............................................................
2A – Konfrontacja z X.
2B – Z powodu tego, co zrobiłeś (robisz) CZUJĘ SIĘ (określ swoje prawdziwe
uczucia).
Pkt. 3 – Znam swoje uczucia, akceptuję je z miłością i już ich nie osądzam.
Tak/nie
Pkt. 4 – Moje uczucia należą do mnie, nikt nie może sprawić, bym coś czuła. Moje
uczucia odzwierciedlają, jak widzę sytuację.
Tak/nie
Pkt. 5 – Choć nie wiem dlaczego i jak, widzę że moja dusza stworzyła tę
sytuację, bym się uczyła i rozwijała.
Tak/nie
Pkt. 6 – Dostrzegam wskazówki w moim życiu, np. powtarzające się wzorce, które
mówią, ze miałam już wiele okazji do uzdrowienia, ale ich nie rozpoznałam, podaj
przykłady.................................
Pkt. 7 – Jestem gotów przyjąć, że moja misja, czyli „duchowy kontrakt”
zawierała takie przeżycia, nieważne dlaczego.
Tak/nie
Pkt. 8 – Moje złe samopoczucie było sygnałem, że nie dopuszczam miłości do
siebie i do X, osądzam, oczekuję że X się zmieni, postrzegam go jako gorszego
(wylicz sądy, oczekiwania i zachowania, które wskazują, że chciałeś by X się
zmienił.)
.....................................................................................
Pkt. 9 – Wiem, że denerwuję się tylko wtedy, gdy ktoś poruszy kwestie, które
wyparłam lub stłumiłam, a potem dokonałam ich projekcji na tę osobę.
Tak/nie
Pkt. 10 – X ukazuje, że muszę kochać i akceptować siebie samego.
Tak/nie
Pkt. 11 – X odzwierciedla mój błędny punkt widzenia. Wybaczając mu uzdrawiam
siebie i odtwarzam moją rzeczywistość.
Tak/nie
Pkt. 12 – rozumiem, że to co robi X nie jest ani dobre, ani złe. Przestaję
osądzać.
Tak/nie
Pkt. 13.- Wiem, że mam potrzebę oskarżania i muszę zawsze mieć rację. Jestem
gotowa dostrzec doskonałość w tej sytuacji. Jeśli ją dostrzegasz – napisz w
kilku słowach, na czym polega.
Pkt. 14.- Choć nie wiem dlaczego i jak, ale rozumiem że ty i ja otrzymaliśmy
dokładnie to, co podświadomie wybraliśmy i wspólnie wykonaliśmy uzdrawiający
taniec.
Tak/nie
Pkt. 15 – dziękuję ci X za to, że zechciałeś stać się częścią mojego procesu
uzdrawiania i czuję się zaszczycony, że wziąłem udział w twoim uzdrawianiu
Pkt. 16 – uwalniam swoją świadomość od wszystkich uczuć wymienionych w pkt. 2B.
Pkt. 17 – X, doceniam twoją gotowość odzwierciedlenia moich błędnych przekonań i
dziękuję ci za stworzenie mi okazji do zastosowania Radykalnego Wybaczania i
samoakceptacji
Tak/nie
Pkt. 18 – Wiem już, że to co przeżywałam, (moja historia ofiary) dokładnie odzwierciedlało
mój błędny punkt widzenia. Rozumiem, że mogę zmienić tę „rzeczywistość” dzięki
gotowości dostrzeżenia w niej doskonałości. Np.: (spróbuj zastosować Radykalne
Wybaczanie. Może to być ogólne stwierdzenie, że już wiesz iż wszystko jest
doskonałe lub związane z twoją sytuacją, gdyż dostrzegasz w niej dar. Uwaga,
często nie potrafimy tego dostrzec).
i ufam świadomości, ze ta sytuacja będzie się rozwijać w doskonały
sposób, zgodnie z boskimi zaleceniami i duchowym prawem. Rozumiem, że jestem
jednością i czuję się całkowicie złączony ze Źródłem. Odnalazłem swoją
prawdziwą naturę, czyli MIŁOŚĆ i teraz oddaję ją X. Zamykam oczy, by lepiej
poczuć, jak wypełnia ona moje życie i poczuć radość, która się wraz z nią
pojawia.
Pkt.
22 – Informacja dla mnie.
Wiem,
ze jestem istotą duchową, która przezywa ludzki los. Kocham siebie i wspieram w
każdym aspekcie mojego człowieczeństwa.
Arkusz Colina Tippinga Radykalne Wybaczanie
Arkusz można pobrać ze strony Instytutu Radykalnego Wybaczania - Metoda Tippinga
21 lutego 2013
Systematyczna praca
Jeżeli chcemy uzdrowić toksyczny wstyd, musimy go najpierw
wydobyć na światło dzienne. Dopóki będziemy go ukrywać, niczego z nim nie
zrobimy. Jeżeli chcemy go zmienić, musimy się z nim skonfrontować. Jak mówią
terapeuci: "Bez przejścia nie ma wyjścia".
1. Wyjść z ukrycia, czyli nawiązać kontakt z innymi ludźmi,
wymienić szczerze uczucia z osobami, które dla nas coś znaczą.
2. Spojrzeć na siebie oczyma co najmniej jednego
akceptującego członka naszej nowej, wspólnej rodziny (proces odzwierciedlania i
odwzajemniania). Odbudować "interpersonalny pomost" (zerwany kontakt
interpersonalny).
3- Przejść przed 12-stopniowy program powrotu do zdrowia.
4. Pracować nad redukcją wstydu, czyli
"uprawomocnić" uraz porzucenia. Opowiedzieć o nim, opisać go
(odkłamać go). Pisanie bardzo ułatwia uzewnętrznienie wstydliwych doświadczeń z
przeszłości, wyrzucenie z siebie emocji, wyrażenie ich, lepsze ich zrozumienie,
nawiązanie z nimi kontaktu.
5. Wydobyć z ukrycia zagubione wewnętrzne dziecko. Należy w
tym celu nawiązać świadomy kontakt z wewnętrznym, podatnym na zranienia
dzieckiem, który mieszka w nas.
6. Zapoznać się ze wszystkimi odszczepionymi częściami
naszego Ja. Im bardziej je sobie uświadomimy (uzewnętrznimy), tym łatwiej nam będzie
je ogarnąć myślą i scalić.
7. Podjąć decyzję o bezwarunkowej akceptacji każdej części
siebie. Mówić sobie: "Kocham siebie za to, że...". Bardziej
asertywnie wyrażać swoje potrzeby i pragnienia.
8. Wydobyć z ukrycia nieświadome wspomnienia z przeszłości i
zlepki obrazów sytuacji, w których nas zawstydzano, nauczyć się różnych
sposobów ich uzdrawiania.
9. Wykonywać ćwiczenia ułatwiające lepsze uświadomienie
dotychczasowego obrazu siebie i zmianę tego obrazu.
10. Uświadomić sobie, co mówią głosy wewnętrzne, nakręcające
w nas spiralę wstydu. Wykonywać ćwiczenia, mające na celu ich przerwanie,
zastąpienie ich głosami nowymi, pozytywnymi, podtrzymującymi. Uświadomić sobie,
jakie sytuacje interpersonalne najczęściej uruchamiają spiralę wstydu.
11. Wypracować konstruktywne sposoby radzenia sobie z ludźmi,
którzy nas krytykują i zawstydzają - trening asertywności, stosowanie technik
wykorzystujących punkty zaczepienia, służących uzewnętrznieniu wstydu.
12. Nauczyć się wyciszać za pomocą modlitwy i medytacji.
Poprzez modlitwę i medytację skoncentrować się na Sile Wyższej, w niej szukać
oparcia.
Wszystkie wymienione wyżej metody uzewnętrzniania wstydu
zaczerpnięty z najważniejszych nurtów psychoterapii. Większość metod
terapeutycznych dąży do ujawnienia i uświadomienia tego, co ukryte i nieświadome.
Aby móc te techniki opanować, musimy je ćwiczyć. Musimy je systematycznie powtarzać,
bo tylko wtedy będą skuteczne. Jeśli ty będziesz pracować i (metody) będą
pracować.
Źródło: Internet
17 lutego 2013
Współuzależnienie jako choroba
Timmon Cermak w Journal of
Psychoactive Drugs (1986) dowodzi, że współuzależnienie można zdefiniować za
pomocą kryteriów DSM-III7 dla osób o mieszanych zaburzeniach umysłowych.
Proponuje pięć kryteriów diagnostycznych w stylu DSMIII.
Według Cermaka podstawowe
cechy współuzależnienia to:
1) ustawiczne lokowanie
poczucia własnej wartości w zdolności do wpływania/kontrolowania uczuć i
zachowań swoich i cudzych pomimo oczywistych dowodów, że konsekwencje są odwrotne;
2) branie odpowiedzialności za
zaspokajanie cudzych potrzeb w stopniu uniemożliwiającym zaspokajanie swoich
potrzeb;
3) niepokój i upośledzenie
systemu granic w sytuacjach poufałego zbliżenia i osamotnienia;
4) zaplątanie się w związek z
osobą posiadającą zachwianą osobowość, uzależnioną od narkotyków lub
chorobliwie impulsywną;
5) doznawanie (w każdej kombinacji
co najmniej trzech lub więcej) silnych emocji lub ich całkowitego braku, w tym:
- gwałtownych wybuchów,
- depresji,
- chorobliwej czujności,
- przymusowych impulsów,
- strachu,
- nadmiernej ufności wobec
zaprzeczania,
- nadużywania substancji,
- powtarzających się nadużyć fizycznych
i seksualnych,
- chorób o podłożu stresowym
- i/albo związek z osobą aktywnie
nadużywającą substancji, trwający przynajmniej dwa lata, bez szukania pomocy na
zewnątrz.
W swojej książce Diagnosing and Treating Codepen-dence (1986)
pisze:
Terapeuci o tradycyjnym podejściu
do zdrowia psychicznego próbują leczyć(osobno) symptomy współuzależnienia, diagnozując
pacjentów jako mających zaburzenia lękowe, depresje, histeryczne zaburzenia
osobowości lub zaburzenia związane z zależną osobowością, by wymienić tylko
niektóre objawy.(...) Jeśli zgodzimy się, że współuzależnienie istnieje na równi
z innymi zaburzeniami osobowości, takimi jak graniczne, narcystyczne czy zależne
osobowości, powinno stać się
oczywiste, że zasługuje ono
na to, aby je leczyć równie wypróbowanymi, klinicznymi metodami.
Ponieważ jednak ani język,
ani kryteria używane dla opisania współuzależnienia nie są spójne i nie są ujęte
w jakieś ogólnie przyjęte ramy przez tych, którzy próbują leczyć to zaburzenie,
aż dotąd było niemożliwe przeprowadzanie odpowiednich badań, wymaganych do
tego, aby uznać je oficjalnie za "chorobę". Dopóki takie badania nie
zostaną przeprowadzone, zasady obowiązujące we wspólnocie psychologów nie
pozwalają na uznanie współuzależnienia za chorobę.
Ci z nas, którzy zajmują się ludźmi
udręczonymi przez przymusowe symptomy współuzależnienia, nie mogą jednak czekać
na oficjalne zaszeregowanie tej choroby. Czymkolwiek współuzależnienie jest, z
pewnością działa jak każda inna choroba.
źródło: Internet
1 stycznia 2013
"Powrót do miłości"
Naszym największym lękiem nie jest to, że jesteśmy
niewystarczający.
Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy mocniejsi
ponad miarę.
To nasze światło, nie nasza ciemność najbardziej nas
przeraża.
Pytamy siebie, Kim jestem aby być wspaniałym, olśniewającym,
utalentowanym ?
W racji samej , kim nie chcesz być ?
Jesteś dzieckiem Bożym. Twoje chowanie się w cień nie służy
światu.
Nie ma nic mądrego w kurczeniu się po to, aby inni nie
poczuli się niepewnie w twojej obecności.
Wszyscy mamy błyszczeć tak jak dzieci.
Urodziliśmy się, aby manifestować chwałę Bożą, która jest w
nas.
Ona nie jest tylko w niektórych, jest w każdym z nas.
Gdy odsłonimy nasze wewnętrzne światło, nieświadomie
pozwolimy też innym, aby uczynili to samo.
Gdy wyzwolimy się z własnego strachu, samą swoją obecnością
będziemy automatycznie wyzwalać innych.
Cytat pochodzi z książki autorstwa Marianne Williamson :
“Return to Love” – ” Powrót do Miłości ”
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Metody, które stosuje jedna ludzka istota do zniewolenia drugiej, cechuje zadziwiająca konsekwencja. W zeznaniach zakładników, więźniów po...
-
Wypełnienie Arkusza Radykalnego Wybaczania może sprawiać problem, dlatego poniżej przedstawiam mój własny arkusz, sytuację która sprawiła, ...
-
Jeśli znasz Zen lub inne metody medytacji, możesz spróbować japońskiej metody samoobserwacji zwanej terapią Naikan. „Jest to procedura, dzi...