29 maja 2013

Trzy zdrowie kierunki ludzkiego działania

Virginia Satir określiła 3 prawidłowe kierunki ludzkiego działania.

Pierwszy związany jest z przekonaniami dotyczącymi rodzaju ludzkiego. Świadomości, że ludzie rzadko osiągają doskonałość w tym, co robią oraz, że tylko nieliczni celowo zachowują się destrukcyjnie, może ogromnie ułatwić spojrzenie na inną osobę jak na zwykłego człowieka, takiego samego, jak ty.

Drugi kierunek dotyczy pogłębiania samoświadomości, zdobywania wiedzy o sobie samym i w konsekwencji rozwijania zdolności do określenia swojego miejsca w życiu.Przyczynia się to do wzrostu pewności siebie i zaufania.

Trzeci kierunek działania wiąże się z wewnętrznym przekonaniem, że każdy człowiek musi stać na własnych nogach. Nikt nie zgoła nas w tym wyręczyć. Dotyczy to zarówno nieprzyjemnych, jak i radosnych dziedzin życia. Jeżeli jedna osoba przez dłuższy czas niesie na swoich barkach drugą, jest nieuniknione, że obie staną się kalekami.

Istnieje bardzo wiele możliwości, aby w związkach z innymi cieszyć się wzajemnie swoimi ciałami, intelektem, uczuciami i wspólnymi przedsięwzięciami.

Dopóki mamy oczy otwarte i pozostajemy w gotowości, nasze możliwości są nieograniczone.

https://zrozumiecemocje.com.pl/

21 maja 2013

Wściekłoholicy

Stosując kody modlimy się o uzdrowienie wszelkich negatywnych obrazów, niezdrowych przekonań, destrukcyjnych wspomnień i problemów związanych z tym, co aktualnie odbiera spokój i radość z życia.
Moja modlitwa i kody sprawiły, że zaczęłam sobie uświadamiać, jaka właściwie była relacja moich rodziców, co było osią ich komunikacji. Pojawiło się w mojej głowie hasło "wściekłoholik". To z Bredshawa, on tak opisywał siebie, zanim rozpoczął swoje leczenie. 

Wczoraj wieczorem długo rozmawiałam z młodą kobietą. Przyznała się, że jej relacja z mężczyzna jest potencjalnie tak przerażająca, że jej unika. Stosuje rożne triki i sztuczki, ale dopiero wczoraj przyznała się do nich. To sprawiło, że zaczęłam myśleć o jej problemie w kontekście wściekłoholizmu.
Uświadomiłam sobie, że jego korzenie tkwią w niemożności nawiązania jakiejkolwiek relacji z rodzicem. To moja historia. Aktualnie nie identyfikuję się w wściekłoholizmem, ale prawdopodobnie dlatego, że jestem od rozwodu "wolnym strzelcem". Gdybym wyszła za mąż, jest wielce prawdopodobne, że proces by ruszył. Byłam zdecydowanie wściekłoholiczką, gdy wychodziłam z mąż. Podobnie jak ta kobieta, gdy sama byłam młoda, wybierałam mężczyzn słabych, nad którymi czułam, że będę miała kontrolę. I tak było, ale te związki nie dawały mi satysfakcji. Mężczyźni rzeczywiście dawali sobą kierować, ale kłamali, pili, nie umieli pracować, śnili o tym, że kiedyś będą kimś. Niemożność nawiązania z nimi kontaktu doprowadzała mnie do rozpaczy, zwłaszcza, gdy byli pijani. Teraz rozumiem, że odtwarzałam niemożność komunikacji z ojcem. Przynajmniej pijaństwo dawało mi jakieś wyjaśnienie, dlaczego nie mogę nawiązać kontaktu.
W końcu wyszłam za mąż za alkoholika (chociaż mój ojciec alkoholikiem nie był). Udało mi się sprawić, żeby mój maż przestał całkowicie pić i wtedy się okazało, że nadal nie ma możliwości kontaktu. Unikał mnie, doprowadzał do wściekłości i wtedy nazywał wariatką.
Tak było między moimi rodzicami. Ojciec unikał matki, doprowadzał ją tym do szału i wtedy odcinał się całkowicie od tego wszystkiego i ona była w rozpaczy.
Wściekłoholik najbardziej potrzebuje odczuwać rozpacz. To jest rozpacz człowieka, który nie może się "dopukać" do drugiego człowieka. Problem jest taki, że puka do kogoś, kto ma od dawna wszystkie drzwi pozamykane i to na głucho.
Teraz przyglądam się innej rodzinie, w której kobieta wzięła za męża alkoholika i jakoś przetrwała z nim do czasu, aż zostali sami, na emeryturze, dzieci "wyfrunęły". Zaczęła do niego "pukać", a tam pustka, więc się złości. Gdy obserwuję jak ona "puka", to rozumiem dlaczego nie może się dopukać. Bo ona to robi jak dziecko z adhd. Mówi o tym, co widzi, co słyszy, co myśli. najbardziej o tym, co myśli, a myśli latają jej po głowie, jedna pociąga drugą, odlatuje w tym myśleniu i dywagowaniu i pyta potem o jego zdanie. Nie rozumie, że to są jej myśli, jej dywagacje, jej "terkotka" w głowie i nie ma takiej możliwości, żeby ktoś na zewnątrz za nią nadążył, zwłaszcza, że musiałby tego chcieć.
Ja, osobiście, tego nie chcę.
Wiem, że relację nawiązuje się w inny sposób, ale pamiętam też siebie z czasów, gdy robiłam tak samo.
Tak się dzieje dlatego, że dziecka nikt nie słuchał, zostawało samo ze swoimi myślami, nie mogło ich skonfrontować z rzeczywistością. Dorosły nie pomógł tych myśli zrozumieć i przekształcić w refleksje, tak by właśnie tymi refleksjami się dzielić, a nie myślami. Wściekłoholik nie miał się z kim podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat życia i ułożyć z tego jakiejś sensownej całości. Rodzice nie mówili prawdy, nie mówili kim są i dziecko samo sobie układało w głowie, o co może chodzić. Może o to, może o tamto, pewnie o to i o to. I tak zostało do dorosłości, ciagłe myślenie, o co komuś chodzi, wtedy gdy coś robi, a zwłaszcza robi nam.
Wściekłość jest z powodu niemożności dorastania i pojmowania tego wszystkiego, co jest wokół. Zwłaszcza, że jest się świadkiem, że inni pojmują i się w tym odnajdują.
Wtedy dociera, że się jest nie z tego świata. Stara się więc stworzyć enklawę. Znaleźć kogoś, kto też jest nie z tego świata i z nim się połączyć.
Potem się zapomina, czego ta wściekłość dotyczy, bo się ją ciągle czuje. A zwłaszcza, gdy partner nie chce słuchać, nie chce pomagać zrozumieć siebie i świata, zamyka się w swojej pracy, znajomych, alkoholu i wtedy się ją czuje na niego.   Rośnie człowiek i nic nie rozumie.
Nie rozumie co się dzieje z nim, z innymi, dlaczego tak działa świat, dlaczego nie może mieć tego czego potrzebuje i więcej. Nic nie rozumie. I to doprowadza do rozpaczy i wściekłości i się wścieka. Musi się złączyć z kimś, kto też nie pojmuje. Ale wtedy jest podwójna rozpacz.

https://zrozumiecemocje.com.pl/


20 maja 2013

Pozycje kodów uzdrawiania- z książki Alexandra Loyda i Bena Jonsona


I: Pozycja Grzbiet nosa
II. Pozycja wypoczynkowa


III. Pozycja jabłko Adama (nie posiada pozycji wypoczynkowej)

IV. Pozycja Szczęka
V. Pozycja wypoczynkowa

IV. Pozycja Skronie

VII. Pozycja wypoczynkowa

W pozycji wypoczynkowej opuszki palców powinny być skierowane w stronę centrum energetycznego.

18 maja 2013

Aby wartość można było nazwać wartością

W uzupełnieniu poprzedniego posta poniżej wyjaśnienie, czemu wyimaginowana przeze mnie "wyższa wartość" była przejawem dysfunkcjonalności i przez długie lata nie pozwalała mi widzieć rzeczy takimi jakie są naprawdę..
Dzięki mojej imaginacji mogłam być posłuszna i podporządkowana.
Jako dorosła osoba stwierdzam, że moi rodzice nadużywali władzy rodzicielskiej i przez to powstał mój zafałszowany pogląd, czym jest "wartość". 

Aby wartość można było nazwać wartością, musi spełniać 7 następujących kryteriów:

1. Musi być wybrana dobrowolnie.
2. Wybór musi być dokonany po rozważeniu wszystkich alternatyw.
3. Przy dokonywaniu wyboru musi istnieć pełna świadomość konsekwencji tego wyboru.
4. Wybrana wartość musi być dla podmiotu cenna i bliska.
5. Musi zostać ogłoszona publicznie.
6. Nie może być wyłącznie deklarowana, musi być realizowana.
7.Musi być realizowana systematycznie.

za Sidney, Simon i Kirschenbaum


https://zrozumiecemocje.com.pl/

17 maja 2013

Arkusz i Kody Uzdrawiania

Zrobiłam dzisiaj Arkusz na osobę, która przebywając ze mną, tak kieruje sprawami, by wszystko było zgodnie z jej planem, bez konsultacji ze mną. Nie mam już jej tego za złe, ale obudziły się moje uczucia, z czasu, gdy byłam w podobnie zniewalający sposób traktowana w moim domu rodzinnym. Napisałam w Arkuszu w punkcie powtarzających historii, że wtedy musiałam się podporządkowywać, chociaż nigdy mi nie tłumaczono, o co w chodzi. Ciężko mi było się podporządkowywać, gdyż nie rozumiałam sensu różnych decyzji i nakazów. Gdy pytałam dlaczego mam coś robić, odpowiadano mi: "bo ja tak chcę" (to moja mama), "bo tak trzeba", "nie pytaj, tylko rób!". Pisząc Arkusz zrozumiałam, że aby sprostać tym wymaganiom, zostałam zmuszona do uznania, że jest jakaś wyższa wartość, o której nie wiem; ale pewnie  bym jej i tak nie zrozumiała.
Stawiałam siebie w pozycji głupszej od osoby, która mi rozkazuje. Tak mają dzieci, dorosły zawsze jest postrzegany jako autorytet.  Dziecko myśli, że dorosły wie, dlaczego każe coś wykonać.
Niestety złapałam siebie na tym, że mam tak do dzisiaj. Gdy ktoś oczekuje ode mnie, że się podporządkuję, automatycznie argumentuję sobie, że stoi za tym jakieś wyższe dobro, np dobro firmy, albo dobro grupy. Nie zastanawiam się, o jakie dobro chodzi, działa stary mechanizm - nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Pisany dzisiaj Arkusz dotyczył prób zniewolenia tak ot, ponieważ osoba, która teraz narzuca mi swoją wolę tak funkcjonuje. Ona robi to nie tylko w stosunku do mnie.
Moje odkrycie "arkuszowe", że automatem potrafię się podporządkować, widząc wartości wyższe nawet tam, gdzie ich nie ma, bardzo mnie ucieszyło. Może wreszcie zrobię z tym porządek. Ale pojawiły się uczucia, trudne i ciężkie, wyraźnie dotyczące przeszłości, tych czasów, gdy wielokrotnie korzystałam z mojej metody bycia posłuszną, wbrew mojej woli.
Postanowiłam skorzystać z "Kodów uzdrawiania". Jest to technika opisana w książce pod tym tytułem, autorami są Alexander Loyd i Ben Johnson. Dwaj lekarze z naukowego punktu widzenia podeszli do uzdrawiania duchowego. Pozycja, którą powinien przeczytać każdy człowiek który chce być zdrowy.
Sam kod jest nieskomplikowany (bardziej skomplikowane jest zrozumienie jak on działa).
Oto kroki:
1) Oceń, jak dalece dany problem cię niepokoi, w skali od zera do dziesięciu, gdzi dzesięć oznacza najbardziej bolesny.

Jest to bolesne dla mnie w skali 10, bo czuję jak bardzo mnie boli serce, jakby się kurczyło, gdy o tym myślę i ból promieniuje na lewą rękę.

2) Określ, jakie uczucia i/lub jakie niezdrowe przekonania są związane z twoim problemem.

Obawiam się sprzeciwiać komuś, kto mi coś narzuca i do tego jeszcze z uśmiechem, albo dla mojego dobra. Zawsze wtedy przyjmuję to za dobrą monetę i myślę, że właściwie, czemu nie. Dopiero potem stwierdzam, że nie miałam na to ochoty. Nie chciałam się sprzeciwiać, żeby nie robić przykrości i nie zrażać sobie tej osoby. Niestety, gdy już tak zrobię, to często potem wiję się i wykręcam, bo to jakoś eskaluje. Im bardziej się zgadzam, tym na więcej mam się zgadzać. I dochodzę do takiego kresu, że muszę odejść. Jest mi wtedy przykro.

3) Wyszukiwarka wspomnień: pomyśl, czy zdarzyło ci się już kiedyś, że czułeś to samo co teraz, nawet jeśli okoliczności były inne. Szukamy "uczucia" tego samego rodzaju. Nie zagłębiaj się w to zbytnio - po prostu zastanów się przez moment, czy w twoim życiu była inna chwila, w której czułeś się jak teraz. Postaraj się dotrzeć do najwcześniejszego wspomnienia, jakie się pojawi i skup się na tym, by od niego zacząć uzdrawianie.

Moje wspomnienia dotyczą momentu, w którym decyduję się odejść. Za często ustępowałam, mam poczucie że ktoś inny kieruje moim życiem, że dłużej już tak nie mogę. Gdy była nastolatką mentalnie odeszłam od moich rodziców. Powiedziałam im, że nie będę już słuchać ich poleceń. Wiem, że z domu wyrzucić mnie nie mogą, a jeśli za karę mam już od nich nic nie dostać, to też się na to zgadzam. I nic się nie zmieniło, oprócz tego, że gdy rozkazywali to mówiłam co uważam i co w związku z tym zrobię, a co nie. Nie było miło, nie chciałam się tak przepychać. Nie chciałam, ale musiałam. Czułam się wtedy bardzo samotna, jak kloc, który się okopał, żeby bronić swojej integralności.

4) Oceń to najwcześniejsze wspomnienie na skali od zera do dziesięciu. Mogą się pojawić inne wspomnienia. Szukaj najsilniejszego i najwcześniejszego i najpierw skup się na nim. To, co teraz nam doskwiera, zazwyczaj jest uciążliwe właśnie dokładnie dlatego, że wiąże się z nieuzdrowionymi wspomnieniami lub jest przez nie aktywowane. Często, kiedy uzdrowisz wcześniejsze lub najsilniejsze wspomnienie, jednocześnie uzdrowione zostaną wszystkie inne wspomnienia "przyłączone" do tego pierwotnego wspomnienia.

To było trudne doświadczenie, skazałam się na samotność, by odzyskać siebie.
Wiele lat starałam się wychodzić na przeciw życzeniom. To była hierarchia - najwyżej ojciec, potem mama, potem starsza siostra. Ja byłam na końcu.
W moim domu awantury były na porządku dziennym. Gdy byłam mała robiły na mnie bardzo duże wrażenie. Nijak nie mogłam pojąć, o co chodzi, tłumaczenia ze strony rodziców były sprzeczne.
W bardzo młodych latach próbowałam się przeciwstawiać, kończyło się to wrzaskami rodziców, wtedy się bałam. Znalazłam sposób na podporządkowanie, ale nie był uniwersalny. Z czasem, jeśli chciałam coś zrobić wbrew nakazom i zakazom, robiłam to cichaczem i też się bałam, żeby się nie wydało.
Gdy w końcu sprzeciwiłam się moim rodzicom na całego,  to ciągle się bałam, teraz tego, że oni się ode mnie odwrócą, że nie zaakceptują mojej "samowoli".
Strach, strach, strach.

5) Odmów poniższą modlitwę o uzdrowienie. w puste miejsca wstawiając wszystkie sprawy, które odkryłeś.
Modlę się o to, aby wszystkie znane i nieznane negatywne obrazy, niezdrowe przekonania, destrukcyjne wspomnienia komórkowe oraz wszystkie problemy fizyczne związane z .........  
ze strachem przy ujawnianiu mojej woli, jeśli jest sprzeczna z wolą osoby, od której jestem zależna...zostały rozpoznane, ujawnione i uzdrowione poprzez napełnienie mnie  światłem, życiem i miłością Boga. Modlę się również o to, aby skuteczność tego uzdrawiania wzrosła stukrotne lub więcej. (To wiadomość dla organizmu, uzdrowienie stało się priorytetem).

6) Zastosuj Kod Uzdrawiania, każdą pozycję wykonując przez 30 sekund 
(pozycje kodów uzdrawiania dostępne są TU: )i wyrażając "Prawdziwą intencję", taką, która anuluje wszystkie niezdrowe przekonania lub taką, która dotyczy twojego problemu. Stosując Kod Uzdrawiania skupiasz się na tym, co pozytywne, a nie na tym, co negatywne. Zanim skończysz upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Wykonuj kolejne kroki Kodu przez co najmniej sześć minut. Zanim skończysz, upewnij się, że wykonałeś wszystkie cztery pozycje. Zawsze możesz wykonywać ćwiczenie nieco dłużej, zwłaszcza jeśli swój problem oceniłeś na pięć, sześć lub wyżej, Sugerujemy, aby ćwiczenie trwało minimum sześć minut.


Autor książki odsyła na swoją stronę, aby pobrać prawdziwą intencję. Ja staram się w duchu Radykalnego Wybaczania sama ją określić. W tym przypadku ma ona anulować moje przekonanie, że naprawdę groziło mi coś ze strony moich opiekunów, wtedy gdy chciałam być nieposłuszna. John Bradshaw szczegółowo opisuje podobne przypadki do mojego. Twierdzi, że zachowanie ludzi takich, jak moi rodzice jest spowodowane i wstydem. Ludzie agresywni w stosunku do swoich dzieci są spętani toksycznym wstydem, który otrzymali w wyniku wychowywania od swoich rodziców. Muszą oni tępić wszelkie spontaniczne zachowania potomstwa, ponieważ one budzą ten wstyd. Głęboko ukrywany wstyd nie pozwala dorosłemu, aby tłumaczył się dziecku. Władza rodzica, wynikająca z zależności dziecka, daje mu moc, która jest przez ten wstyd nadwątlona. Moja prawdziwa intencja brzmi:

Zgadzając się na bycie od kogoś zależnym, oddajemy tej osobie władzę i kontrolę nad sobą.
Odbieramy sobie sami prawo do własnych poglądów i wyrażania woli.
Decyzja o pamiętaniu o moich prawach zawsze należy do mnie.

Na podst. "Kod Uzdrawiania", Alexander Loyd, Ben Johnson

https://zrozumiecemocje.com.pl/