17 sierpnia 2013

"Twoje prawo do bogactwa"

krótka praca własna

1. opisz pewien idealny sposób życia, który będzie całkowitym przeciwieństwem twojego ograniczającego przekonania. Wyobraź sobie, ze byłoby idealnie, gdyby......

2. co powstrzymuje mnie przed życiem w ten idealny sposób?

3. kiedy wyobrażasz sobie ten nowy sposób życia, w tym przypadku życie, w którym oczekujesz, ze inni....., zapytaj siebie: "czego się w takim życiu boję?"

Ten strach tkwi głęboko w podświadomości i jest pewnie jedyna rzeczą, która powstrzymuje nas przed naturalnym życiem w pełnej obfitości.
Kiedy uświadomimy sobie, ten strach, zniknie on

1. To ja wyobrażam sobie, ze byłoby idealnie, gdybym była w relacji z jakimś mężczyzną, takiej relacji jak jestem z moja córka, albo choćby z przyjaciółką.
2. Nie szukam takiego mężczyzny i prawdę mówiąc i nie wierze, ze tacy są. Mam bardzo złe zdanie na temat mężczyzn. Nie można im zaufać, są pogubieni i nieobliczalni (z takimi mam zazwyczaj do czynienia).
4. Czego się w takim życiu boję?
że mnie ten "idealny" facet wykołuje i zostanę zraniona, bo mnie się będzie ta relacja tak podobała, że całkowicie na niego postawię, a on się okaże taki jak wszyscy mezczyzni - oszust i kłamca.

Chyba działa, bo moja następna myśl jest taka: "po co mam szukać innego faceta, mój własny oszust mi
 wystarczy".

Ćwiczenie zaczerpnięte z książki C. Sisson "Twoje prawo do bogactwa"


https://zrozumiecemocje.com.pl/

17 czerwca 2013

list od Wewnętrznego Dziecka

Kolejnym zaleceniem J. Bradshaw'a jest napisanie listu w imieniu Wewnętrznego Dziecka. Należy go napisać ręką niedominującą, aby zaangażować niedominująca część mózgu i zmniejszyć udział części myślącej
logicznie i kontrolującej. Dzięki temu łatwiej wczuć się w Wewnętrzne Dziecko.

List od Mojego Wewnętrznego Dziecka (pisany lewą ręką) jest następujący:

Droga Annmarie,

proszę pobądź za mną. popatrz na mnie, uśmiechnij się i daj swój palec, bym mogla go potrzymać. Daj mi tyle czasu, abym zechciała być sama. Przychodź do mnie na chwilę, żebym wiedziała, że jesteś. Pokaż mi, że mnie lubisz i chcesz być ze mną.

Twoja Mała Annmarie
https://zrozumiecemocje.com.pl/




list do Wewnętrznego Dziecka

J. Bradshaw w książce "Powrót do swego wewnętrznego domu" zaleca napisanie listu do swojego wewnętrznego dziecka.
Podczas porządków znalazłam ten napisany dawno temu list. Wzruszył mnie i postanowiłam go
opublikować. Oto on:

Moja malutka Annmarie,

to niesamowite, że z małego ziarenka w brzuchu swojej mamy, urosłaś na tyle, by mieć siłę przetrwania i pojawić się na świecie.
Bardzo ci współczuję, że wygląd twój zaskoczył twoją mamę i wzbudził jej poczucie winy i wstyd. Współczuję ci, że cały czas przebywając ze swoimi rodzicami miałaś do czynienia w ich wstydem, zażenowaniem i kłopotliwymi uczuciami, za które obarczali również ciebie.
Cieszę się, że jesteś dziewczynką, chociaż może chłopiec by sobie lepiej z twoją wada poradził.
Do końca życia będę ci pomagać w wykorzystaniu tej trudnej sytuacji, byś dzięki niej poczuła i wykorzystała swoją wewnętrzną moc. Dogłębnie zrozumiała, czemu ludzie krzywdzą swoje dzieci, nawet nie wiedząc o tym, że to robią. Dlaczego potem te krzywdzone dzieci, gdy stają się dorosłe, krzywdzą innych dorosłych oraz swoje l/lub cudze dzieci.
Malutka Annmarie, przykro mi, że otrzymałaś ładunek emocjonalny swoich opiekunów, gdy byłaś tak maleńka, że nie byłaś w stanie go unieść i załamałaś się pod jego ciężarem. Bardzo ci współczuję. Dodatkowo współczuję ci również z tego powodu, że twoja mama była osobą współuzależnioną i uciekała od swoich emocji w zajęcia domowe, kłótnie z bliskimi i śnienie na jawie. Przez to nie dostrzegała twoich potrzeb zależnościowych i uniemożliwiała twój prawidłowy rozwój.
Jest mi przykro, że twoja mama wymyśliła sobie, że twoja 3 lata starsza siostra, będzie się cieszyć zajmowaniem tobą  i zabawianiem ciebie. A ona się nie cieszyła i bardzo ciebie nie lubiła, przeszkadzałaś jej w zabawie i traktowała ciebie jak wroga.
Wiem, że doświadczyłaś wiele złości  wokół siebie, nawet nienawiści i spychania obowiązków, przez co czułaś się ciężarem dla innych.  
Przykro mi, że szybko po tym jak pojawiłaś się na świecie, żałowałaś że tu jesteś i myślałaś, że lepiej by było, gdybyś się nie urodziła.
Kocham cię taką, jaka byłaś i jesteś, dobrze że się urodziłaś i przetrwałaś ten trudny czas.
Życzę ci, aby te doświadczenia wygenerowały w tobie umiejętności zrozumienia siebie i innych oraz zgody na to, że ten świat jest taki, jaki jest i ludzie są tacy, jak ich ten świat ukształtował.

Twoja na zawsze Duża Annmarie

6 czerwca 2013

Moje uczucia należą do mnie, nikt nie może sprawić, bym coś czuł!

radical forgiveness.com
Moje uczucia należą do mnie, mój jest pomysł, jak chcę żyć i jakie chcę mieć relacje z innymi. Inni mają tak
samo. Ich uczucia należą do nich, ich są pomysły na to, jak będą żyć i jakie będą mieć relacje. Moje to moje, a ich to ich.
Mam sąsiadów, dobrze starsze małżeństwo emerytów, dzieci poszły na swoje. Pomagam im i przyglądam się jak żyją.  Współczuję im, nie zazdroszczę, ale też rozumiem, że coś za coś. Albo się chce zrozumieć, co się wydarza i dlaczego, albo tylko "postawić na swoim". Widzę, że "postawienie na swoim" ma różne oblicza. Jednym z nich jest tzw. "dobroć i staranie" - to żona. Tak się stara, żeby mężowi i dzieciom  było dobrze, że w tym ferworze nawet nie sprawdza, jak reszta rodziny na nią patrzy. Ona nawet na chwilę nie siada. Ciągle biega, myśli, domyśla się, koryguje siebie i innych, planuje co zrobi najpierw, a co potem, ustawia i przestawia nieustannie kolejkę rzeczy, które są "do zrobienia". Nie komunikuje się z nikim, bo na to już ani czasu, ani miejsca nie ma. Dużo wie, widzi wszystko lub prawie wszystko, natychmiast reaguje, ma nad wszystkim kontrolę. Jej para to mąż-odlatywacz. Ten w głowie ma moc, potrafi wszystko, co zechce. Jeśli tego nie robi, to właśnie mu się nie chce, albo stwierdza, że inni nie zasługują na jego wysiłek. Jak odlatywacz stawia na swoim? Jak powie, że czegoś nie zrobi, to nie ma siły. Zmusza do zrobienia tego swoją małżonkę - kontrolerkę, albo dzieci. Do tej pary brak łącznika (pewnie dawniej ta rola należała do dzieci), Ratownik - łącznik najpierw słucha i patrzy, a potem ma pomóc. Ale jak ma pomóc, skoro pole manewru jest znikome. Kto ma rację? Mąż obrażony, bo żona "traktuje go jak psa", czy żona, która ma za partnera "lenia i obiboka". "Pani patrzy - ten leń znowu siedzi i nic nie robi, to się w głowie nie mieści!". Ratownik może w końcu stracić cierpliwość w bezskutecznych próbach znalezienia wspólnego języka dla obydwojga. Wtedy najlepszym rozwiązaniem będzie przypomnienie sobie, że każdy człowiek ma swoją drogę życiową, swój plan i swoje metody jego realizacji. Ja mam swój, oni mają swój. Moje uczucia należą do mnie, a ich uczucia należą do nich.
I tak naprawdę, to właśnie o te uczucia chodzi i sposoby radzenia sobie z nimi. Nie przeżywanie, nie doświadczanie, nie rozumienie i nie dostrzeganie w nich wskazówek do budowania relacji ze sobą i światem. Radzenie sobie z nimi, to nic innego tylko robienie różnych rzeczy, by ich do siebie nie dopuścić. To jest duży problem, dopuścić do siebie te uczucia, które się ma teraz, w tym momencie życia, na skutek tej sytuacji, która zaistniała. Żeby je zaakceptować, trzeba by je pojąć w kontekście ciągłości. Człowiek jest istotą emocjonalną. Emocje są przejawem uczuć, a te towarzyszą od chwili przyjścia na świat. Doświadczane dzisiaj emocje zawierają uczucia, które są takie same u dziecka, jak i u dorosłego. Emocje ulegają zmianie. uczucie jest niezmienne, tylko inaczej je wyrażamy. Albo nie wyrażamy, uciekając w pracę, odlatywanie, ratowanie, nie wspominając o nałogach.

https://zrozumiecemocje.com.pl/

29 maja 2013

Trzy zdrowie kierunki ludzkiego działania

Virginia Satir określiła 3 prawidłowe kierunki ludzkiego działania.

Pierwszy związany jest z przekonaniami dotyczącymi rodzaju ludzkiego. Świadomości, że ludzie rzadko osiągają doskonałość w tym, co robią oraz, że tylko nieliczni celowo zachowują się destrukcyjnie, może ogromnie ułatwić spojrzenie na inną osobę jak na zwykłego człowieka, takiego samego, jak ty.

Drugi kierunek dotyczy pogłębiania samoświadomości, zdobywania wiedzy o sobie samym i w konsekwencji rozwijania zdolności do określenia swojego miejsca w życiu.Przyczynia się to do wzrostu pewności siebie i zaufania.

Trzeci kierunek działania wiąże się z wewnętrznym przekonaniem, że każdy człowiek musi stać na własnych nogach. Nikt nie zgoła nas w tym wyręczyć. Dotyczy to zarówno nieprzyjemnych, jak i radosnych dziedzin życia. Jeżeli jedna osoba przez dłuższy czas niesie na swoich barkach drugą, jest nieuniknione, że obie staną się kalekami.

Istnieje bardzo wiele możliwości, aby w związkach z innymi cieszyć się wzajemnie swoimi ciałami, intelektem, uczuciami i wspólnymi przedsięwzięciami.

Dopóki mamy oczy otwarte i pozostajemy w gotowości, nasze możliwości są nieograniczone.

https://zrozumiecemocje.com.pl/

21 maja 2013

Wściekłoholicy

Stosując kody modlimy się o uzdrowienie wszelkich negatywnych obrazów, niezdrowych przekonań, destrukcyjnych wspomnień i problemów związanych z tym, co aktualnie odbiera spokój i radość z życia.
Moja modlitwa i kody sprawiły, że zaczęłam sobie uświadamiać, jaka właściwie była relacja moich rodziców, co było osią ich komunikacji. Pojawiło się w mojej głowie hasło "wściekłoholik". To z Bredshawa, on tak opisywał siebie, zanim rozpoczął swoje leczenie. 

Wczoraj wieczorem długo rozmawiałam z młodą kobietą. Przyznała się, że jej relacja z mężczyzna jest potencjalnie tak przerażająca, że jej unika. Stosuje rożne triki i sztuczki, ale dopiero wczoraj przyznała się do nich. To sprawiło, że zaczęłam myśleć o jej problemie w kontekście wściekłoholizmu.
Uświadomiłam sobie, że jego korzenie tkwią w niemożności nawiązania jakiejkolwiek relacji z rodzicem. To moja historia. Aktualnie nie identyfikuję się w wściekłoholizmem, ale prawdopodobnie dlatego, że jestem od rozwodu "wolnym strzelcem". Gdybym wyszła za mąż, jest wielce prawdopodobne, że proces by ruszył. Byłam zdecydowanie wściekłoholiczką, gdy wychodziłam z mąż. Podobnie jak ta kobieta, gdy sama byłam młoda, wybierałam mężczyzn słabych, nad którymi czułam, że będę miała kontrolę. I tak było, ale te związki nie dawały mi satysfakcji. Mężczyźni rzeczywiście dawali sobą kierować, ale kłamali, pili, nie umieli pracować, śnili o tym, że kiedyś będą kimś. Niemożność nawiązania z nimi kontaktu doprowadzała mnie do rozpaczy, zwłaszcza, gdy byli pijani. Teraz rozumiem, że odtwarzałam niemożność komunikacji z ojcem. Przynajmniej pijaństwo dawało mi jakieś wyjaśnienie, dlaczego nie mogę nawiązać kontaktu.
W końcu wyszłam za mąż za alkoholika (chociaż mój ojciec alkoholikiem nie był). Udało mi się sprawić, żeby mój maż przestał całkowicie pić i wtedy się okazało, że nadal nie ma możliwości kontaktu. Unikał mnie, doprowadzał do wściekłości i wtedy nazywał wariatką.
Tak było między moimi rodzicami. Ojciec unikał matki, doprowadzał ją tym do szału i wtedy odcinał się całkowicie od tego wszystkiego i ona była w rozpaczy.
Wściekłoholik najbardziej potrzebuje odczuwać rozpacz. To jest rozpacz człowieka, który nie może się "dopukać" do drugiego człowieka. Problem jest taki, że puka do kogoś, kto ma od dawna wszystkie drzwi pozamykane i to na głucho.
Teraz przyglądam się innej rodzinie, w której kobieta wzięła za męża alkoholika i jakoś przetrwała z nim do czasu, aż zostali sami, na emeryturze, dzieci "wyfrunęły". Zaczęła do niego "pukać", a tam pustka, więc się złości. Gdy obserwuję jak ona "puka", to rozumiem dlaczego nie może się dopukać. Bo ona to robi jak dziecko z adhd. Mówi o tym, co widzi, co słyszy, co myśli. najbardziej o tym, co myśli, a myśli latają jej po głowie, jedna pociąga drugą, odlatuje w tym myśleniu i dywagowaniu i pyta potem o jego zdanie. Nie rozumie, że to są jej myśli, jej dywagacje, jej "terkotka" w głowie i nie ma takiej możliwości, żeby ktoś na zewnątrz za nią nadążył, zwłaszcza, że musiałby tego chcieć.
Ja, osobiście, tego nie chcę.
Wiem, że relację nawiązuje się w inny sposób, ale pamiętam też siebie z czasów, gdy robiłam tak samo.
Tak się dzieje dlatego, że dziecka nikt nie słuchał, zostawało samo ze swoimi myślami, nie mogło ich skonfrontować z rzeczywistością. Dorosły nie pomógł tych myśli zrozumieć i przekształcić w refleksje, tak by właśnie tymi refleksjami się dzielić, a nie myślami. Wściekłoholik nie miał się z kim podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat życia i ułożyć z tego jakiejś sensownej całości. Rodzice nie mówili prawdy, nie mówili kim są i dziecko samo sobie układało w głowie, o co może chodzić. Może o to, może o tamto, pewnie o to i o to. I tak zostało do dorosłości, ciagłe myślenie, o co komuś chodzi, wtedy gdy coś robi, a zwłaszcza robi nam.
Wściekłość jest z powodu niemożności dorastania i pojmowania tego wszystkiego, co jest wokół. Zwłaszcza, że jest się świadkiem, że inni pojmują i się w tym odnajdują.
Wtedy dociera, że się jest nie z tego świata. Stara się więc stworzyć enklawę. Znaleźć kogoś, kto też jest nie z tego świata i z nim się połączyć.
Potem się zapomina, czego ta wściekłość dotyczy, bo się ją ciągle czuje. A zwłaszcza, gdy partner nie chce słuchać, nie chce pomagać zrozumieć siebie i świata, zamyka się w swojej pracy, znajomych, alkoholu i wtedy się ją czuje na niego.   Rośnie człowiek i nic nie rozumie.
Nie rozumie co się dzieje z nim, z innymi, dlaczego tak działa świat, dlaczego nie może mieć tego czego potrzebuje i więcej. Nic nie rozumie. I to doprowadza do rozpaczy i wściekłości i się wścieka. Musi się złączyć z kimś, kto też nie pojmuje. Ale wtedy jest podwójna rozpacz.

https://zrozumiecemocje.com.pl/


20 maja 2013

Pozycje kodów uzdrawiania- z książki Alexandra Loyda i Bena Jonsona


I: Pozycja Grzbiet nosa
II. Pozycja wypoczynkowa


III. Pozycja jabłko Adama (nie posiada pozycji wypoczynkowej)

IV. Pozycja Szczęka
V. Pozycja wypoczynkowa

IV. Pozycja Skronie

VII. Pozycja wypoczynkowa

W pozycji wypoczynkowej opuszki palców powinny być skierowane w stronę centrum energetycznego.